ŚWINIE W KOSMOSIE


Spielberg niezaprzeczalnie ma słabość do określonego rodzaju blondynek oraz zarysu pojedynczej góry na tle nieba. Co na to Freud – nie wiem, ale blondynka z „Bliskich spotkań III stopnia” jest odpowiedzialna za moje życiowe starania w zakresie opalonych nóg i dżinsowych szortów. „Bliskie spotkania” po latach nadal są arcydziełem. Dreszcz mnie przechodził, jak Dreyfuss rzeźbił górę z puree ziemniaczanego albo jak gadali z UFO przy pomocy melodyjki z pięciu dźwięków.

Na tym tle „Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia” to była masakra, masakra i jeszcze raz masakra. Totalna masakra i nieporozumienie.

Nic w tym filmie nie ma. Ani historii, ani gry aktorów, ani efektów, ani zwrotów akcji. O przepraszam, jest jeden zwrot akcji. Keanu przyjechał na Ziemię zabić ludzkość, co niniejszym rozpoczął realizować. Na to beznadziejna miągwa – niby naukowiec (naukowiec my ass! Jej wykład o bakteriach jest z podręcznika 3 klasy podstawówki) mówi do niego:

– Keanu, mimo wszystko nie zabijaj nas, uprzejmie cię proszę jednakowoż.

– No niestety, już podjąłem decyzję.

– No to może byś ją odpodjął, skoro cie proszę.

– Przykro mi, nie mogę.

– Zobacz, mam tu oto przy sobie dziecię nieletnie z loczkami, w dodatku ciemnoskóre. Bardzo nalegam byś nas jednak nie niszczył.

– W sumie… No dobra – mówi Keanu i idzie zatrzymać swoje nanorobaki.

I taka jest to wartka akcja z zaskoczeniem i energicznymi dialogami.

Jedyna postacią, co do której miałam jakaś nadzieję, że coś mi jako widzowi zaproponuje, to był czarny golem z Central Parku, ale też nie dał rady.

W ramach analizy porównawczej („Porównanie pana Dulskiego ze starym Boryną”) pragnę zaznaczyć, że czasy, gdy naukowcy mieli cos do powiedzenia w kwestii UFO, minęły bezpowrotnie wraz z koszulami non-iron. Teraz na dzień dobry do UFO strzela amerykańskie wojsko, więc szanse na to, że się kiedykolwiek dogadamy, zdążają w kierunku zera.

Co nie znaczy, że nie ma szans na dobre kino science fiction w dzisiejszych czasach. Przykład –  „Moon” z Samem Rockwellem. Bardzo, bardzo dobry. Uczciwe stare SF, zupełnie jak z lat 70-tych.

Przepraszam, że ja tak z tym Kosmosem wyjeżdżam, ale chwilowo jestem obrażona na rzeczywistość. Pogadamy, jak się ociepli.

0 Replies to “ŚWINIE W KOSMOSIE”

  1. Witaj 🙂 witaj! teraz pozostaje nam tylko spakować laptoki, bo na pewno nas karnie przeniosą na inne forum ;>
    Ale czy nie jest to jedyna pora roku, kiedy nie wiadomo czy jestem taaaka gruba czy tez grubo ubrana?

  2. „bliskie trzeciego stopnia” wiadomo. będąc dziecięciem odchowanym na klasycznej sf, jednakowoż po osiągnięciu statusu „duża” skłaniam się ku opcji z „dystryktu 9”.

  3. Tak tylko mimochodem napomknę (nie żebym się odważyła głośno i odważnie to powiedzieć, co to to nie!), że do cholery mamy jeszcze luty, więc niby SKĄD MA WIOSNA U NAS BYĆ?!
    I jako człowiek-lodu uważam za infantylne te wszystkie ciągoty do plaż i słońca w środku pięknej zimy.
    A teraz możecie mnie opieprzyć, psoko.
    :>

  4. …a „Moon” właśnie obejrzałam. Rzeczywiście bardzo dobry, tylko nie spodziewałam się ze będzie tak przeraźliwie smutny.

  5. Heh, a mnie na tym filmie w kinie zwrócono uwagę gdy się śmiałam :/

    Dodam jeszcze że w kinie nie byłam z własnego wyboru 😛

  6. Barbarello, jeśli przypadkiem jeszcze nie miałaś okazji obejrzeć wspaniałego i wiekopomnego dzieła jakim jest „Dark Star”, to z całego serca polecam. Potem człowiek nie jest już taki sam. Pozycja obowiązkowa!

  7. Ja może nie w temacie ale chciałabym wrócić do tych bocianów.obecnie mieszkam w Valladolid. Ostatnio byłam w Salamance, a t pełno bocianów, wijących gniazdka na catedrze Vieja i Nueva, na uniwerku. Wiedząc, że co drugi bocian to Polak pozdrawiałam ich po polsku. W Hiszpanii każdy się nimi zachwyca, tak jak i w Polsce ,ale ludzie tu nie „chuchają” tak na nie:) W tve pokazywali na przykład boćka, który zamieszkał na plaży w Barcelonie na dachu smażalni ryb. Właściciel karmił go rybami wrzucając mu je wprost do dzioba. Fajnie to wyglądało, potem ten bociek Wojtek wróci do Polski i gdzieś na Mazurach powiedzmy w Starej Kaletce będzie klekotać tak samo jak w Barcy, no może z lekkim katalońskim akcentem.

  8. Mimo wszystko Moon jest trochę przygnębiający – a pseudohicior z Reeves’em niesie nadzieję że z obcymi można się dogadać. Wiosna już za tydzień…

  9. Uwielbiałam ‚Bliskie spotkania III stopnia’, małego energicznego Dreyfussa, latające światła UFO i melodyjkę (całkiem jak melodia firmy rozwożącej lody, nazwy nie pomnę).

  10. O przepraszam, w moim ukochanym serialu „EUREKA” UFO i wszystko odbyło sie bardzo kulturalnie. Łącznie ze zrzutem danych z dysku 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*