O GRZYBACH I DIABLE TASMAŃSKIM


Bardzo owocny weekend. Wydaliśmy za mąż najmłodszą koleżankę z roboty, co jak wiadomo jest wydarzeniem radosnym, a przynajmniej za takie lubi uchodzić. Nowa komórka społeczna zawiązywała się we Włocławku, w ślicznym kościółku nad Wisłą. Otoczonym slumsami. MASAKRA. Najatrakcyjniejsze tereny, nad samą rzeką, są zastawione walącymi się kamienicami, w których mieszka sól tej ziemi, rzadko trzeźwiejąca. 


Obrazek z wczoraj: śliczna panna młoda, kolejka wysztafirowanych gości do składania życzeń przed kościołem, ryż, konfetti, a tu spośród okolicznych ruin wychodzi tropiąc węża osobnik w bluzie z kapturem i na oczach wszystkich sika na siedemnastowieczny kościół. Kilku gości weselnych chciało go stłuc, ale po pierwsze, byli w garniturach, a po drugie, skończyłoby się procesem w obronie młodzieńca, który mógłby na przykład stracić równowagę, przewrócić się i uderzyć w głowę. Bo tak działa system sprawiedliwości w naszym kraju.


Analizując rzecz socjologicznie, był to na pewno – NA PEWNO – krzyk rozpaczy jednostki wykluczonej, która poczuła się zmarginalizowana i poruszona kontrastem  pomiędzy swoim obecnym życiem i wizją własnej trudnej przyszłości, a orszakiem Państwa Młodych. Ale żałuję, że jednak nie dostał w ryj na miejscu.


Straszne są te klimaty Włocławka, tym bardziej, że to miejsce naprawdę ma potencjał i powinno być perełką i wizytówką miasta, a nie takim smutnym pobojowiskiem.


W drodze powrotnej panowie, wzruszeni ceremonią, śpiewali "Już mi niosą butlę z freonem", a kolega optymistycznie zagajał "Ale słuchajcie, to znaczy ze nie jesteśmy jeszcze takimi starymi grzybami, skoro pojechaliśmy na ślub do Włocławka i wracamy i jeszcze mamy ochotę na grilla, nie?". Trzeba mu było z całą brutalnością uświadomić, że – niestety- JESTEŚMY. Jesteśmy już starymi grzybami, choć może faktycznie ruchliwymi. Taka wesoła, zrywna grzybnia. 


Grill się odbył, panowie przyjęli odnośne procenty (no dobra, pani też za dekolt nie wylewała), po czym 1/3 imprezy poszła spać, a pozostałe 2/3 wysłało o godzinie 1.43 SZALENIE zabawnego SMS-a do kolegów, którzy nie pojechali na ślub, po 15 minutach oczekiwania poczuło się rozczarowane brakiem odpowiedzi i również poszło spać.


(To tyle w kwestii niebycia grzybami).


A ja wczoraj zrobiłam przelew za urlop i cała już jestem oczekiwaniem na  wyjazd na Kanary. Z moim najdroższym mężem.


Który jest pierwowzorem diabła tasmańskiego z kreskówek, na urlopie też. Nie potrafi przyjąć pozycji statycznej, ponieważ cały czas dokądś zapierdala, spowity w obłok kurzu.


Na przykład taka wakacyjna zdawałoby się oczywistość: siadamy w barze i sączymy kieliszek wina.


W momencie związania się z moim ukochanym małżonkiem musiałam wykreślić z mojego słownika pojęcie "sączyć". Od dziesięciu lat niczego nie wysączyłam. Kieliszek wina muszę wypić duszkiem, a najlepiej jednym haustem, żeby zdążyć za moim mężem, który już stamtąd wychodzi. W restauracji, kiedy przynoszą nam dwa talerze, on połyka z gulgotem jedzenie i płaci rachunek, podczas gdy ja właśnie podnoszę do ust pierwszy widelec. 


Dziś, kiedy na 10 sekund spuściłam go z oka, zastałam go z gazowym palnikiem, niszczącego trawę na ścieżce pomiędzy kostką.


Nasz kolega ujął to tak: ja jestem XVII – wieczną Prowansją, podczas gdy mój ukochany mąż to XIX – wieczna rewolucja przemysłowa. Bardzo mi się to spodobało.


(Tzn. najpierw rzuciłam się na niego z pazurami, żeby wydrapać mu oczy, bo pierwsze co do mnie dotarło to to, że zasugerował, że JESTEM STARA, ale jak już zostałam odciągnięta i lekko ostygłam, to mi się spodobało).



