NO WRÓCIŁAM… WESTCH

 

Eks kjuzmi?… Co to ma być?…

Ja wczoraj siedziałam w pareo na tarasie i sączyłam mozagę. Żądam natychmiastowego powrotu tej sytuacji.

 

Jezus Maria, chyba się rozpłaczę.

 

Refleksje mam taką, że niestety, nie umiem podróżować cabrio. Wysiadając z cabrio wyglądałam zupełnie, całkowicie odmiennie niż księżna Monako. Nie wiem, jak one to robią, te elegantki, może trzeba przejść specjalne kursy jeżdżenia samochodami bez dachu – ja wysiadałam cała zakurzona, pognieciona i z fryzurą jak wata cukrowa. Być może – jest to moje skromne przypuszczenie – jak się ma cabrio, to się nim nie zapierdziela 120 na godzinę, tylko spokojnie jedzie bulwarem przy morzu, powoli i dostojnie, ale niech ktoś to powie mojemu mężowi.

 

Nie umiem także zachować umiaru w restauracjach, ale to wiadomo od dawna. Przepuściłam przez swój organizm takie ilości tych biednych, PYSZNYCH morskich stworzonek, że moja karma ma teraz debet jak polskie stocznie. Co najmniej. Mogę się wynajmować jako przewodnik kulinarny po Lanzarote. Z winnicami włącznie. Wiem, gdzie dają najlepsze pączki z dorsza (bunuelos de bacalao) i najlepszego homara przy stoliku ustawionym tak, że ocean ochlapuje stopy. Oraz jako przewodnik po miejscowościach, w szczególności w kategoriach „Miła psia dupa z klimatem”; „Wiocha wampirów – absolutnie nie jechać” oraz „Snobistyczna marina”.

 

(Mam natomiast takie pytanie, o co chodzi z tymi niemowlętami? Czy są jakieś ogólnopolskie zawody „zawlecz w egzotyczne miejsce najmłodsze dziecko, jakie tylko dasz radę, a wygrasz zapas Domestosa na cały rok”? I jest licytacja na jakimś portalu „Córcia cztery miesiące – Kanary”; „Trzy miesiące – Tajlandia!”; „Dwa dni po cesarce – Sri Lanka!!”. Bo sądząc z odgłosów, to te dzieci nie sa tym zachwycone. I zapachów. Stał ktoś kiedyś w kolejce do bramki na lotnisku za EWIDENTNIE od kilku godzin nie przewiniętym niemowlęciem?… O wpół do piątej rano?… Żeby chociaż chodzące, takie, co już kuma i ucieszy się z taplania w basenie czy oceanie, ale takie naleśniki o nieprzytomnych oczach?…)

 

Zakochałam się natomiast w książce „Julie & Julia”, która wpadła mi w ręce przypadkiem na lotnisku, a którą przeczytałam dwa razy (rozdział o homarach – cztery) i zakochałam się całkowicie. Teraz chyba jest akurat film w kinach – ciekawe, jak im wyszedł, bo ksiązka jest absolutnie boska. W skrócie – trzydziestolatka nie widzi celu w życiu (skąd my to znamy), więc postanawia zrealizować Projekt – w ciągu roku gotuje 548 przepisów ze starej ksiązki kucharskiej i opisuje to na blogu. Przepisy na dania kuchni francuskiej sa absolutnie i totalnie politycznie niepoprawne w dzisiejszych czasach, zawierają kostkę masła każdy, a poza tym – nerki, móżdżek, szpik, galaretę gotowaną ze świńskich kopyt – ona to wszystko, WSZYSTKO gotuje i zjada. Nie, nie – to nie jest wydruk bloga (blogi w formie książkowej sa absolutnie niestrawne). To jej opowieść o całej przygodzie, napisana ex post, w dodatku naprawdę z dystansem i pazurem, nie w tym słodkopierdzącym stylu „Cośtam nad rozlewiskiem”.

 

Naprawdę znakomita książka. Miejscami nawet podnosząca na duchu (rozdział o okolicznościach towarzyszących pasztecikom z roqeforem), choć miejscami dołująca (krzyżyki z estragonu na jajkach w koszulkach?… luzowanie kaczki?… pierścień z ryżu?… HALO?…)

 

Książki książkami, a dupa mi dziś zmarzła. Żądam natychmiastowego dostępu do Oceanu Atlantyckiego. Zaraz po tym, jak wrócę z operacji przewężenia żołądka.

