NIE UKRYWAJMY, ŻE JEST TAK SOBIE


Przeczytałam niedawno (w Internecie, bo wszystkie gazetki z supermarketów idą na podpałkę do kominka) myśl jednego pana, który twierdzi, że z kryzysem można sobie radzić albo płacząc, albo się śmiejąc. Przy czym on osobiście wybiera to drugie, bo jest mniej sprzątania.

Też bym wybrała to drugie, gdybym tylko mogła spać w nocy.

Brakuje mi w domu hiszpańskiej telewizji. Bardzo ja lubię (może dlatego, że rozumiem co szóste słowo). Lubię codzienne przepisy, które wszystkie – czy to zupa, mięso czy deser – zaczynają się od: „Rozgrzej oliwę. Posiekaj czosnek, wrzuć na oliwę. Pokrój cebule, dorzuć do czosnku. Posiekaj czerwona paprykę, następnie zielona paprykę i wrzuć na patelnię”. I dalej już dowolnie, ale ta baza występuje podejrzewam nawet w torcie hiszpańskim.

Raz szedł tajemniczy program, którego nie mogłam rozgryźć: przy stole siedziały smutne baby. Pięć dość starych i jedna bardzo stara. Na stole stało w ramce zdjęcie jakiegoś faceta. One z grobowymi minami wpatrywały się w to zdjęcie. Kamera krążyła złowieszczo wokół stołu i zaglądała im po kolei w oczy. One ocierały łzy. Komentatorka nawijała coś zza kadru.

Nic z tego nie rozumiem, więc wołam N. – o co chodzi? Morderstwo jakieś? Wypadek?…

Co się okazało!

Ta najstarsza pani to była matka tych pięciu młodszych. Była ona z zawodu wykonywanego sprzątaczką u dobrej rodziny. Bardzo dobrej hiszpańskiej rodziny, kto wie, czy nie szlacheckiej, albowiem te pięć córek miała nie z kim innym, a z pracodawcą! Of kors, legalnie żonatym i posiadającym własne dzieci z własna żoną. Pan był usposobienia ludzkiego, o córki dbał, jakieś wykształcenie im zapewnił, natomiast zmarło mu się. I pięć córek sprzątaczki (najmłodsza dobrze powyżej pięćdziesiątki) walczy o nazwisko prawowitego tatusia (i spadek, ma się rozumieć). A osiemdziesięcioletnia babunia z siwym koczkiem siedzi, kiwa głową i nie ma nic przeciwko wywlekaniu jej rozpustnego prowadzenia się w młodości.

Ja na przykład podziwiam tę żonę. Bardzo cierpliwa kobieta. Ja bym wywaliła sprzątaczkę po góra drugim nieślubnym dziecku z moim mężem, a ta spokojnie dobiła do piątki. Chociaż może po prostu miała duże mieszkanie i rzadko widywała służbę ( i męża).

A w „Przekroju” piękny artykuł o tym, ze w przyszłości wszystkie kobiety będą grube, bo tak chce ewolucja. Ha. I czyje na wierzchu?…
 

0 Replies to “NIE UKRYWAJMY, ŻE JEST TAK SOBIE”

  1. Droga Kamelio ! Ona w zasadzie czyta tylko ociekające krwią horrory o mordercach psychopatach. Ale może w przerwach coś łagodniejszego też :-)) To ja się podpisuję pod petycją Kamelii. Rzuć jakimś tytułem.

  2. Ja bym chciała, jeśli można, z innej beczki (choć skojarzyło mi się z czytaniem z początku notki). Bardzo uprzejmie upraszam o notkę literacką – za Twoją sprawą przeczytałam „Sumę naszych dni” i bardzo będę wdzięczna za podsunięcie innych tak cudownych propozycji. Dziękuję z góry:)

  3. Od piwa rośnie brzuchal a nie cycki. Kobietom zresztą też. Wyobrażasz sobie jaki byłby popyt na piwo, jakby od niego cycki rosły. Cycki rosną od wiosny głównie jak np. w poniższej przyśpiewce:

    „oj cieso ja sie cieso
    oj bo mi cycki rosno
    oj dupa mi sie fiurcy
    oj bede dawać wiosno”

  4. z powyższego atykułu, zachwycił mnie fragment:

    „tłuszcz pobudza powstawanie żeńskich hormonów (panowie, pomyślcie o tym, zanim ożłopiecie się piwem tak, że wyrosną wam cycki!)”….
    no! :):):):)

  5. Nie po bożemu jest sprzątaczkę wyrzucać. W Starym Testamencie żony co poniektóre same podsuwały swoim mężom swoje służebnice, a ci ich używali i dzieci urodzone przez te służebnice się zaliczały na konto tych żon. Że on niby mentalnie z żoną spółkował w tym czasie. Jako ślad tego obyczaju przedostatnie bodajże przykazanie podkreslało rolę służebnicy głosząc: nie będziesz pożądał żony bliźniego swego, ani wołu, ani służebnicy, ani żadnej rzeczy która jego jest. Powyższy obyczaj niestety został już zapomniany.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*