39 Replies to “O GRZYBACH I DIABLE TASMAŃSKIM”

  1. a propos meza, ja tak mam ze swoim jak idziemy na spacer albo jak w ogole idziemy. tzn on idzie jakies pol mili przede mna, a ja sie za nim WLOKE. jak mnie pierwszy raz zabral na ‚spacerek’ do Alexandra Palace, to nic a nic mi nie powiedzial, ze 5 minutek to jego spacerkiem, a normalnym ludziom zajmuje to pol godziny!!! ik to nie w nowych butach o zgrozo!!!! 🙂

    ps. dobrze ze nie pije :>

  2. przyznam, że jako mieszkanka opisanej mieściny za każdym razem wstydzę się gdy pokazuję miasto. ile bym nie kombinowała planując trasę przejazdu i tak w jakiś slams wpadnę.
    a św Jan faktycznie urokliwy. Plan jest ochrzcić tam naszą najmłodszą.
    zazdraszczam nawet wizji urlopu 😉

  3. wybrałam się do Włocławka turystycznie dokładnie 13 lat temu. i ogarniała mnie ta sama fala niezapomnianych do dziś uczuć – zdziwienia, przerażenia, smutku (zaniedbanie kamienic), obawy (mieszkańcy z widocznego marginesu mało przyjaźnie patrzący na obcą dziewczynę z plecakiem), zachwytu (katedra). niesamowite, ze nic się przez tyle lat nie zmieniło, nawet własny najwłaśniejszy błogosławiony nie pomógł podnieść się z upadku i degregolady.

  4. a na którą Kanarę się Barbarella wybiera? Bo ja też!! na Teneryfę!! też zapłacone i również jestem oczekiwaniem na!! 22 września:) piękny dzień, bo ja pierwszy raz:)

  5. @Dora – tak, na pewno zwiedzimy gród i pare pomniejszych miesc. niedaleko jest coś w rodzaju skalnego miasta. Nadzieja w pogodzie. Pozdrawiam :-)))

  6. @Edyto – bardzo dobrze się czułam i czuję (przecież piszę komentarze ;-)),a nie mam już żelaznego układu pokarmowego. Mój mąż też (i układ i dobrze się czuł), bo nie byłam sama. bardzo możliwe, że to co pokrętne w tym grzybie mieści się w tej skórce. Niemniej drugi raz się nie odważę, bo jestem hipochondryczką. Ta trupia czaszka z atlasu bardzo do mnie przemawia. 😉 A grzyby były pyszne, niczym rasowe. Pozdrawiam :-))

  7. Uwazam, ze poza zrywna grzybnia,
    zwrot „sól tej ziemi, rzadko trzeźwiejąca” rowniez zasluguje na uwage.

    Krokodyl: Z tego, co pamietam, to nie ja jedyna :))) Nie napisalas, jak sie czulas po zjedzeniu tej jajecznicy. A przy okazji, jak to trzeba uwazac na kolegow i to, co maja w koszyku 🙂

  8. Zrywna grzybnia – cudo! Problem diabła tasmańskiego jest mi znany, osobiście mam na stanie dwóch i czekam, że może kiedyś zrobią się bardziej statyczni (oraz stateczni). Póki co też nie sączę.

  9. Ponieważ kompletnie się nie znam na grzybach, to dorzucę jeszcze tylko kupę Marka Kondrata z Dnia Świra. Chociaż wydalona na trawniku pod jakimś blokiem – była jednak dziełem artysty.

  10. @Edyto – to byłaś tą jedyną, co wiedziała o jakie gąski chodzi.:-)))) ja żem była niedawno z przyjaciółmi w lesie na grzybach, ale grzybów nie było. lasy, fakt, położone daleko od Włocławka. jedyne co znajdowaliśmy to gołąbki z czerwonymi kapeluszami. Zebraliśmy kubełek. Kolega obrał je z czerwonej skórki i zapodał z jajkami. Były pyszne. Jędrne. fakt, zbierałam pod wpływem kolegi, że on zbierał i się zna. Potem jak juz zjadłam i po powrocie do domu poczytałąm w swoim atlasie grzybowym i w necie o tych gołąbkach wymiotnych, to minę miałam nietęgą.

  11. Barb :)))))
    Bonnie :))))))
    Krokodyl :))))))
    Same świetne teksty!

    Co do zarzutów Kłamcy: najogólniej i bez wnikania rzecz ujmując, jednak jest różnica pomiędzy intelektualnym i ekscentrycznym obrażaniem rzeczonych świętości a takim olaniem sprawy wprost. Kolosalna w sensie ścisłym, ale tylko dla tych co czują niuanse.

  12. Golabki wymiotne w pierwszej chwili odebralam za golabki w sensie faszerowanej kapusty, a faszerowanej… no wlasnie… tym drugim okresleniem golabka. Druga mysl dopiero zajela sie grzybami. To chyba przez dyskusje ponizej.

