O MANHATTANIE I PAKOWANIU


Kilka dni temu obejrzałam „Manhattan”. Ostatni raz widziałam go wieki temu (na pewno w poprzednim stuleciu!) i zakodowałam go sobie jako film mroczny i przegadany. Czyli jednak czasem opłaca się wrócić po latach, bo tym razem strasznie się śmiałam. Nie lubię Nowego Jorku, ale złapałam się na tym, że ten z „Manhattanu” może nawet bym i zwiedziła: zatłoczone bistra, wystawy, ulice nad rzeką, nerwowi  intelektualiści, z których każdy pisze własną książkę i muzyka Gershwina (no dobra – i Macys).

Są w „Manhattanie” niezamierzone smaczki, jak na przykład romans Woody Allena z siedemnastolatką (uśmiech z przekąsem). Dlaczego Muriel Hemingway nie zrobiła jakiejś szalonej kariery, to nie rozumiem – bo jest absolutnie piękna. Dialogi kilkakrotnie zrzucały mnie z kanapy, a po „Napisałem opowiadanie o mojej matce, zatytułowane ‘Kastrujący syjonista’” musiałam zatrzymać seans. Pyszności.

Cudowna była ta noc, kiedy wiatr wył. Miałam ochotę wyć też, ale najbardziej – ruszyć w miasto z nożem i urwać komuś łeb. Naprawdę, jakie to społeczeństwo ma szczęście, że jestem taka leniwa, to naprawdę.

A teraz czeka mnie pakowanie walizek do Madrytu i Kadyksu (16 – 17 stopni i słońce, choć pewnie – skoro my przyjeżdżamy – to od wtorku zacznie lać). Ponieważ od jakiegoś czasu mam ścisłego pierdolca, związanego z pakowaniem, a mianowicie – zabierać jak najmniej rzeczy – to może być epicko.

PS. „Pierestrojka w Wielkim Guslarze” – bdb, chociaż trochę mało kosmitów.

0 Replies to “O MANHATTANIE I PAKOWANIU”

  1. Dobra, Barb, ostatecznie możesz zamieszkać, tylko wiesz… żebyś popełniała teksty! Umówmy się, żeby potem nie było 🙂
    A tymczasem miłej zabawy! wsadź sobie jutro nosa do cavy 😉
    Pa-pa!

  2. Życie kwitną, ludzie żyją.

    Mój dziadek, jak iks czasu temu przyjechał do Polski to powiedział – no, to taka duża wieś. Coś jest na rzeczy, nawet dziś.

    Kiedy u nas miasta żyją nocą okazjonalnie, za granicą tętnią życiem wydawałoby się non stop.

    Pozdrawiam środkiem nocy z wymarłego Wrocławia 😉

  3. Wracam wkrótce!
    Pozdrawiam z Madrytu. Jest po 23 i taki tłum na ulicach, że nie można przejść ani dopchać się do żadnego baru. Proszę, chcę tu mieszkać!…

  4. O, filmidło pana Allena. Nie znam, ale poznam, bo już się śiąga. Y, pożycza, znaczy się. Oddam później albo wcale. Vicky Cristina Barcelona się podobał. Podobnie, jak The Match Point (Wszystko gra); ale jego filmy są właśnie do oglądania raz na czas jakiś. Lubię to.

  5. O, Manhattan to mój ulubiony film. Widocznie mocno pachnie dobrą ksiazką i dobrą muzyką, skoro go tak lubię.
    Wyjazdu bezdeszczowego! 🙂

  6. Próbowałam dzisiaj „Życie i cała reszta” z rzeczonym Allenem i .. niestety skucha. Przegadane.. przegadane… przegadane i nuuuuuda. Wytrzymałam 25 minut- moe po 26 minucie sie rozkręca, nie wiem… Za to jestem w trakcie (J. poszedł dorobić herbaty)”99 franków” i naprawdę bardzo! Bardzo!!! 🙂 To jest prezent od J.: francuski film zamiast francuskiej wycieczki. Ale Ci dobrze Barb z tym Kadyksem. No, mnie też :). Pa-pa! I 0 (słownie: zero 00/100) opadów!

  7. O tak, też sobie Manhattan niedawno powtórzyłam (na Zone Europa chyba, taki maraton z Allenem fajny był). I ja zdecydowanie taki Nowy Jork bym chciała zobaczyć.
    No i taki, na jaki robi mi wciąż smak Castle (i Gibson, który cudowne obrazy Londynu kontruje krótkimi porównaniami do NY). 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*