GĄSKI, GĄSKI, CZAS DO DOMU


Najpierw przetykałam zlew. Granulkami. Które – jak zwykle – zalałam gorąca wodą. Po czym o mało nie wyrwało nam zlewu ze ściany, a efekty specjalne były pod sufit!… Okazało się, że w tym konkretnym przypadku nie należy polewać wrzątkiem, tylko spłukać po dwudziestu minutach.

Już wtedy powinnam się była położyć na kanapie, szczelnie okryć kocem i przeczekać, ale nie, wycieczki mi się zachciało. Bo taka ładna pogoda, może już ostatnia tego roku, to pojedziemy.

Pojechaliśmy.

Przy drodze prywatna inicjatywa handlowała gąskami. N. wyskoczył na chwileczkę zapytać, po ile. Ja w tym czasie musiałam opanować wyrywającą się sukę, która darła ryj jak opętana i wyrywała się jak diabeł tasmański. Trochę straciłam kontrole nad N. i tu się zaczęły prawdziwe przygody.

Kupił te gąski i ja jestem bardzo za, tez lubię sobie chrupnąć gąskę, z tym, że mówimy tu o moim mężu. On się nie bawi w detal. I kupił cały bagażnik gąsek. Które wczoraj do nocy czyścił, a ja gotowałam (i klęłam), wyławiałam (i klęłam), wyparzałam słoiki (i klęłam), robiłam zalewę (i klęłam naprawdę bardzo tak od trzeciego słoika).

N. je czyścił. Szacun (ja po drugiej wielkiej torbie zgłaszałam plany racjonalizacyjne pod tytułem „A gdybyśmy je tak wypierdolili do szamba?”). Mało tego – upierał się, żeby układać je w słoikach łyżeczką, tak, żeby było widać kapelusiki (odpuścił po drugim słoiku i ładowałam szuflą). Próbował mnie instruować, żebym wybierała żółte gąski i kładła do osobnego słoiczka, ale na szczęście miałam nad nim przewagę liczebna w postaci gara z wrzącą zalewą.

Zabawa była przednia.
Nic tak nie umacnia związku, jak wspólne marynowanie grzybów.
Ale na gąskę prędko nie spojrzę.

0 Replies to “GĄSKI, GĄSKI, CZAS DO DOMU”

  1. hahaha, normalnie i ja się zastanawiałam jak gęsi można do słoików upychać, dopiero mnie te kapelusze naprowadziły 😛
    Późno już, chyba spać pójdę 😛

  2. To ja kurna jakaś nienormalna jestem albo po prostu znam się na grzybach, bo przez myśl mi nie przeszło, że gąski to gęsi ;]

    Byłam w niedzielę w lesie i nawet grzyby znalazłam, ale od razu mrożone ;]

  3. A tak żebyśmy wiedzieli o czym mowa naprawdę jest, to jaki metraż mają te słoiki ? Ile litrów można pod nie wypić w przeliczeniu na 96 % ? I chodzi o litry słowiańskie a nie hiszpańskie.

  4. Nie wypierdalaj. kupie, Mam wciąż za mało weków, wpadłam w trans. Ile można obierać gruszek? To niekobiece, powinnam pójśc na detoks.Ale przedtem dawaj te grzeyby.

  5. az do kapelusików byłam przekonana, ze o drobiu piszesz!!!! I zaczęłam sobie wyobrażać te kapelusiki, wyszło mi, ze po całej gęsi na raz do słoika wsadzasz, tak zeby jej łepetyne było widać