    PS. I jak sie czujesz po tej jajecznicy?
    PS2. Co ciekawe, przy gaskach w kapeluszach od razu wiedzialam o co chodzi 🙂

  13. @Barbarello – ale jednak miło, że jesteście grzybami, jako że grzyby mają branie o czym świadczy grzybobranie. A co może być w życiu przyjemniejsze, jak fakt, że jest się rwanym?

  14. @Klamco – już jakiś kawał czasu temu jakiś artysta/tka sprzedawał kał w puszkach i te puszki z tą uroczą zawartością osiągały wysokie ceny. Nie jestem na bieżąco, nie wiem jak teraz? Może już minął termin przydatności i ceny spadły. A może dobrze je zakonserwowano?? W każdym razie kupa w sztuce, to nic nowego. Oczywiscie możnaby się pokusić (pokupić) o przygotowanie kolekcji wypróżnień różniących się wonią, kolorystyką, kształtem w zależności od spożytej wcześniej karmy, i nie mam tu na myśli karmy ducha. To mogłaby być swoista kolekcja. gdyby powstała na bazie ekologicznej żywności, byłaby to sztuka użytkowa, bo możnaby nią nawozić sztukę polską, co by nie marniała. Przypomina mi sie tu jeszcze Salvador dali, który sobie wróżył z kształtu kupy, co go w danym dniu spotka. Kupa śmiechu.

  15. @Dora – o, to sie moje dzieci ucieszą z krecików, bo przepadają za nim okrutnie. A ja bym się ucieszyła z Rumcajsca, bo przepadam. :-))) Strasznie się cieszę na ten wyjazd. O tak, wpadło mi do głowy, że miłoby tam pojechać. Teraz cwiczymy na szybko język czeski. Polak goszcząc w czechach nie może mieć depresji. :-)))) P.S. Mój syn tylko niezadowolony, że on jest chlapec („jakbym sie ochlapał czy co?”), a moja córka, że dcera („Bo to brzmi, jak cerata”). I nikogo nie znam, kto był na wakacjach w Jicinie. och, jak mnie to śmieszy. 🙂

  16. Myślę, że nawet a zwłaszcza w demokracji zachodniej to zależy od wypróżniającego się i miejsca wypróżnienia. Jeśli aktu publicznej defekacji dokona artysta w Zachęcie w ramach ujawniania swojego wnętrza – zostanie to jednakowoż poczytane za dzieło sztuki. A jeśli jeszcze potem wepnie w swoje ekskrementa polską flagę, to jeszcze przy okazji za świetny dowcip. Choć może się mylę.

  17. Byłam w Jicinie, ładniutko

    ale knedlikow nie sączyłam,tylko taką fajne zmrozone owocowe, w koncu zjedlismy zwykle fryty i sórówki,bo nie moglismy knedlikow znalezc:)

  18. Pan z wężem to najpewniej artysta – performer, który wziął się za temat przenikania sfery profanum do sacrum. Szkoda, że byliście w garniturach i nie mogliście spontanicznie zareagować na sztukę.

    Zrywna grzybnia – cudo:-)

  19. Mi też się podoba. 🙂 P.S. A my się szykujemy na wyjazd do Jicina. Będziemy tam sączyć knedliki. Rewolucja przemysłowa to tylko córka (przemysł kosmetyczny).

  20. Kłamco, to by sie trzeba przyjrzeć instytucjom, stanowiącym fundament demokracji zachodniej, i przeanalizować, dlaczego gwarantują swobodę wypowiedzi, a okładają restrykcjami wypróżnianie w miejscach publicznych. Być może się mylą.

  21. do Kłamcy
    Wyobraź sobie, że jednak jest różnica pomiędzy dyskusją, nawet chamską, a chamstwem bezdyskusyjnym.
    Chamstwo trzeba zwalczać siłom i godnościom osobistom ;>

  22. Ja wiem coś na temat urlopu z takim kolesiem.7 dni kurna wolnego,książki,leżak,plaża…..zapomnij.Konie na pustyni,quady na pustyni,góra Mojzesza,rejs,nurkowanie,park roślin…..koniec urlopu:-)

  23. Znaczy spróbuję zreasumować. Jak ktoś sika na kościół słowami (vide Palikot, Nergal i pan przebrany za motyla) to jest cacy pod warunkiem, że inteligentny i ekscentryczny. A jak ktoś ich słowa wciela w czyn to jest be i trzeba go eksterminować pod warunkiem, że prostak i cham. I oczywiście nie widzimy żadnego związku przyczynowo-skutkowego między pierwszym i drugim.

  24. Z tekstu tego wyłania się kilka prawd:
    1. Bójki na weselach zawsze były i zawsze będą. Między ślubem a weselem to jednak nieco za wcześnie.
    2. Piłeś? Nie pisz.
    3. Dobrze czuć się jakąś epoką historyczną. Ja bym był chyba Hiszpanią w latach 30-tych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*