No dobrze, może faktycznie przeoczyłam, że dzieci piją mleko. Umknęło to mojej uwadze. Pewnie dlatego, że ja od urodzenia wolałam jeść gwoździe, niż pić mleko i do dziś zapach dwóch rzeczy powoduje u mnie pawia bez ostrzeżenia, za to o promieniu dwóch metrów: mleka i ampicyliny. Wypiłam ich w dzieciństwie podobne ilości i zawdzięczałam im nienaganną figurę kościotrupa.
Poza dziećmi, Hiszpanie potrzebują przecież mleka do beszamelu, czyli bazy do krokietów, zapiekania warzyw i tak dalej, no i desery! Przecież oni mają prawie wszystkie desery na mleku: flan to mleko, cukier i jajka. Nie wierzyłam, że mi się zsiądzie ta breja, ale się zsiadła. Crema catalana, czyli ichni creme brulee, tylko lepszy. Natillas, czyli taki rzadki budyniokrem, którym się zalewa w pucharku okrągłe ciasteczko. Ryż na mleku, którego nigdy nie próbowałam z wiadomych względów. No i słynne leche frita, czyli smażone mleko. Też mnie jakoś nie kusiło spróbować, bo to są – z przepisu sądząc – kawałki budyniowatego tworu, opanierowane i usmażone na głębokim tłuszczu, a smażony budyń to za dużo szczęścia nawet dla mnie. Jednak kura w panierce przemawia do mnie bardziej, niż budyń w tejże.
Od kilku dni nastrój mam ponury i myśli plugawe bardziej niż zwykle, bo mi zimno. W dodatku jakbym miała kogoś zamordować na pocieszenie, to muszę szybko, póki ziemia nie zamarzła i da się wykopać dół.
PS. Na dowód – crema catalana (nadgryziony, bo nie umiem się powstrzymać od dziabnięcia w karmelową skorupkę NATYCHMIAST):
PSPS. Kawy też nie piję, a z mlekiem to już w ogóle, ale jeśli, czasem, bardzo rzadko, to tylko cafe bombon ze skondensowanym:
faktycznie korzuch w melku odrzuca, dlatego ja jak juz to pije tylko zimne
Kozie . Do kawy. Spienione. Krowie mi obrzydziła “akcja mleka” z kożuchami. I ten koszmarny smród. Brrr… to się może przyśnić
O, jakże mi bliskie to, o czym piszesz!
Mleko to wróg numer jeden! A w latach mego dzieciństwa nie było zmiłuj- pij mleko, bo jest zdrowe, nieważne, że rzygasz dalej niż widzisz.
To co Ty pijasz, Barbarello? Tak normalnie, na co dzien, bo wyskokowo to wiemy mniej wiecej
(Crema bardzo zacna, musi bosko smakowac. Kawa mnie nie zachwycila, mimo, ze ladnie skomponowana. Ja do bolu. tradycyjna kawiara jestem i pijam tylko z blotkiem, po grecku, co w dzisiejszych czasach czyt. lokalach bywa b.problematyczne).
Jak to co? HERBATĘ! Hektolitry, cysterny HERBATY! Czarnej.
Natychmiast idę sobie zrobić kawę!
Mleko jest niezbędne do kawy:):):) Kawa jest niezbędna do życia:):):) Dopiero po ilości pochłanianych kartonów mleka stwierdziłam ile KAWY my pijemy! pozdr:)
mleko – tylko w naleśnikach. i krokietach – ale to bardziej zaawansowana forma naleśnika.
i w lodach. choć nie mam pewności, czy na pewno w nich jest ?
pamiętam zapach gorącego mleka w wiadrze, z którego Panie przedszkolanki nalewały je do kubków dzieciom w przedszkolu…. zawsze siedziałem blisko wyjścia…żeby zdążyć w wiadome miejsce… horror!
TAK!
I tak zwana KAWA Z MLEKIEM (i kożuchami, setkami małych ohydnych glutowatych kożuszków) – do dziś mam senne koszmary!…
O matko, przestancie. Mnie az mdli na sama mysl o “zapachu” mleka. U mnie nic bialego nie przechodzi – czy to crema catalana, czy twarozek, czy beszamel – NIE. Lody – tylko mocno, mocno czekoladowe.
Za moich czasów(!) w podstawówce dzieciaki się zapisywały na butelkowane mleko. Fuj, z kożuchem było podobno, a śmierdziało mlekiem na kilometr.
Nigdy nie lubiłam mleka,ale ser,śmietanę owszem:)))))
hm…..ja mialam to szczescie ze moja matka poszla do szkoly i oznajmila stanowczo ze jej corki pija mleko li i jedynie SUROWE , ZIMNE Z LODOWKI (nawet w zimie) wiec dano mi spokoj, ja na sam zapach mam odruch wymiotny, nie mowiac o smaku ….za to juz kakao przejdzie.ale nie ma to jak szklanka zimnego mleka, popijam nim wszystko:drozdzowke, placki ziemniaczane, nalesniki….i jakos nie moge uwierzyc w nowoczesne teorie ze mleko wiecej przynosi szkody niz pozytku doroslym osobnikom….
pozdrawiam
Kochałam kożuchy
Poważnie! Jako dzieciak zawsze pchałam się do gotowanego mleka ze względu na kożuch i wyżerałam. Jako dorosła mleka w postaci czystej nie cierpię i nigdy w domu nie mam, natomiast okropnie lubię wszelkie mleczne desery i taki smażony budyń przyjemnie rozbudził moją wyobraźnię.
To ja lepiej zamilknę może.
Szacun!
Wybacz ale z gulą w gardle przeczytałam o Twoich zamiłowaniach:))))
Kożuch na mleku ani mnie ziębił, ani grzał, ale do kożuszka na budyniu, zwłaszcza czekoladowym, byłom pierwsze. Bydyń w panierce pewnie też bym pożarło, jakby mi ktoś zrobił, bo jakoś mi się to wydaje trudne technicznie. A mleka też nie piję. Swój życiowy przydział wypiłom w dzieciństwie, bardzo prosto od krowy.
widzę, że humor rzeczywiście nie najlepszy… może jednak spróbuj tego mleka
podobno uspokaja
Coz za wyrafinowana tortura, zeby w piatek z rana robic ludziom apetyt na takie pysznosci, pozdrawiam