O SAŁATCE I BĄBLACH

 

W drodze do biura jechaliśmy obok firmowego samochodu dostawczego Lisnera. Dostawczak miał z boku niezwykle apetyczną reklamę polskiej sałatki jarzynowej, z kiszonym ogóreczkiem i jajkiem na twardo i tak się mijaliśmy w warszawskim korku– raz my jego, raz on nas. My jego, a on nas. Sałatka akurat z mojej strony. Tak po dziesiątej mijance dostałam ślinotoku i koniecznie, po prostu KONIECZNIE musiałam zeżreć na śniadanie taką sałatkę. I teraz jest mi najzwyczajniej na świecie niedobrze. Dobrze, że nie mijaliśmy ciężarówki wiozącej gicze cielęce po mediolańsku.

Jutro te chrzciny, a ja bym najchętniej kogoś rozerwała na malutkie strzępki i rozwlokła po gumnie; nie wiem, czy to pogoda tak na mnie działa, czy przedwyborcza atmosfera, czy co, ale palce mnie swędzą. Dostanę bąbli od wody święconej, jak nic.

5 Replies to “O SAŁATCE I BĄBLACH”

  1. lobo – no właśnie 😉 Ten samochód nie zyskał tej reklamy tylko po to by ładnie wyglądał, tylko żeby „wodził na pokuszenie”. Co gorsza, teraz jak przeczytałem Twój post to sam mam ochotę na taką sałateczkę, dawno nie jadłem, a jeszcze gdyby ją tak ktoś dla mnie przygotował 😛 I jak, bąble wyszły, czy tylko dłonie swędziały ;)?

  2. Jejku jak ja nie lubię takich momentów gdzie ciagle mnie atakują jakąs reklama jedzenia szczególnie jak jestem głodna to później muszę to zjeść. Dlatego najlepiej w takich momentach być kierowca i zając się patrzeniem na drogę a nie na ciężarówki z sałatka…hiihih;o)Dobrze, ze u mnie jak narzie imprez kościelnych brak;)

  3. Łączę się w nastroju, ja mam dzisiaj PRÓBĘ do bierzmowania ( jako świadek) a jutro bierzmowanie.
    I tak, nie uważam, żebym potrzebowała iść do spowiedzi a następnie jutro grzecznie ze złożonymi raczkami przyjąć komunię św. O nie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*