O TRENDACH ZNICZARSKICH

 

No dobra. Już mi trochę opada ten poziom optymizmu, radości życia i umiłowania bliźniego, i bardzo dobrze – bo mój pesymistyczny, narzekający organizm nie jest przyzwyczajony do takich ekstremów. Mogłabym oślepnąć, jak od oddychania czystym tlenem, albo szyszynka by mi eksplodowała albo co.

Byłam dziś w hurtowni obejrzeć znicze na Wszystkich Świętych i trochę jestem mówiąc delikatnie skonfundowana. Wiadomo, że od kilku sezonów złoto, brokat i przyczepiane do wszystkiego plastikowe aniołki i róże – ale doprawdy. Tegoroczne trendy nie są dla miękkiego klienta. Szlaczki z kryształków niemal prawie Svarovskiego, całe klosze ze szklanych, opalizujących faset oraz znicze – trąby z kapeluszem w kształcie dzikiej orchidei… Zawieszane na pałąku, bujające latarenki, zupełnie jak kociołek z węgierską gulaszową… Już miałam powiedzieć, że brakuje tylko z pozytywką, ale okazało się, że jak najbardziej są egzemplarze z pozytywką.

Szkoda, że nie było z tańczącą małpą na sznurku w środku. Albo ze skaczącym pająkiem na pompkę. No nic, może w innej hurtowni będę miała więcej szczęścia (i mniej brylantów).

Od Zebrostwa dostałam urodzinowy prezent – „Księgę wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa”. Jak ją zobaczyłam, to dostałam ataku śmiechu – jest taka GIGANTYCZNA – absurdalnie wielka. Prawie wielkości podręcznego bagażu kabinowego. Na szczęście lekka (nie przesadzili z jakością papieru, ale też nie mogli, boby się nie dała podnieść). Fantastyczny prezent, ale w łóżku to raczej jej nie będę czytać, bo połamie mi żebra (chyba, że N. skonstruuje jakiś podnośnik montowany do sufitu – na razie też się śmieje).

Żaluzja naprawiona i teraz znakomicie widać, jakie mamy brudne okna.

10 Replies to “O TRENDACH ZNICZARSKICH”

  1. Zawsze czytając twój blog się zastanawiam, co tym razem będzie lepsze, tekst czy komentarze ☺ I nigdy nie wiem jedno i drugie to zwykle wyborna lektura

  2. Ano! Wczoraj odwiedziłam grób pod Warszawą (bardzo miło, bez tłoku i widziałam 2 osoby z psami!) i trend szklanych opalizujących facet zaznaczał się bardzo wyraźnie. Tudzież zniczów, które wyglądały jak sowa albo karp pyskiem do góry. Bardzo interesujące!

  3. Buahahaha! Pomyśleć, że kiedyś sobie wymyśliłam nagrobek z muzyczką! A tu, proszę, realia przebiły moje oczekiwania. No, ale może jeszcze trochę czasu mi zostało, a właściwie, – to niech się martwią spadkobiercy- hihihi.
    Kiedyż, gdy byłam młoda i piękna, tańczyłam na balu z pewnym kamieniarzem, i on był mną oczarowany i obiecał mi, że ,,mam u niego darmowy nagrobek”. Jak stawialiśmy nagrobek tacie, to się upomniałam, a on- że to miał być DLA MNIE nagrobek. Muszę tę wieść przekazać dzieciom, niech zaoszczędzą, nieboraczki.
    Co do muzyczki, to wyobraźnia projektujących nagrobek jest imponująca. ,,Wstań…” no nie, nie mogę…hahahahaha!

  4. Miałam chrapkę na tego Sherlocka, ale nigdy sobie nie kupiłam. A teraz mam w nosie jego ciężar, gdyż mogę kupić wersję NA KINDLA. HAhahahahah.
    Ale że Pythonów nie zrobili na kindla, to już skandal. Z lupą będę ich czytać.

  5. Jakieś trzy lata temu przed 1 listopada pojawiła się idea produkowania zniczy grających „Wstawaj, szkoda dnia”. Podało tę wiadomość radio, którego słucham jadąc do pracy. Powalona atakiem śmiechu mało nie wjechałam do rowu.

    • Kupiliśmy tu – są modele NORMALNE, szklane, bez paciorków, brylantów i pozytywek:
      http://www.e-grafit.pl/
      A te cudowności świecące są w takiej hurtowni ogrodniczo – rozmaitej, w szklarniach na zakręcie na wyjeździe z Żyrardowa (tak, wiem, że jestem ŚWIETNA w tłumaczeniu JAK DOJECHAĆ albo GDZIE CO JEST).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*