    o boze, nic już dzisiaj nie zrobię, gęsi w słoikach mnie będą prześladować

  6. Ja i tak podziwiam N., bo czyszczenie zielonych gąsek to zajęcie nie dla adhd-owców!
    A co do wulkanów, to jakiś czas temu zatkał nam się w lazience… no wiecie co, kocim żwirkiem. Natychmiast zakupiłam w najbliższym spożywczaku kreta do udrażniania, a po godzinie spłukałam wodą jaka była. No i dramat! Pobiegłam zatem po ratunek z powrotem do osiedlowego spożywczaka, rozłożyli ręce i powiedizeli że teraz to jest beton i trzeba było wrzatkiem i jest okazja do zakupu kibeleka o nowszysm dizajnie (psia mac dla wynalazcy udrażniacza!).Jednak, na genialny pomysł wpadł J. przebił beton ze żwirkiem szablą (na szczęście nie rodową), ale na rózne tam betony polecam :).

  7. Też myślałam że to ptaki. i też dopiero przy kapeluszach coś mnie tkneło. Bo, że bagażnik pełen gąsek to jakoś wydawało mi się zupełnie wyobrażalne przy historiach z N. 🙂 i na dodatek „Ja w tym czasie musiałam opanować wyrywającą się sukę”…no myslalam ze Szczypawka właśnie do tych gąsek.

    Całe szczęście, że to były grzyby. i pewnie zamiast: (ja po drugiej wielkiej torbie zgłaszałam plany racjonalizacyjne pod tytułem „A gdybyśmy je tak wypierdolili do szamba?” w przypadku ptaków byłoby „A gdybyśmy tak to wpierdolili w poduszki” :)…

  8. U moich rodzicow w domu o tej porze gaski (tudziez zieleniatki) rzadza, wiec wiedzialam, ze chodzi o grzyby. Choc… przyznam, ze tytul postu jest jednak troche mylacy 🙂

    Rowniez uwazam, ze N. ma juz renome i bagaznik gasek dobrze pasuje do niego.

    Ja sie moge nawet zglosic do ich czyszczenia (nastepnym razem), choc najbardziej do ich zbierania. Ja ja Wam zazdroszcze… Chwilowo mieszkam w dzikim kraju, gdzie sasiadom pomiedzy trawnikiem a hortencja wyrosly dwa prawdziwki i co? I nic! Zestarzaly sie i wywrocily. Co za ludzie…

    PS. A czy zdarzylo Ci sie widziec plomien przy przepychaniu zlewu? Mnie i owszem, tez polewam wrzatkiem, ofiar w ludziach nie bylo, ale to tylko dlatego, ze odskoczylam w pore 🙂

    PS2. Wizualizuj rzad sloiczkow z gaska – chrupiaca gaska w octowej zalewie – pomoze 🙂

  9. I ja też myślałam, że to opierzone gąski. Tknęło mnie dopiero przy kapelusikach. Chociaż w bajeczkach spotykałam i takie. Jak horror, to horror. A tu tylko chodzi o grzyby, grzyby bez oczu. E, to jednak nie tak masakrycznie, jak mi się wydawało. N. renomę ma już jednak wyrobioną, skoro uwierzyłam bez zająkniecia, ze do bagaznika upchnął ptaki, które następnie kazał ci upychać do słoików, łyżeczką.

  10. Ja też myślałam, że chodzi o domowego nielota:)
    A sukę masz sznaucerską może? Bo jakbym moją widziała, z tą koniecznością opanowania drącego ryja i się-wyrywaniem:)

  11. Tak mi się pokojarzyło ponieważ matka moja rodzona właśnie taki numer lata temu wykonała – przywiozła z wycieczki na wieś małą, śliczną, żółciutką gąskę. Gąska po czsie niejakim wyrosła na wielkiego, białego i nienajsympatyczniejszego gąsiora. Cała historia zakończyła się dość dramatycznie – prawie były ofiary. W ludziach…
    🙂

  12. Hollender, jakoś tak do połowy tekstu myślałam że chodzi o ptaki, nie grzyby. I bardzo się dziwiłam temu pełnemu bagażnikowi. Może dziś to ja powinnam zawinąć się w koc i nie wstawać z kanapy? Pozdro…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*