O NADCHODZĄCEJ UROCZYSTOŚCI I MAŁYM ACZ KRWAWYM WYPADECZKU

 

No i najmniejsza kuzyneczka z naszej rodziny idzie za mąż, tym samym SKOŃCZYŁA SIĘ PEWNA EPOKA. Najmniejsza nie znaczy, że nieletnia i np. przedsiębiorcza rodzina sprzedaje ją jakiemuś śliniącemu się drabowi za przysłowiowe pińcet, tylko po prostu najmłodsza, a w wieku już jak najbardziej zamążpójściowym. Co tym bardziej uświadamia mi, jaka już jestem stara.

Na fali melancholii wobec powyższego kupiłam sobie trampki Mustanga (no co?… Przecenione były, a w zeszłym roku nie było mojego numeru w tym kolorze!).

Następnie N. odciął sobie dłutem znaczną część tkanek mięsnych na palcu. Zalał krwią warstat, psie plecy oraz cały zlew w kuchni. No naprawdę, dawno nie zmieniałam nikomu opatrunków – bardzo się za tym stęskniłam! Ja jestem z powołania seryjnym mordercą, a nie siostrą miłosierdzia, a ciągle coś komuś muszę bandażować!… Jak jeszcze coś sobie urżnie, to skonfiskuję mu te wszystkie narzędzia, bo to już jest WKURZAJĄCE. Nie dość, że cały czas czymś hałasuje, to jeszcze mi kuchnię posoką zalewa.

Już oficjalnie mówią, że to ostatni sezon „Dobrej żony”. Nie wiem, co to będzie – bardzo się czuję z nią zżyta. Będę tęsknić.

 

2 Replies to “O NADCHODZĄCEJ UROCZYSTOŚCI I MAŁYM ACZ KRWAWYM WYPADECZKU”

  1. Może mąż dba o image twardziela, całego w bliznach i świeżo zagojonych ranach – to u niektórych może pobudzać wyobraźnię 🙂 I tak lepiej, że uszkadza własne tkanki, a nie tych co plączą się w pobliżu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*