 

0 Replies to “NO WRÓCIŁAM… WESTCH”

  1. głośniejszeście od trzech grup przedszkolnych w tym odzieciowym harmidrze, kobity ;-P

    a w kwestii dwóch Julii:
    film mnie znudził bardzo, nawet M. Streep zawiodła, śmiejąc się idiotycznie przez całą fabułę.
    Współoglądający M. co prawda był dla adaptacji łaskawszy (tematyka go podtrzymywała, bo on lubi o jedzeniu), ale też się zastanawiał, co Meryl brała i czemu bez kroplomierza.

    a, i mąż głównej bohaterki przy konsumpcji mlaskał obleśnie.

  2. Raz widziałam przepiękną scenkę. Młode małżeństwo siedziało w naleśnikarni z czterolatkiem, który siedział jak człowiek na krześle, oświadczył, że jest głodny na naleśnika z malinami. Zjadł trochę i usłyszałam, że „w zasadzie to się najadłem”. Czyli da się wychować i chodzić do restauracji z dzieckiem, które nie będzie biegało w kółko pomiędzy stolikami i przez które kelner nie wykona tańca połamańca z talerzami, żeby na gówniarza nie wpaść.

  3. Przepraszam, ze ja nie w tym opływającym w tolerancję temacie podróżowania z małymi dziećmi… czy mogłabym się dwoeidziec co to jest ta mozaga i czy to dobre? bo na drinka mam dziś melodię…

  4. To, że napisałam, że nauczyłam to nie znaczy, że zawsze stosuje:) Normalne. I pomimo „starszeństwa” nie zawsze na głupotę ludzką w czytej postaci, reaguję wyrozumiałością itp. tylko najchętniej przegryzłabym tętnice. Nie swoje bynajmniej:) Za swoim dzieckiem poszłabym w ogień, ale nie głaszczę go po główce i nie usprawiedliwiam kazdego głupiego wybryku. On też punktuje, złośliwiec, mój brak konsekwencji pomiędzy tym co mówię a tym co robię:):):) A przynajmniej powinnam robic skoro wymagam od niego:):):) Ale cieszę się, ze lubi spędzać ze mna czas -jeszcze:):) A najważniejsze moim zdaniem, to żyj i daj żyć innym, bez napinaia się. I tego się trzymam (oprócz momentów z przegryzaniem oczywiście:)) Gdybym miała receptę na życie nie byłoby tatusia na dochodzące:)

  5. jasne bubo srające psy, źle zaparkowane samochody to dokładnie ta sama kategoria co wózki i nosidełka. A, i cyce, zapomniałam. Naprawdę, musiało być to ciężkie 16 lat, skoro damskie piersi kojarzą Ci się mniej więcej z psimi odchodami, pozostaje współczuć. A co do rytmów dobowych, porządku dnia i innych pierdół, to współczesna rozwojówka skłania się jednak ku indywidualnym wewnętrznym regulatorom, a nie powtarzalności bodźców płynących ze środowiska (czasem rodzice bacznie obserwujący dziecko potrafią to „połączyć”, stąd sukces). Szczerze powiedziawszy, mam w dupie podobne opinie: moje stare już dzieci od wczesnych lat podróżowały, czerpały z tego masę frajdy, a jak miały ochotę zakłócić sobie rytm dobowy i wypalić plamkę żółtą grą w „Star Warsy” do dziesiatej, to sobie wypalały. Jedno jest pewne, przepisy w kwestii podróżowania z dziećmi, ku przekleństwu niektórych, wcale się nie zmienią, pozostaje zakup samolotu lub prywatny czarter. Spróbujcie tylko skoordynować z wieżą kontroną optymalny czas przelotu wynikający z rytmu dobowego.

    Biedna Barbarella, tak nie lubi dzieci, a tu same dyskusje o dzieciach.

  6. No tak…. Muszę, no muszę za co z góry przepraszam:))
    Elka rządzi – zgadzam sie z Babcia Uo ;)) Elka proszę, a wręćz błagam o więcej sposobów na to samo – czyli jak żyć z nastolatkiem itd…
    Albo lepiej – o natychmiastowe pisanie bloga na ten temat!!!

