O PROROCZYM ŚNIE I DOBRYM FILMIE

 

Śniły mi się jajka, z których wykluwały się prześliczne gąsiątka. Pilnowałam ich i sprawdzałam, czy już się wykluły i zabierałam do specjalnego pudełka. Ponieważ martwiłam się, żeby nie były głodne, to poszłam zorganizować jakieś mleko – udało mi się znaleźć tylko takie do kawy, w okrągłych pudełeczkach z foliowym kapslem, więc odrywałam te kapsle i karmiłam gąsiątka mlekiem skapującym mi po palcu.

Po czym obudziłam się i dotarło do mnie. Gąsiątka. Mlekiem.

Rację ma oczywiście mój mąż, który twierdzi, że mi nie wolno dać do ręki żadnego żywego stworzenia, począwszy od eugleny zielonej, bo jestem w stanie wykończyć wszystko. Nawet moja podświadomość wykańcza świeżo wyklute gąski.

W związku z powyższym obejrzałam prześwietny film i nie mogę się nadziwić, jakim cudem nie widziałam go do tej pory – „Broken Flowers”. Może dlatego, że to Jarmuscha (mam lekkie uczulenie na Jarmuscha, odkąd chodziła na niego alternatywna młodzież w typie Baltony, a ja z kolei z całej siły starałam się nie bywać w miejscach, gdzie bywał typ Baltony). Film jest znakomity i widzę, że lubimy z panem Jarmuschem tych samych aktorów. Będę miała o czym z nim porozmawiać, gdybyśmy na siebie wpadli na jakimś iwencie („Haj! Dżim! Czy wiesz, że lubimy tych samych aktorów? Mógłbyś mi podać tamto masło, bo ja nie sięgnę?”).

Poza tym całkowity marazm i kolejna serwetka (nadłubałam tych serwetek ostatnio takie ilości, że normalnie to już jest proszę państwa jakieś szaleństwo).

 

0 Replies to “O PROROCZYM ŚNIE I DOBRYM FILMIE”

  1. O! mamy te same skojarzenia z filmami Jarmusha. Znak, że muszę rzucić okiem na „Broken Flowers”.
    A tak a propos, 3 sezon „The Killing” leci!! Widziałaś już?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*