O TYM, CZEGO BYŚMY NIE CHCIELI

 

Ponieważ sobota, to na świeżutko umytą podłogę przyszła Szczypawka, ułożyła się jak Kate Winslet pozująca Leosiowi na Titanicu, a następnie wykichała ze swojego ślicznego noseczka garść ziemi (znowu ryła w trawniku). No bo w końcu co, podłoga jest dla psa czy pies dla podłogi? Już abstrahując od tego, że dla psa to jest sofa z kocykiem, a nie tam zimne kafle.

A także, ponieważ nie wiadomo, dokąd ten świat zmierza i ile jeszcze pociągnie, to chyba odpakuję mój imieninowy prezent (który nawiasem mówiąc sama sobie kupiłam, ale nazywa się że jest od męża). Niespecjalnie pasuje do obecnej rzeczywistości, bo jest to piękna, kolorowa, optymistyczna torba, ale co, ma leżeć i się zmarnować?… Kto wie, co będzie za tydzień z górką! MOŻE NIC.

Natomiast przeczytałam (przed zaniesieniem babci) tę książkę o pani prokurator i tak – wywiad jak wywiad. Normalny wywiad z normalną, pracującą, obowiązkową kobietą – nie od dziś wiadomo, że jeśli chcesz mieć niekończące zebrania, delegacje i gadaninę, to zleć to facetom, a jak coś ma być zrobione – to kobiecie. Są wyjątki oczywiście i nawet je osobiście znam, ale taka jest zasada. Ale co mnie chwyciło za moje małe, podłe, czarne serduszko to druga część książki, czyli opisy spraw prowadzonych przez panią prokurator. Bardzo w klimatach moich ukochanych książek Urbana, który prowadził kroniki z sal sądowych i takie na przykład „Jakim prawem” to wspaniała lektura. Żadne fikcyjne powieści tego nie przeskoczą – w tych kryminałkach jest żywa, tętniąca tkanka naszego ukochanego społeczeństwa, moim zdaniem to spora luka na rynku. Bo jakaś tam rubryczka w gazecie „Ukradł jabłka, za co sąsiad odrąbał mu obie ręce” to nie to samo – musi być porządnie nakreślone tło, charakterystyka postaci, okoliczności, przebieg śledztwa. „Polskie morderczynie” Bondy też są pod tym względem prześwietne. Dobrze, że babcia ma niskie ciśnienie (a ja po niej), bo na pewno znowu będzie cała w emocjach.

Bardzo proszę, żeby pogoda mnie nie wkurwiała i szybciutko zrobiło się z powrotem ciepło. Bo jak się robi chłodniej, to nie mam energii N. opieprzać, a wiadomo, że mąż nieopieprzany się psuje, zbacza z wytyczonego kursu i gubi się w świecie jak elektron walencyjny (czyli peryferyjny). A tego byśmy nie chcieli, prawda?

7 Replies to “O TYM, CZEGO BYŚMY NIE CHCIELI”

  1. czytam tego bloga od lat i wyczekuję poleceń książek; ostatnio wchłonęłam „kosmiczny poradnik życia na ziemi”, paluszki lizać! lecę szukać urbana

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*