O PARADOKSIE NIE BĘDZIE, BO ZABRAKŁO MIEJSCA

 

Co by tu napisać, żeby było wzniośle.

(Ja i wzniośle).

Nad morzem odpoczęłam. I utyłam, choć podobno ryba nie tuczy, a makaron tym bardziej (ha, ha, zwłaszcza z grzybami i gorgonzolą). W Świnoujściu nawet ładna pogoda była, pomijając ten pierwszy dzień, kiedy chciało nam urwać łeb. Jedyne co, to zawiódł nas bar „Kopytko”, który akurat musiał sobie zrobić wolne do 2 stycznia i kopytka pozostały w sferze marzeń (i może i dobrze, sądząc po obwodzie w pasie).

We wszystkich polskich sklepach najazd zaprzyjaźnionego narodu zza niemieckiej granicy i ja się im nie dziwię, że przyjeżdżają do nas, kupić cos do jedzenia. Bo to ich jedzenie jest straszne. Straszne!… Mają na przykład śliczny, niejadalny majonez. Albo niejadalną sałatkę śledziową (na słodko i z szynką). Niejadalne serki śniadaniowe (gips z trocinami i koperkiem). Wydawało mi się, że mają jadalne precle, ale mewy ich nie chciały i przestałam kupować. Jeśli mewa czegoś nie chce zjeść, to musi być bardzo podejrzane.

N. ma duszę nieustraszonego odkrywcy i nie poddaje się tak łatwo, jak ja, i kupił u Niemca SER. No ale ser, czy można zepsuć ser?… No więc nie wiem, czy można zepsuć ser, ale można zepsuć serem całe powietrze w mieszkaniu i podejrzewam, że w okolicy. W życiu całym niekrótkim nie napotkałam na swej drodze sera, który by TAK CUCHNĄŁ. Cuchnął przeraźliwie, strasznie i potwornie, cuchnął owinięty folią i zapakowany w dwie torebki foliowe. Cuchnął w lodówce, więc go wywaliłam. No to cuchnął w koszu. Wystawiliśmy kosz na noc na balkon – cuchnął na balkonie. W pewnym momencie zaczęłam podejrzewać, że robią ten ser z mleka padłych krów, no bo czemu tak śmierdzi?…

Więc nie dziwiłam się, że w sklepach, restauracjach i barach słychać głownie język niemiecki. Jeden pan gonił w Lidlu panią z obsługi, dopytując się gromko, wo ist flaki suppe. Pani uciekała krzycząc, że nie ma flaków, nie ma!… Tacy spragnieni polskiej kuchni.

I słusznie.

Jeśli niemiecki (bardzo delikatesowy zresztą i chyba najdroższy w całym sklepie) ser był straszny, to nie wiem, co napisać o filmie „Niezniszczalni 2”, który N. sobie kupił i oglądał z namaszczeniem. Zresztą, po co mam cokolwiek pisać. To nie jest film do opisywania. Mam jedną pretensję do twórców – każdy bohater miał swoje pięć minut i mógł się wykazać, tylko z biednego Dolpha Lungrena bezlitośnie wszyscy darli łacha przez cały czas i przez cały film nic mu nie wyszło. To jest jawna dyskryminacja Skandynawów.

Morze zimą jest bardzo fajne, oświadczam, i nie trzeba stać w powrotnym korku. Tylko jedzie się szeroką autostradą i czyta na głos relację ze skoków narciarskich (ach ten Stoch, znowu zepsuł drugą kolejkę).

I wyleczyłam swoje strasznie poharatane ręce. Maścią z witaminą A za całe 3 złote. W życiu już nie kupię żadnego kremu do rąk.

Jedno wino nam się stłukło w bagażniku, ale to na szczęście, prawda?

O, miało być o paradoksie, ale mi się nie zmieścił. To będzie następnym razem.

0 Replies to “O PARADOKSIE NIE BĘDZIE, BO ZABRAKŁO MIEJSCA”

  1. zastanawiam się czy pamiętam tak dobrze dialogi z innych filmów – no nie takich kasowych jak niezniszczalni 2 🙂
    jeszcze scena z lotniska
    statham – ten samolot powinien stać już w muzeum
    a na to sly: jak my wszyscy

    ps. paradoks: ja chodzę do ginekologa który jest podobny do quasimodo i nie wiem ale chyba wolałabym żeby był przystojniejszy..

    uwielbiam Twojego bloga Barb ale czemu wyskakują mi takie oto powiązane notki????:
    cyt:Powiązane notki:

    „A CÓŻ TO! ZABRAKŁO MI KARMENÓW”
    ZYJEMY, LECZ
    SOSO MNIE ZABIJE
    ŻE CO? ŻE KICHUJ?…
    O KILKU DOBRYCH FILMACH

  2. Bardzo dziekuję za życzenia! I ze wzajemnością!

    Maśc sie nazywa „Maść ochronna z witaminą A”.

