O PASKUDZTWACH I PIOSENCE DLA ŻÓŁWIA

 

(W biurze wszyscy jemy dmuchany ryż i jest bardzo śmiesznie).

Na Pudlu niusik, że pani Ewa Kasprzyk już się nie będzie odmładzać przy pomocy młodych kochanków, tylko pijawek. I to jest bardzo słuszna koncepcja, ponieważ są miejsca, do których kochanek nie da rady się przyssać, a pijawka – i owszem. Nawet się ucieszyłam, bo gdybym chciała podążyć szlakiem pani Ewy (jak już go przetrze), to u nas na wsi w rowach pijawek po pachy. Co prawda, Hanka mnie studzi, że to musi być taka szlachetna pijawka z rodowodem, co potrafi kosztować nawet stówę za sztukę, a nie plebs z rowu. Co mnie do końca nie przekonuje, bo owszem – plebs z rowu trzeba najpierw wykapać i odświeżyć, ale powinny być o wiele bardziej entuzjastyczne i przy apetycie, niż takie wybredne wymoczki z hodowli. No nie wiem. Dobry pomysł, ale trzeba popracować nad detalami (jak ze wszystkim).

Zakopałam się w ósmej serii „Archiwum X”, w której co prawda nie ma Muldera – UFO trzyma go na fotelu i przypina do twarzy metalowe krokodylki w niejasnym dla mnie celu – ale jest pan zły Terminator z drugiej części „Terminatora” i też bardzo przyjemnie się go ogląda. W ramach zrekompensowania widzowi braku Muldera, sięgnięto po tak wyrafinowane tematy odcinków, że już nawet ja zaczęłam odpadać. W jeden wieczór skumulowały mi się odcinki:

– o facecie, który był nietoperzem – kanibalem i jakiegoś powodu nie lubił innego pana, więc spożywał jego bliskich i znajomych;

– o uroczej sekcie, żyjącej w odosobnieniu, która hodowała wielkiego glizdopasożyta, wpuszczała go ludziom do kręgosłupa i cieszyła się, że ten wielki wstrętny ślimol to Jezus Chrystus;

– o facecie, który ma na czole trzecie oko i zabija ludzi we śnie, siekierą;

– o malutkim Hindusiku bez nóżek, który wchodził ludziom do tyłka i tymże tyłkiem wychodził;

– o nieśmiałym humanoidzie, który zjadał chorych ludzi i wyrzygiwał zdrowych.

Oczywiście, jak to oglądam, to się śmieję na głos i wykrzykuję humorystyczne komentarze pod adresem twórców („Lej go gumą, Danka!”). Po czym przez pół nocy leżę bez ruchu, bo chce mi się siusiu, ale boję się iść do łazienki.

A dziś rano jak jechaliśmy do pracy znowu się troszkę zamyśliłam i usłyszałam, że do Trójki zadzwonił facet i powiedział, że urodził mu się ŻÓŁW i czy mógłby w związku z tym poprosić o piosenkę dla niego i jego rodziców. Nie, żebym miała cos przeciwko piosenkom dla małych żółwi i ich rodziców, ale trochę się jednak zdziwiłam, na co mój mąż powiedział, że jestem już kompletnie psychiczna i do tego głucha, bo facet zadzwonił, bo urodził mu się WNUK. Wnuk, nie żółw. Aha. (Ale dlaczego od razu psychiczna? Bo piosenka dla żółwia?).

A z butami to próbuję wyhodować sobie malutki, zdrowy rozsądek (jak kryształki w słoiku na sznurku) – np. tłumaczę sobie, że na pewno te najpiękniejsze są w cholerę niewygodne, a w ogóle to może trafią mi się jakieś super fajne w Madrycie. (A Spartoo nie znałam – Alpenlove, masz grzech).

0 Replies to “O PASKUDZTWACH I PIOSENCE DLA ŻÓŁWIA”

  1. Spartoo mnie dobija za szybką dostawą 🙂 nie ma już za chwile na co czekać i trzeba procedurę kręcić od początku…..oj ! Boskie balerinki geoxinki di piuma , najwygodniejsze na świecie !!!!!

  2. Z tymi butami…ja poszukuję kogoś kto by za mnie odwalał tę niewdzięczną pracę – organicznie nie znoszę kupowania butów! W związku z czym posiadam…a nie, nie powiem, bo nie uwierzycie, że można przeżyć posiadając tak śladowe ilości obuwia 🙂

  3. Ja ostatnio byłam pewna, że moja córka powiedziala, że nie odbierała telefonu bo: „siedziała w szafie”. Ponieważ była u babci, chciałam wiedzieć za co i dlaczego akurat w szafie ;). Usłyszałam: „w jakiej szafie?!…. w szachy grałam!!!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*