    A co do rodziców jeżdzących z naleśnikami – tak one płaczą, tak, bo nie mają humoru… a dlaczegóż to nie mają??? Może zwolennicy wożenia małego tobołka po całym świecie (ci żyjący wg zasady – nikt i nic nie będzie mnie ograniczało) powinni poczytać co nieco?

    Na przykład o tym, jak zaburzenie rytmu dobowego, hałas i jaskrawe oświetlenie (jakoś nie pamiętam lotniska rozjaśnionego miłym dla oczu niemowlaka światłem świec), a także natłok bodźców wpływa na mózg ICH dzidziusia (dzidzi, dziecia, itp „śliczne” słowa… bleee).

    Może to nie tylko dlatego Barbarella tak napisała, że jej to przeszkadza??? Bo może zwyczajnie chce zrócić waszą uwagę na fakt, że nie jest to dobre dla waszego dziecka????

    Ale co ja tam wiem, wszak jestem matką dopiero lat 16…:))
    I powiem, na koniec to powiem:)) Mnie, mimo że tą matką jestem, też dzieci przeszkadzają! No przeszkadza mi terror wózka, nosidełka i i cyca – bo on istnieje. Tak samo jak przeszkadza mi jakikolwiek inny terror – źle zaparkowanych samochodów, brudasów, srających wszędzie psow (psa mam – żeby nie było). Podsumowując – po prostu terror chamstwa i egoizmu

  7. Hanka, rozczarowalas mnie! Ja tak kocham Twoje zdanie i jak mam tylko okazje to je przytaczam: A wy wszystkie jestescie kurwy tylko my królewny.

    Soso, jeżeli nie pojedziesz w tym miesiacu do meksyku to ci strzele.

    A w tajemnicy Wam powiem, MOJE DZIECI SA NAJKOCHANSZE!!!
    Mowia zawsze cichutko do napotkanych osob : goodmorning to ju!

    Ale ale! takie dyskusje są cudowne. ta i tak jest kiepska bo mało jadu.

    Ale tak juz zupelnie prywatnie Wam powiem, że po co wogole dyskutowac? Tak jakby zielony mis Haribo probowal przekonac czerwonego ze lepiej jest byc zielonym.

    A wspominalam, że ja czasami glosniej sie dre w samolocie nic dzieci!! no!!! to uwazajcie!!!

    Panie pilocie!!! dziura w samolocie!!!!

  8. …to juz moja trzecia wojna (w tym dwje swjatowe!) a madrego to i dobrze posluchac: ELKA RZADZI ! (piszesz Kobieto jakiegos bloga? Jak nie to natychmiast zacznij bo cos czuje ze tych opowiesci w zanadrzu to masz wiecej a na rynku sa duze braki w temacie „jak zyc pod jednym dachem z nastolatkiem i nie zeswirowac”).

  9. boli mnie głowa o

    o

    ….oraz a mnie najbardziej wkuwriaja takie co mowia A JA MOJE DZIECKO NAUCZYLAM albo MOJE DZIECKO WIE IŻ tudziez A INNI RODZICE TO.. ALE ZA TO JA TO W OGOLE TAMTO I ZUPEŁNIE INACZEJ PFF. no. to w ramach co mnie wkurwia.

    nadal boli mnie głowa

  10. 🙂 nie chodzi o rzucanie się i jaźń, ale o normalne zrozumienie faktu, że czasem dziecko, nawet te najlepiej wychowane – ryczy: bo chore, bo smutne, bo …. (tak jak i dorośli), bo wesołe … tyle, że to nie powód, by wywalać oczami do góry i mruczeć coś – jak jedna z osób tutaj – nie ty, Barbarello, o odstrzelaniu. Uwierz mi, że różnice są znaczące: hotele to jedna sprawa; my od wielu lat mamy dom w okolicy Puerto Santiago (Teneryfa), kupiliśmy go m.in. (a może głównie) oczarowani stosunkiem ludzi do siebie – pisząc „ludzie” mam też na myśli dzieci.

  11. Sprawdzać czy nasze dziecko przypadkiem komuś nie przeszkadza? Bez jaj!

    Przecież dziecko ZAWSZE KOMUŚ będzie przeszkadzało – nawet jak będzie spało i oddychało (bo zużywa tlen albo za głośno oddycha)

    Ostatnio czytałam na jednym blogu żale pana, który wylewał swoje frustracje, że jak na chodniku mija się z wózkiem dziecięcym, to on musi ustępować wózkowi (w sensie – że to matka z dzieckiem powinna spierdalać na ulicę przez krawężnik, skoro sobie bachora zrobiła).

