O MORDERCY POD DACHEM

 

Chciał nas zabić. Ten skurwysyn – psychopata chciał nas dziś w nocy zabić, pozbyć się ludzi, jak Hal z „Odysei Kosmicznej”! Chodzi mi oczywiście o piec, jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości. Dziś rano cały dom cuchnął sadzami i olejem opałowym, a ten luj w metalowej osłonce produkował czarny śmierdzący dym. Chciał nas udusić, dla mnie to jest jasne. Na razie przeżyliśmy, ale łeb mi pęka i chce mi się rzygać. Stay tuned.

Doprawdy, kto nie wietrzył domu z oparów ropy naftowej przy minus siedemnastu, ten nie zna życia w marynarce. Ani nawet żakiecie.

Majstrowi od pieca tylko chodziły żuwaczki pod skórą i po godzinie był czarny jak diabeł i już w ogóle nie żartował, że CHYBA TEN PIEC MNIE POLUBIŁ, hahaha. (Nie, proszę pana, on nikogo nie polubił i nie polubi, nigdy. On marzy o tym, żeby być komorą gazową, jak dorośnie).

Na pocieszenie znalazłam cudowny wątek na Kafeterii pt. „Czy doświadczyliście kiedykolwiek czegoś strasznego i niewytłumaczalnego”. Są tam TAKIE historie o duchach, że kapcie spadają.

Jak tak ostrzegam, że oszaleję, i ostrzegam, i ostrzegam, aż w końcu wezmę i oszaleję. I wtedy zobaczymy, kto się będzie śmiał ostatni.

0 Replies to “O MORDERCY POD DACHEM”

  1. phiiii jak to kto nie przezyl ja tak . Nie dosyc -15, wredny pompowal jakies resztki zanieczyszczen – czarne pomieszczenie gdzie przebywal – czarne to takie na 1 cm sadzy – a dom szorowalam z mazi przez tydzien – wysiadl mu wskaznik poziomu ropy

  2. No,nie wiem,może przemów do niego jakoś …Czule to niekoniecznie.kiedyś przemawiałam czule do roślinek ,co to teskniły za nieobecnym panem a one sobie schły proporcjonalnie do mojej czułości.więc jak się na nie mocno pod…..łam,stanęłam i ryknęłam ‚dość tego dobrego,dwa tygodnie wam daję a potem won do zsypu” to zmieniły się w puszczę podzwrotnikowa.No,nie ,piec jako puszcza ?

  3. A imię to on ma? Ja nadaję imiona rzeczom np.Samochodom i wtedy się mniej psują. Tylko raczej ładne musi być. np.Fredzia czy Dżony albo Kiwaczek. Brzydkie imiona działają źle.

  4. Problem w tym, że temu piecu się psuje elektronika. Znajomy tez ma Viessmana i ma identycznie. One mają za dużo elektroniki, czujników, bezpieczników, ustawień, i co chwilę coś mruga. I człowiek traci czujnośc, bo jak co drugi dzień się świeci światełko, to się bierze młotek jak zwykle i napierdziela w bezpiecznik, az światełko zgaśnie. JAK ZWYKLE. A po tak zwanym niewczasie okazuje się, że TYM RAZEM to nie bezpiecznik się spierdolił, tylko SUPRAJS SUPRAJS – filtr paliwa.

    Mój następny piec będzie miał jeden guzik, JEDEN – z napisem ON / OFF. W dupie mam krzywe temperatury i strefy i obiegi i och… wiele, wiele innych rzeczy też.

    • My mamy piec gazowy, kondensacyjny. Od włączenia go na jesieni mój mąż zaglądał do niego może z trzy razy zerknąć na temperaturę, a ja mogę o nim powiedzieć tyle, że wiem gdzie stoi 😉 Jedynie zamontowaliśmy w domu kilka czujek gazowych. Pasuje mi jego bezobsługowość bardzo 🙂

  5. Cholera jasna ! Od 2-ch miesięcy próbuję podjąć decyzję czy budować dom , czy dokupić tylko dwa pokoje…jak się szala na dom przechyla,to proszę ,zaraz jest akcja z piecem i już się człowiek widzi w drewnianej jesionce,z twarzą w sadzy i wyłupiastymi oczami . No na co mi te problemy , kaloryfery chyba rzadziej atakują , no nie….?

  6. Albo daliście za ten piec milion dolców i teraz szkoda go wyrzucić albo kochacie go miłością ślepą i każdy jego wybryk wcześniej czy później zostanie mu wybaczony?
    Sytuacja zmierza w kierunku; albo on Was albo Wy jego. Proponuję rozwiązanie – Wy jego (cokolwiek miałoby to oznaczać…).
    Pozdrawiam

  7. Dobra, to znów nie na temat – czym karmić kuropatwy (bo mi całym stadem podchodzą pod okno kuchenne)?
    Trochę mi ich szkoda, bo pola mają śniegiem zasypane…

    • One żrą wszystko! A przynajmniej wszystko,co spadnie z karmnika dla małych ptaszków. Słoneczniki, lekko czerstwy chleb, niedopieczone przez teściową ciasto… Generalnie wszystko! Pozdrawiam

  8. Też nie jadam orzeszków zimnych pfuj, a już najbardziej mnie wkurza, jak mi się usiłuje wmówić, że to są bakalie. Bo przecież to jest fasola.

  9. Wasz piec kiedyś spisze pamiętniki. Coś w stylu „O upartej rodzince, która nie chciała się wyprowadzić”.
    I wtedy to już na pewno weźmiesz i oszalejesz;)

  10. cudowne moje kaloryfery:)) nawet się ostatnio nie zapowietrzają.a ta opowieść mi przypomniała jak bojler onegdaj mojego dziadka w mocno rozwścieczonego Murzyna zamienił….

  11. Ja się tam nie znam, bo nie mieszkam w domu wolnostojącym, więc się wypowiem:
    – czy piec nie powinien być w takim pomieszczeniu w domu, gdzie w razie takich awarii szkodliwe gazy nie mają możliwości przedostać się do pomieszczeń mieszkalnych w żaden sposób?!
    Niezależnie wentylowanym? (Dopływ świeżego powietrza z zewnątrz do spalania, wypływ spalin, etc)
    To nie mieszkanie, gdzie masz junkersa w łazience.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*