O TYM, ZE ZIMNO


Na fejsbuku atakuje mnie aplikacja „Postarzanie twarzy”. Czy oni OSZALELI?… Jaja sobie robią?… Chyba ktoś chce w ryj, naprawdę.

(Lub Basia. „Cześć, jestem Basia, schudłam 10 kilo i PONOWNIE stałam się atrakcyjna dla siebie i męża! Opowiem ci, jak to osiągnąć!” – Basiu, zaprawdę, spierdalaj).

Ale już pachnie, naprawdę. Np. u nas w domu rzeżuchą. Falujące łany rzeżuchy zostaną jutro zjedzone (czy ja nie jestem wobec nich lekko podła?… Jak Baba Jaga, co tuczyła Jasia i Małgosię?…).

Trochę za zimno jeszcze, żeby mi się cokolwiek chciało.

PS. Świetny dowcip dziś od rana znalazłam:
– Co to jest: ma dwie nogi i krwawi?
– Pół kota.

(Hanka się do mnie przestała odzywać, jak jej to wysłałam).

 

0 Replies to “O TYM, ZE ZIMNO”

  1. Kiedyś tak zaatakowany przez jakąś aplikację, sobie wszedłem w nią. Przy następnym logowaniu się zalogować nie szło i tak mijały minuty, godziny i dni. A kiedy się już udało, zastał mnie przeciąg – zero znajomych, zero „lubię to”, zero mejli (wysłanych, odebranych), zero zaproszeń. Jak u Kononowicza – nie było niczego :> Od tamtego czasu do dziś pieprzy mi się Tablica np. 🙂

  2. O, nie, jedyny dowcip, w tę deseczkę, który mi się podoba i o którym kiedyś pisałam (nei mam wielu ulubionych dowcipów wśród tych, których udało mi się nie zapomnieć), rysunkowy. Listonosz dzwoni do drzwi, otwiera gospodyni domowa w fartuchu, fartuszek zapaćkany na czerowno, listonosz domyślnie: – Co, konfiturki robimy? A w tle widać zaszlachtowanego małżonka.
    O, to mnie śmieszy, jak bum cyk cyk.
    No i nigdy nie zapomnę tego całego bagażnika gąsek w kapelusikach, które potem wpychała taka jedna do słopiczków kapelusikami do góry. Tego nic nie przebije. Nawet matka w chrzanie. Chociaż ten akurat żarcik mógłby się spodobać moim dzieciom..hm.

  3. No tak, teraz rozumiem, czemu ten dowcip wydawał się śmieszny. Skoro alternatywą była kuna… Swoją drogą dziwne, że odpowiedź nie brzmiała: pół kuny.

  4. A dowcip o kocie nie jest śmieszny. No chyba że chodziło o Palikota. Ale wtedy powinna być jedna noga (jeśli wzdłuż).

  5. Liczba parzysta kojarzy mi się wyłącznie z parzeniem. I nie chodzi tutaj broń Boże o herbatę, tylko raczej o się. Ewentualnie jeszcze o króliki. Co dobitnie dowodzi, że jestem passe, bo na topie z futerkowych to mamy ostatnio kuny raczej.

  6. No jest okropny i dlatego taki smieszny.
    Cos jak Monty Python z matką. „No tak, zjemy pana matkę, ale nie na surowo. Zrobimy z niej pieczen z sosem chrzanowym i frytkami”.

  7. Okrutny żart, podły w stylu: Co to jest? Leży na progu domu i kwiczy? Barbarella z wybitym przednim zębem (przez kota).

  8. Zimno było na okładce w ostatnich „Wysokich obcasach”. I w środku też. Zabrali się za blogerki. Myjcie się dziewczyny, nie znacie dnia ani godziny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*