O FRYZJEROWANIU

 

No to Szczypawka już po fryzjerze. Łatwo nie było, bo nasza dotychczasowa pani strzyga się zlikwidowała i trzeba było szukać nowego miejsca. W innych miejscach albo strzygą tylko yorki, albo terminy na drugą połowę czerwca! Szczypawka z każdej wyprawy do ogrodu przynosi na łapkach mech, igły sosnowe, patyki, jałowiec i do czerwca to by wyglądała jak Flora z renesansowych obrazów, opleciona bluszczem i z jagódkami dyndającymi pod brzuchem. Jakimś cudem znaleziony został miły pan, co nas zaprosił niemal z dnia na dzień, no to poszłyśmy.

Może faktycznie trochę za krótko psinę opitolił, ale po pierwsze, sama poprosiłam, a po drugie – zaraz jej to odrośnie i nie będzie jej gorąco w ewentualne upały (to prawda, że lato ma być zimne i deszczowe? No to muszę jej kupić sweterek).

W pewnym momencie pan do mnie, skulonej na kanapie w kątku – „Do pani to nie pasuje jamnik. Pani to powinna mieć taką maskotkę”. O tak, proszę pana – nawet wiem jaką! KAMIEŃ. Najlepszą maskotką dla mnie byłby jakiś nieduży KAMIEŃ, który by sobie leżał, nie chciał jeść, nie chciał wychodzić, w ogóle nic od życia nie chciał, no i się nie zaśmiardł po kilku tygodniach. Też uważam, że taka maskotka do mnie najlepiej pasuje.

No to teraz ja się muszę doprowadzić do jakiejś używalności publicznej (nie jest dobrze, N. kilka razy dziennie pyta, kiedy się wybieram do fryzjera), żeby pies się mnie nie wstydził na spacerze. Fajną mam fryzjerkę, ale i tak nie lubię, kruca fix.

Z uwagi na to, że kompletnie nie mam co czytać, to sobie wyciągnęłam książki Margaret Atwood, co kiedyś wychodziły w serii „Kameleon” (uwielbiałam tę serię, i jeszcze „Salamandrę”) i się delektuję wieczorami. I czekam na nowe „Twin Peaks” – jak to spieprzą, to niech ich wszystkich Bob rozszarpie i zeżre.

10 Replies to “O FRYZJEROWANIU”

  1. A co do maskotki, ja mam gwizdek.
    Drewniany, ze 4 cm, wystrugany z czarnego bzu.
    Leży w kieszeni, jeść nie woła, a jak mnie co wkurzy, to mogę się wyładować 🙂

    • Bierz go Barb! Jak z czarnego bzu, to bardzo zdrowy! Moja mama twierdzi, że gdyby ludzie wiedzieli, jak ten czarny bez jest zdrowy, to by go z korzeniami jedli (sic!).

      • Nie wiedziałam, że zdrowy
        ale faktem jest, że nabyłam go pod sanatorium z Busku 🙂

        Na pewno zdrowa – i cudownie uzdrawiająca 🙂 – jest nalewka z kwiatów czarnego bzu. U mnie pięć litrów schodzi w ciągu wakacji, a nikt z rodziny nie jest alkoholikiem 🙂
        Dziewczyny, niedługo bez zakwitnie. Do roboty!

  2. Całe szczęście, że Fafik nie wymaga takich zabiegów. Jemu w ramach pielęgnacji wystarczy raz na jakiś czas jak go się z kurzu opłucze.
    Z fryzjerem mam tak samo – niecierpię do niego chodzić. Zawsze mi się myli z dentystą.

  3. Ja bardzo przepraszam, ale ZAWSZE było zdjęcie po fryzjerze. Ciekawe czy jak przychodzi duży łysy pan z yorkiem to pan fryzjer też taki odważny 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*