    Co do sera… Różne sery gościły pod moim dachem, włącznie z takimi, które trzeba było codziennie kąpać i przewijać. I zapach miały różny. Ale nigdy zapach nie zdominowal smaku. A ten, przepraszam za okreslenie, SMRÓD, po prostu gwałcił nos i podniebienie, nie dało sie tego sera bez obrzydzenia wziąć do ust. N. zjadł trzy plasterki – podobno żadna rewelacja, a na dodatek mu się niemiło wspominał. Więc po co ten smród, skoro nie ma wartości dodanej w postaci ekstra smaku?…

    A mój ulubiony dialog z Niezniszczalnych 2 to kiedy rozwalają lotnisko w drobniutki mak i Gubernator Arnold mówi:
    – I’LL BE BACK!
    Na co któryś mu odpowiada:
    – YOU’VE BEEN BACK ENOUGH!

  3. Dziwne. Mnie się niemieckie jedzenie (mam na myśli pakowane produkty, zwłaszcza słodycze) kojarzyło z dobrą jakością i lepszym smakiem od polskich odpowiedników.
    Ale… Twój wpis, Barbarello, pocieszył mnie. Nie musimy mieć żadnych kompleksów na tle Niemców, skoro mają cuchnące (niezależnie od miejsca!) sery 🙂

  4. Hej, tez czytam Cie pierwszy raz, ale nie zgadzam sie, ze niemieckie sery takie fee… kwestia gustu i smrodu… tez uwazam, im bardziej smierdzi tym lepszy, choc jeden ktory uwielbia moj maz powala mnie i nie rusze… sprobuj, jak masz okazje… jak skarpety za dlugo noszone… rac l ette

    a polskie jedzenie w stylu flaki to raczej szukaja niemcy polskiego pochodzenia, te wszystkie klopsy, golabki ze sloika made in Polska sa naprawde fe, papierowa kapucha, a mieso jak podeszwa, wiecej kaszy czy czegos sprasowanego

  5. A wiesz, co mówi Lidlowa Pani, kiedy się jej spyta, gdzie się podział ich pyszny ser pleśniowy Rival Bluedino (pyszny i TANI, za to kocham go dwa razy mocniej. I nie śmierdzi.), a ona chce powiedzieć, że nie ma? Mówi, że, cytuję, „pewnie jest na braku na magazynie”. A mówią, że to francuski (język, nie ser) jest taki rozrzutny jeśli chodzi o stosunek ilości tekstu do treści.
    Ta pani od flaków pewnie nie przebyła odpowiedniego szkolenia. Albo nie umiała powiedzieć po niemiecku, że flaki są na braku na magazynie.

  6. A odcinek świąteczny „Downton Abbey” już oglądałaś? Niestety o ócz mi wlazł spoiler na „Serialowej” i teraz nie wiem, jak się do tego filmu zabrać…

  7. Barbarello muszę przyznać , że czytam pierwszy raz twojego bloga i bardzo mi się podoba jeżeli mogę tak powiedzieć „temperament” twojego pisania. Jest tu tyle żywiołowości, że aż zazdroszczę 🙂 A co do opisanego przez ciebie sera to podobno czym bardziej „śmierdzący” tym lepszy – to akurat wiem, bo uwielbiam takie śmierdziochy :p

    Pozdrawiam
    Apatryda 🙂

  8. Ooooo, ja tu musze stanac w obronie niemieckich precli! Szczegolnie tych z Monachium. Swiezutkie z maselkiemmmm. Cudo!
    Pozdrawiam Cie serdecznie i pisz kobieto! Pisz!
    Wszystkiego dobrego dla wszystkich na Nowy Rok.

  9. Taaak ja też mam takie życzenie noworoczne – pisz codziennie! o obwodzie i hiszpanii i paradoksie – CHCĘ więcej!
    a mój mąż osobisty także nabył ten film.. ja nie wiem co oni namaszczeni tacy
    i jedyne co to w ramach miłości oglądałam go razem z mężem – SPODOBAŁ mi się jeden dialog czakanorisa ze sly:
    S: podobno ugryzła cię kobra
    CN: tak
    S: i co?
    CN: i po pięciu dniach straszliwych męczarni … kobra zdechła

    Życzę Ci kochana Barbarello coby Twoje przeciwciała tak działały na rzeczywistość jak czaknoris na kobrę!

  10. Och, Barb! 2 stycznia, a Ty już trzeźwa, sylwester był słaby – że tak powtórzę za moim kolegą z pracy.
    Czas na noworoczne życzenia – życzę SOBIE, żebyś pisała codziennie 😉
    Buziaki na Nowy Rok!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*