O PRZEJEDZONYM PSIE I WPŁYWIE POGODY

 

Wieczór wyborczy najtrafniej podsumował mój pies, puszczając dorodnego pawia w poprzek kanapy (na szczęście przykrytej kocykiem z IKEA; to kolejna rzecz, bez której NIE MAM POJĘCIA jak kiedyś ludzie żyli – kocyki z IKEA, którymi można się owinąć, wszystko przykryć i super się z nich spierają rzygi i inne wypadki losowe).

Przez cały dzień z psem było tak:

JA: – Nie karm jej, kochanie, ona nie jest głodna.

N.: (Karmi).

Za godzinę:

JA: – Ale już jej nie karm, ona naprawdę jest już najedzona.

N.: (Karmi).

Mija kolejna godzina:

JA: – Kochanie, jak dasz temu psu jeszcze cokolwiek do jedzenia, to ona się zrzyga, bo jest nabita jak salami.

N.: (Karmi).

PIES: (Zgodnie z przewidywaniami – rzyga).

Od tamtej pory ma zapowiedziane, że jeśli zbliży się do psiej miski, to przywiążę mu łapy do krzesła plastikowymi opaskami zaciskowymi i będzie grał w czołgi nosem.

A dziś daliśmy czadu w Biedronce. Najpierw ja – wrzuciłam śledzika na raz do koszyka i mówię do N., żeby wybrał wędlinę dla babci. N. milczy, więc podnoszę głowę, a tu zamiast N. prowadzi koszyk jakaś elegancka pani z podniesionymi brwiami. To znaczy, te brwi miała podniesione pewnie na okoliczność mojego śledzia (poza tym nie sądzę, żeby orientowała się, jaką moja babcia lubi wędlinę). Przeprosiłam, wyprostowałam sytuację, po czym N. zamienił koszyki z inną panią. Spostrzegłam jarmuż, wystraszyłam się i kazałam mu szukać naszego, z konserwową papryką (jarmuż!… no jeszcze czego).

Może to przez pogodę, a nie przez moją sklerozę – tak się pocieszam. Znajoma powiedziała, że ostatnio zapomnieli zabrać z samochodu dziecka, bo mieli duże zakupy i każde szło z torbami i jakoś tak fotelik im wyleciał z głowy. Więc może to jakiś bardziej globalny trend (a nie glizdy w mózgu).

A na Kanarach podobno ulewy, huragan i trąba wodna. No coś podobnego!…

3 Replies to “O PRZEJEDZONYM PSIE I WPŁYWIE POGODY”

  1. No, fajnie. Dla babci wędliny z biedronki. Czyli to prawda, że prostacy robią tam zakupy. Lepiej było babci rzygi po psie zanieść.

    Cóż, ale jak się jest z Żyrardowa…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*