O TYM, ŻE ODRADZAM KUNIE POWRÓT, CHOĆ NIBY SĄ W MODZIE

 

Kuna była w nocy. Wyraźnie słyszałam ŁUP! – o dach i szuranie dachówkami. Dalej chyba nie wlazła, bo nie ma jak, po wzmocnieniu linii obronnej Maginota, ale już się czai, już krąży. Ja lojalnie uprzedzam, że DRUGI RAZ takiego poniżenia NIE ZNIESĘ. Nie dość, że robotnicy z rusztowania mi mówili DZIEN DOBRY! – od 6 rano, kiedy to niezbyt kompletnie ubrana szłam myć zęby (i po kilku dniach miałam nerwicę, polegającą na poruszaniu się po domu pod namiotem z koca), to jeszcze pieniędzy poszło tyle, że mi słabo, jak przeliczam na buty. Albo kiecki. Albo pierścionki z brylantem (tych szczególnie mi wychodzi masakryczna liczba, bo kocham się w wyszukanej biżuterii do 35 zł sztuka).

A więc – ochrona gatunku czy nie – następnej kunie wyrwę nogi z dupy i zaczekam na obrońców przyrody, którzy przybiegną jej na odsiecz. Następnie powyrywam nogi z dupy obrońcom przyrody i każę załatać dach ponownie.

Jeśli komuś się wydawało, że nie może być już większych korków w Warszawie, ponieważ zamknięto już wszystko, co było możliwe do zamknięcia, to się mylił. Z okazji początku wakacji zamknięto kolejne drogi dojazdowe i to, co się dzieje w stolicy, to już nawet nie jest korek, tylko jeden wielki postój. Zarządowi Dróg Miejskich tez bym chętnie zaoferowała usługę w postaci wyrywania nóg z dupy, z tym, że to niemożliwe, ponieważ od kilku lat pracownicy tej instytucji udowadniają swoimi działaniami, że intelektualnie znajdują się na poziomie świeżo podzielonej ameby. A ameby przecież nie mają nóg do wyrywania, chyba, że niby. Nibynóżki i nibygłówki.

W Madrycie 38 stopni do końca tygodnia. I mogą sobie pójść na zimną cidrę. Ale im dooobrzeee!…

 

0 Replies to “O TYM, ŻE ODRADZAM KUNIE POWRÓT, CHOĆ NIBY SĄ W MODZIE”

  1. Problem z naszym cydrem jest taki, że jest klarowany, słodzony i gazowany. A asturyjska cidra jest naturalnie mętna, musująca i wytrawna. Nie do porównania ciągle jeszcze, niestety.

  2. a pro po cydru, to ostatnio widziałem przy Placu Wilsona na sklepie następującą reklamę : „Kupisz u nas pyszny CYDR”, ale jechałem samochodzikiem i nie miałem jak się tam zatrzymać i sprawdzić 🙁

  3. czyli wjazdówko-wyjazdówki. No fakt, tu nie ma siły, aż się prosi, żeby psioczyć:) Co prawda na spotkaniach międzymiastowych (w sensie, ze ludzie z róznych miast) nieodmiennie po jakimś czasie pojawia się licytacja, które miasto jest najgorzej skomunikowane i z którego (do którego) wyjeżdża się (wjeżdża się) najdłużej, najgorzej i najtrudniej po nim jeździ;) Prym wiodą: Wrocław, Kraków, Gdańsk, Poznań i Warszawa. Bitwa o miejsce na podium na ogół bywa krwawa i zażarta, ale to lokalny patriotyzm;)
    Tyle z polskich niw i aglomeracji, ale jak wpadają zaprzyjaźnieni Francuzi, Niemcy i Hiszpanie dyskusja nabiera ognia;))
    Przez Raszyn nie jechałam ze dwa tygodnie, to się nie wypowiem – poza jednym. Tak, bezmyslność i brak zdrowego rozsądku niestety widać gołym okiem. Jako jednostka pozytywistycznie nastawiona chetnie znalazłabym na to sposób – ale może bardziej konstruktywny, niż wystrzelanie jednej ekipy, bo doświadczenie ładnych wielu (niestety) lat wskazuje, że to nie zależy od czasów, ekipy rządzącej czy orientacji politycznej (tudzież każdej innej) 😉

  4. W tak źle… fatalnie… obrzydliwie skomunikowanym mieście, jak Warszawa, te remonty są zarządzane w sposób skandaliczny. Wyłącza się z ruchu na bardzo długo duże odcinki ulic, w dodatku bardzo wiele naraz. I później są takie kwiatki, jak Raszyn – zagrodzone ileś tam km pasa ruchu, przy czym roboty odbywają się na może 10 metrach w sumie. I tak jest w bardzo wielu miejscach. Zamiast zrobić dokładne harmonogramy z wyłączeniami małych odcinków – no ale to już ktoś by musiał pomyśleć, no i napracować się przy nadzorze. Że nie wspomnę cudownych sytuacji typu słynna kładka, kiedy to od tygodni wszystko jest gotowe i nic się nie dzieje, ale odbiór nie ma czasu przyjść. Jest burdel, niechciejstwo, indolencja i zwalanie jedni na drugich. O.

  5. A gdzie te korki? No, poza tym, że w Warszawie, rzecz jasna;) Naprawdę takie sa? Ja serio pytam, bo jeżdżę codziennie miedzy – powiedzmy – 7.30 a 8.15 startuję z Żoliborza na Ochotę przez samo Centrum – i nie ma. Wracam, żeby nie było jakoś między 16 a 17tą – jasne, ze nie puste ulice, ale naprawdę jedzie się spokojnie. Domyslam się, że wjazdówko-wyjazdówki stoją? To zapewne, ale chyba zawsze, doczekać się nie mogę tego dookoła Raszyna…
    A metro? No jasne, że cholera, ze nie ma ciągłosci – w wakacje bym nim jeździla jak zawsze. ale kiedyś trzeba zrobić te stacje – to kiedy?

  6. Warszawa.jakdojade.pl upiera się, że o siódmej rano z Dzieci Warszawy na Targową dojadę w 44 minuty. No, o piątej rano to i być może, że tak…
    O ile duży szacun dla HGW za wszystkie inwestycje, to sorry, za to ktoś powinien odpowiedzieć głową.
    ehh miałam się na noc nie denerwować..

    Pozdrawiam ciepło
    novembre

  7. Brak mi siły na coś mądrego, więc tylko wyznam, że bardzo mię przypadła do gustu ta notusia. Nie, żeby któraś kiedyś nie przypadła, ale ta jakoś bardziej.

  8. zamknęli też kawałek metra, żeby więcej ludzi górą jeździło i wszystkim w lato miło w stolicy było! razem! na kupie! w upale!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*