TAK PATRZĘ, O CZYM TO, CHYBA GŁÓWNIE O WINIE

 

(Z serialowego frontu to chciałabym poinformować, że oglądam ostatnio dwa seriale, oba bardzo życiowe. Jeden to „Homeland”, bardzo życiowy, zupełnie nie wiem, dlaczego mówią, że ta Carrie to jest jakaś NIENORMALNA, bo ja przez całe życie pracując w administracji państwowej miałam IDENTYCZNIE jak ona i ją rozumiem. No – nie wylądowałam w szpitalu na elektrowstrząsach, ale niewiele brakowało, w porę to rzuciłam w cholerę. Drugi życiowy serial to „Cougar Town”, również bardzo, bardzo życiowy, na przykład wszyscy piją wino od ósmej rano, bo wino jest pyszne, i udzielają sobie życiowych rad – „A jaka jest kara za zdradę, kochanie? Przypomnij mi?” – „Obcięcie własnych genitaliów sekatorem”. Naturalnie, że Ellie Torres jest moją idolką, to chyba oczywiste).

Więc.

Poszłam się wczoraj natrąbić z koleżankami. To jest bardzo ważne dla higieny małżeńskiej. Żeby żona od czasu do czasu wracała z małego kwiprokwo na mieście, lekko zionąc (bardzo dobra Valpolicella, mniam – wino jest pyszne).

(A właśnie, znacie ten kawał? Jak bardzo elegancka pani stoi w monopolowym przed regałem z napitkami i się zastanawia, co wybrać, wodzi wzrokiem, czyta etykiety, po czym podchodzi do niej żul i mówi „Tu się nie ma się co zastanawiać, wszystko pyszne!”).

Standardowo koleżanki wyciągnęły z toreb rękodzieło (jedna robi witraże, druga biżuterię, a trzecia wyszywa krzyżykami coś sporego, nie pamiętam, „Bitwę pod Grunwaldem” chyba, bo mówiła, że na samą stopę potrzeba jej trzydzieści kolorów). Po szybkim omówieniu kwestii zasadniczych (nie rozumiemy, dlaczego kobiety w naszym wieku mają romanse z dwudziestolatkami – fuuuuuu!… Weźcie, FUUUUU!…) zatonęłyśmy we wspomnieniach ze szkolnych wycieczek. Były to czasy piękne i niewinne, na przykład, dziesięć dziewuch potrafiło się wtedy upić jedną butelką ajerkoniaku („Kiedyś to był ajerkoniak!” – westchnęła koleżanka, nie wymienię z imienia, bo podobno mąż to czyta, więc nie wspomnę również, że to ona haftuje). Generalnie jednak jak zwykle doszłyśmy do wniosku, że prowadziłyśmy się wszystkie obrzydliwie porządnie i w zasadzie zmarnowałyśmy życie, zamiast mieć na przykład czwórkę dzieci, każde z innym.

Lokal był przeuroczy, jako podkład muzyczny leciały przeboje z San Remo z lat 80-tych, więc co chwilę rzucałam propozycję, abyśmy naprędce utworzyły węża i się przebiegły po salach, ale te jędze nie chciały. Raz tylko zrobiły ze mną meksykańską falę, a i to niechętnie i z ociąganiem.

A mąż nie dość, że przetkał zlew, to jeszcze zarobił całe 20 zyli napiwku, rozwożąc niedoszłego węża po chałupach. Więc naprawdę niech nie narzeka.

Oraz dostalam zdjęcia z dwudziestolecia matury. Na każdym zdjęciu jestem z kieliszkiem wina. Hm. HM.

 

0 Replies to “TAK PATRZĘ, O CZYM TO, CHYBA GŁÓWNIE O WINIE”

    • Ha, ha!
      Trzeba się usmiechać do starych koleżanek! (Stażem starych oczywiscie, bo wiekiem to młodych i coraz młodszych).
      Zdjęcia sa autorstwa koeżanki Agnieszki K. – jak nie masz do niej namiarów, to mi napisz maila – andrychowicz@gmail.com

  1. Pyszne! Pyszne! Przepysxne! A moze podacie swoje ulubione typy, na swieta do kaczki, do krewetek, do ciasta…, na dzień dobry i na dzień drugi. bedzie jak znalazł.

  2. Ja kiedyś obejrzałam zdjęcia z wesela koleżanki. Na każdym, na którym byłam również mam kieliszek wina w łapce. Na jednym mam nawet dwa – kieliszek z białym winem w lewej i z czerwonym w prawej.

  3. o! to mi całkiem nieźle idzie, dwójka dzieci, każde z innym facetem, jeszcze tylko dwa i wyjdę na ludzi! Tylko jak to delikatnie zakomunikować ojcu mojego drugiego dziecka, z którym to tworzymy zgodne stadło, żeby się przypadkiem nie obraził?

    • Goga, nie ma tak łatwo!
      Nawet nie jesteś w połowie drogi, bo w tej dyscyplinie stopień trudności na każdym levelu rosnie wykładniczo, a nie liniowo 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*