O PEWNYM PORANKU I DOBROBYCIE

Wczoraj, okolice szóstej rano. N. już dokądś śmignął (mówi, że do roboty – za rękę go nie złapałam, więc nie potwierdzam ani nie zaprzeczam), a ja mam dzień opieki nad domem. A zatem chodzę na czworakach z puszką sprayu przeciwko mrówkom i pryskam te miejsca przy listwach, z których mogą wyłazić. Otwarte okna i drzwi na taras, ale i tak śmierdzi. I tak sobie chodzę (chodzenie na czworakach podobno odciąża kręgosłup i jest bardzo zdrowe jako takie), pryskam, aż tu nagle wpada ptak i zaczyna krążyć po chałupie.

Usiadłam na podłodze i patrzę – trochę mi się od tego smrodu w głowie kręci i do końca nie wiem, czy ten ptak faktycznie WLECIAŁ, czy ja już mam halucynacje. Ptak pofruwał dookoła żyrandola, zdefekował się na parapecie i wyleciał drzwiami tarasowymi. Kupa została, namacalnie, a nawet musiałam ją wycierać – więc chyba był prawdziwy. Może przyleciał na śniadanie, a tu NIC NIEGOTOWE i się obraził.

Ma ktoś fajniejsze poranki?

Dziś już nie jest tak fajnie, bo siedzę w biurze i wkurwiam się na komputer, który się co piętnaście minut aktualizuje i aktywnie z premedytacją przeszkadza mi w graniu w cukierki na fejsbuku.

Dzisiejszy Superekspres proponuje rozrywkę jak za starych dobrych czasów: „Poćwiartowali ojca i utopili w bagnie” oraz „Nie zabiłem go, przyniosłem mu nawet jego odciętą nogę”.

A w Biedronce mają sprzedawać urządzenie do robienia waty cukrowej. BOŻE!… Co ja bym swojego czasu dała, żeby móc sobie robić watę cukrową codziennie W DOMU!… Tym dzisiejszym dzieciom się w dupach przewraca z dobrobytu, a one tego w ogóle nie doceniają. W OGÓLE.

 

19 Replies to “O PEWNYM PORANKU I DOBROBYCIE”

  1. Czyli pokusiłabym się o podsumowanie – KAŻDEMU JEGO PTAK 🙂

    Ja i tak o wiele bardziej wolę odwiedziny żywego stworzenia (POD WARUNKIEM ŻE NIE PAJĄK, widlich albo inny robal), niż upiorne PUK! o szybę i szukanie w panice, czy na tarasie albo trawniku nie leży mały pierzasty trupek. Albo taki jeszcze z lekka dychający. Zawsze mnie rozczula, jakie one są maleńkie.

  2. Ja kiedyś niechcący wpuściłam wiewiórkę.Trochę się tlukla .
    A mrówki odstraszam proszkiem do pieczenia i octem. Działa.

    • Razem czy osobno? W sensie zmieszać na pastę czy sypać proszkiem i psikać octem?

      Ja naprawdę z nimi OSZALEJĘ. Bardzo im się u nas spodobało w tym roku (kurwa mać).

      • Proszek sypię w miejscach ,którędy dostają się do mieszkania. A ocet w zakrętkach po słoikach stawiam obok. Myślę, że bardziej działa ten proszek.

  3. Też bym się wystraszyła takiego ptaka, bo jak toto złapać i uwolnić…Ale z mojej perspektywy to nie dziwota, jak ja umieram przed byle pajęczakiem, brrr…

  4. Zgierz się spalił przez weekend, a Ty ani słowa komentarza?
    (cały smród ze spalonego Zgierza poszedł niestety na Aleksandrów :/ Musieliśmy się ewakuować na weekend).

    • Nawet nie chce mi się komentować (Zgierz i tyle innych miejscowości).
      Teraz my to wszystko będziemy wdychać, pić i myć się w tym ORAZ zapłacimy za posprzątanie. Jakieś dziesięć razy tyle, co pan Zdzisio z panem Mieczysławem zarobili na boku za nielegalne składowanie. No ale nikt im tego nie zabierze, bo już wszystko jest na żonę i możemy im skoczyć.

  5. Do nas też, pod naszą nieobecność, wpadł gołąb (Kraków, jak wiadomo mamy więcej gołębi niż powietrza) mąż po powrocie z pracy przysłał sms – w pokoju jest gołąb, nasrał 6 razy, włączył pilotem telewizor i siedzi na połamanym aloesie, co robić.

  6. Ale ta maszyna do waty to takich gabarytów jak te z naszego dziecinstwa jest?
    (i z tym kolorowym daszkiem z materialu na zaslony!!!!!)
    Bo to trzebaby najpierw pralke albo lodówke z domu wywalic, zeby ja gdzies postawic.

    Nie lubie waty (teraz) ale wizja malzonka w tej wacianej budce w kącie kuchni jest nawet ucieszna :)))

  7. Nam wpadł jakiś ptak w szybę, ROZBIŁ JĄ i odleciał. Chyba, bo obszukaliśmy całe teren i oprócz kilku piór (wielkich) nie znaleźliśmy żadnych ptasich zwłok. Musi kondor alboco.

  8. A mnie raz ptak WSZEDŁ do domu. Rasowy gołąb, bardzo ładny, wyraźnie zmęczony, wkroczył przez otwarte drzwi, bo akurat robiłam przeciąg. Obecny na miejscu Kot zamarł ze zdumienia, a gołąb go całkowicie zignorował. Zdążyłam wyjść w teren po męskie wsparcie i wrócić, kot nadal trwał w bezruchu, a gołąb dalej spacerował. Trzeba go było wynieść i napoić, odpoczął jeszcze z kwadrans i poleciał. Też nieźle, co? Tylko to było tak raczej w południe, a nie o poranku, to chyba się nie liczy 😉

  9. Do nas kiedyś też wpadł ptak do domu i to było jakiś tydzień po tym, jak zeżarłam córce (wtedy 3-letniej) ciasteczka i powiedziałam, że to ptaszek przyleciał i zjadł. O ile na początku nie do końca wierzyła, o tyle po akcji PtakWdomu już nie miała wątpliwości 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*