TO NIE JEST POGODA NA KROKODYLE


(Koło Pisza podobno wyszedł z jeziora półtorametrowy krokodyl i biedak zamarzł. No tak mi go żal!…)
 

No i jak tu nie lubić małych miast? Wybrałam się wczoraj ponownie na premierę Cellulitu, tym razem u nasz tutaj. Z koleżankami ze szkoły. I było super fajnie! Fajniej, niż na dużej premierze. Nawet bukiet dostałam bardziej sensowny, bo do zjedzenia. Po premierze jadłyśmy bukiet, piłyśmy drinki (co chwilę któraś wstawała i szła do baru, modyfikować skład) I toczyłyśmy wielowątkową konwersację. O bieliźnie modelującej figurę, o zakupach w Lidlu, o konflikcie pokoleń, o środkach odchudzających, jedna wywołała pożar (wrzuciła do świeczki na stoliku wróżbę z ciasteczka z wróżbą, bo podobno tak trzeba, żeby się spełniła, a miała "bogactwo" – ale wszystkie miałyśmy "bogactwo" w różnych konfiguracjach, więc nie wiem). Wnioski nam wyszły takie, że bielizna obciskająca. Koniecznie bielizna obciskająca!…

No bardzo było fajnie, a w domu czekał mąż, prościutko z Portugalii, co chwilę mi śpiewa gad jeden „Bo męska rzecz być daleko, a kobieca wiernie czekać!”. Naprawdę mam ochotę go gwizdnąć patelnią. 
 

On sobie jedzie, a ja z tego czekania oglądam seriale. Weszłam w „Mentalistę” –  no bardzo przyjemny ten blondynek, miło się ogląda, nie powiem – i w szósty sezon „Chirurgów”. W sumie nie wiem, po co. Z rozpędu chyba. Bo powinni tylko podłożyć śmiech i „Chirurdzy” mogą robić za serial komediowy. Bohaterowie są już swoją własną parodią, dialogi takie, że ma się ochotę zjeść własne kapcie z zażenowania, a ludzkie dramaty przekraczają granice miłosierdzia bożego. Jedno co mi się podoba, to odgłosy towarzyszące operacjom, w szczególności towarzyszące babraniu się w jelitach. Takie miękkie, wilgotne ciamkanie i strzykanie krwią, jak im żyłka pierdolnie znienacka pod nożem.  

Ja chyba za nerwowa jestem na seriale obyczajowe, po prostu. I na temperaturę poniżej siedemnastu stopni na plusie.  

10 Replies to “TO NIE JEST POGODA NA KROKODYLE”

  1. zebys wiedziala,im wiecej sie oglada takich seriali tym bardziej nie traktuje sie ich juz nalezycie:)
    ale najbardziej te z rodzaju s/f sa super ekstra zabawne lub horrorki

  2. Oll, pampersy? Łee, a ja już kombinowałam, że to jakieś takie majty dzwoniące do żony/męża, gdy pojawia się ryzyko zdrady… No to się rozczarowałam, muszę przyznać. I czekam jednak na takie bardziej praktyczne. 😉

  3. Ja się szykuję na tą bieliznę z Lidla. Porzuciłam już nadzieję na uzyskanie idealnej figury w inny sposób. Dziś w ramach diety pożarłam schabowego i grzybową i zagryzłam krówką….no co. Jedną ! Na diecie jestem w końcu!
    A poza tym chora leżę, a choremu się nie odmawia. Bo kara spotkac może.
    Współczuć mi proszę !

  4. Ja za nerwowy jestem na Dr. House’a. Później Google’am i stawiam diagnozy. Już lepiej wychodzę na temperaturach poniżej 17 stopni… na minusie 😉

  5. No powiem ci, że z tą bielizną modelującą coś jest. Choć może niekoniecznie tą z Lidla i może niekoniecznie aż tak bardzo obciskającą. ;D

    Za to patelnię w Lidlu to chyba można zaryzykować i kupić. I to taką, że nie będzie jej potem, po akcji, żal do kosza walnąć. Jak się już solidnie wygnie. A jak szukasz subtelniejszej metody, to polecam kryształ. Nic tak nie poprawia humoru, jak brzdęk kryształów rozpryskujących się na ścianie.
    Potem już tylko solidna miotła, futro z karakuł i można lecieć na Łysą.

    P.S. Kod „yjryj”. Hmm.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*