O JAJKU I BARISTACH

 

Książka o pijących mamusiach czyta się lepiej, niż przypuszczałam. Jakie tam one pijące, zresztą. Spotykają się na drinka w barze w piątek. Praktycznie abstynentki. Ale wyczytałam dwie rzeczy, obok których nie mogę przejść tak całkiem obojętnie:

– narratorka ma powracający koszmarny sen o tym, że zjada swoje szkła kontaktowe; z bogatej gamy koszmarnych snów, jakie mnie nawiedzają regularnie albo jednorazowo, nigdy, PRZENIGDY nie przewinął mi się wątek jedzenia szkieł kontaktowych. Owszem, czasem mam sen, że nie założyłam szkieł i nic nie widzę, albo że idę spać w jakimś hotelu, a nie mam pudełka na kontakty. Ale zjadanie? Aż mnie zazdrość lekko dziabnęła.

– narratorka z koleżanką wspominają panieńskie imprezy, na których rzeczona koleżanka w ramach zakładu przenosiła z jednego krzesła na drugie jajko. Tyłkiem. Przenosiła jajko używając wyłącznie tyłka. Chyba pół godziny nad tym rozmyślałam (surowe? ugotowane? i nie zgniotła? w ubraniu? w sukience? w spodniach wykluczone, chyba że w legginsach, ale sukienka chyba tylko dzianinowa, bo przecież satyna… ). Nie, ja się stanowczo muszę przerzucić na podręczniki do filozofii albo astrofizyki, bo babskie powieści mi nie służą (a może powinnam poćwiczyć z tym jajkiem? może na początku na balkonowych fotelikach? w dresie? a może któraś z moich koleżanek ma namiary na dobrego psychiatrę?).

Wczoraj kupiliśmy cudowny chleb, okrągły, z grubą skórą (uwielbiam), posypany mąką… po czym N. wieczorem odkroił sobie przylepkę i zeżarł. O MAŁO MNIE SZLAG NIE TRAFIŁ, bo zawsze, ZAWSZE przylepka należy do mnie. Wizualizowałam sobie tę przylepkę z poranną jajecznicą, a on ją normalnie wziął i zjadł! NA MOICH OCZACH! I jeszcze powiedział, że jestem psychiczna, bo to jest okrągły chleb i ukroi mi rano przylepkę z innej strony. Oooo, mój panie, tak to my się nie będziemy bawić. Przylepka jest tylko jedna (no dobra, dwie, ale ta pierwsza, oryginalna – tylko jedna). Jeśli on myśli, że teraz nie będę mu wypominać tej przylepki przez jakiś rok, to się sakramencko myli.

A z seriali prawniczych – tylko brytyjski „Silk”. Wszyscy amerykańscy twardziele odpadają przy Marcie Costello. Martha biega po sądzie z aktami spakowanymi do torby w kratę na kółkach, wszyscy prawnicy na rozprawie muszą mieć na głowie tego rozjechanego skunksa (przepięknie to wygląda) i w ogóle rozprawa jest bardziej na luzie. W brytyjskim sądzie można trzymać ręce w kieszeniach podczas przesłuchania? I świadek (czy tam oskarżony), i prawnicy? I można sobie przerywać, wtrącać i przysrywać (w tym – sędziemu). I kłaść się na tym drewnianym bufecie. Ale skunksy na głowach rządzą. W ogóle przez pierwsze trzy odcinki (miałam bez napisów) zastanawiałam się, o co im chodzi z tymi kolesiami od parzenia kawy. Cały czas było coś o baristach. Nie miałam pojęcia, że bariści są tak ważni w brytyjskim sądownictwie. Dopóki się nie kapnęłam, że oni mówią BARRISTER, nie barista.

Ale to jajko… Zaintrygowana jestem.

0 Replies to “O JAJKU I BARISTACH”

  1. U mnie w domu przylepka jakoś nigdy nie była obiektem pożądania i dlatego w zadumie oglądałam u wujostwa chleb, który był niemalże zupełnie obdarty ze skórki, wujostwo mieli czworo dzieci i moje kuzynostwo jadało WYŁĄCZNIE przylepki, przeto kreatywna wujenka obkrajała chleb dookoła. A ja zachodziłam w głowę, czemu tak dziwnie kroją chleb i mysli miałam takie, że w pańskich domach skórki się nie jada …

  2. hahaha, fajna dyskusja na temat przylepek 🙂 Ja po raz pierwszy o przylepce przeczytałam u Musierowicz i też chwilę dumałam, dlaczego Cesia żuła oderwany od przylepki kawałek chleba. Że tę metkę papierową oderwała i od tego papieru oderwała chleb?
    u mnie piętka (ze śląskiego obecnego).

    • To samo miałam z tą Czesią, to samo! U nas obowiązuje piętka, a piętki jak wiadomo doskonale wpływaja na porost biustu u młodych panien, więc zawsze były w moim domu rodzinnym obiektem pożądania (mam dwie siostry).

      • Czesia, jaka Czesia, oczywiście, że Cesia, Celestyna!
        Zrobi człowiek literówkę, a potem to młodzież czyta i się utwierdza w błędnych przekonaniach.

  3. I prawidlowo.Pietka( w moich stronach to jest pietka) MUSI byc zjedzona tego samego dnia, poki jest chrupiaca i swieza.Na jutro to sobie mozesz chleb zostawiac, nie pietke. Normalnie to zadna pietka nie doczeka rana… 😀 pozdrawiam

  4. Jak tylko przeczytałam o przylepce,zastanawiałam się , ile będzie pytań w komentarzach,co to takiego :). U mnie jest przylepka i też jest jedna:)

  5. Ale no co wy? Jakie piętki, jakie przylepki? Przecież to jest kromka!
    A dalej się chleb kroi na skibki. Prościzna 🙂

  6. a propos jajka, tak mi się skojarzyło;)
    http://www.theguardian.com/artanddesign/jonathanjonesblog/2014/apr/22/artist-eggs-vagina-paintings-performance-art-milo-moire

    Przez dobrych kilka sekund dumałam, co to jest „przylepka chleba”. W pierwszej chwili uznałam, że to ta metka z adresem piekarni, ale jajecznica z metka? Po co jeść papier? ..coś mi się nie kleiło i wtedy zrozumiałam – przylepka to PIĘTKA chleba;), tak przynajmniej u mnie mówi się na brzeg bochenka. Oczywiście tez mam mord w oczach jak ktoś zeżre mi piętkę. Moja piętka! z masełkiem!

    • ale pietka to mi się zawsze z taką czarna, brudną pietką kojarzy, a przylepka, nie wiedzieć czemu, nie!
      😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*