    No, sorry. Idąc tym tokiem rozumowania, przed pełnoletnością bachorów nie powinno się wychodzić z getta, bo zawsze się znajdzie ktoś, komu przeszkadza:

    – nieprzewinięte dziecko;
    – przewijanie dziecka poza bunkrem chroniącym przed bronią biologiczną i chemiczną (doprawdy, powinni wynaleźć w końcu niesrające dzieci);
    – dziecko jedzące z cycka;
    – dziecko jedzące nie-z-cycka (bo się brudzi i to jest nieestetyczne);
    – dziecko w stanie jawy (bo wydaje dźwięki);
    – dziecko w stanie snu (bo nie można przy nim drzeć się)
    – dziecko w wózku (bo tarasuje drogę);
    – dziecko bez wózka (bo biega itd);
    itd. itp.

  12. Proszę nie stawiać znaku równości między młodymi rodzicami, a niewychowanymi ludźmi, którzy uważają siebie i swoje dzieci za święte krowy.
    Ja naprawdę bardzo rzadko spotykam tych drugich, o wiele rzadziej niż na przykład tych, którzy oburzają się, że ktoś śmiał pokazać się z niemowlakiem (nic nikomu niewadzącym) w miejscu publicznym.
    A swoją drogą rozwydrzonym rodzicom należy zwracać uwagę tak samo, jak tym gadającym w samolocie przez 4 rzędy.

  13. 🙂
    Ja napisałam, ze nie rozumiem rodziców, którzy zabierają na wczasy dopiero co urodzone, kilkumiesięczne niemowlę. Które niewiele kuma ze świata jako takiego. Bo ich kurna nie rozumiem! Bo mozna poczekac pare miesięcy i zabrać w miarę kumatego człowieczka.

    I dowiedziałam się od matek, że chcę je zamknąc w obozach koncentracyjnych :))))

  14. No ja bardzo dbam o to żeby moje dzieci zbytnio otoczenia nie absorbowały. Na przykład darcie mordy bo tak jest tępione, gorzej jak dziecko płacze w czasie lądowania bo mu się np uszy zatkają. Miejsc do przewinięcia dziecka w samolocie tez nie ma zbyt wiele – gdyby były wyznaczone pewnie bym skorzystała. Urlop z dziećmi spędzamy w kurortach rodzinnych, przy brodzikach dla dzieci i typowych dzieciowych atrakcjach. Jeśli w takich miejscach komuś zawadzają bo za głośno mówią lub się smieją to sorry nie mój problem. Żeby nie było że budyń to wyjeżdzamy też raz w roku bez dzieci i jakoś nie mam problemu ze znalezieniem miejsc gdzie tych dzieci jest niewiele. I tak uważam, że Polscy rodzice w porównaniu z takimi Amerykanami, Angolami itp – baaardzo się stresują reakcją otoczenia na własne potomstwo. Ale jak widać wciąż za mało:)
    Nie wiem o co ci chodzi dokładnie – w moim odbiorze napisalaś że lepiej żeby dzieci w samolotach w ogóle nie było albo żeby zachowywały się tak jakby ich nie było – to nie zawsze osiągalne. I chyba średnio udany miałaś wypoczynek skoro takie pierdoły Cię zajmowały.

  15. Nie, jak tam jeżdze od wielu lat, plus do Hiszpanii, to nie zauważyłam jakiejś kolektywnej jaźni rzucającej się na przyjeżdzające dzieci. Są w hotelach wyznaczone osoby do zabawy / opieki nad dziećmi, są ułatwienia i oferty (Hiszpanie to mistrzowie świata w organizacji turystyki!), widziałam rodzinne obiady, a nawet stypy, z udziałem dzieci, ale nie widziałam, żeby ktos szczególnie się rzucał na dzieci turystów, ze niby takie cudo i atrakcja. Jak słowo daję, nie widziałam. Może SPECJALNIE ODWRÓCIŁAM WZROK akurat wtedy! 🙂

  16. Mądrość przetrwania gatunku mówisz? Hm. Coś w tym jest 🙂 Dlatego nie każdy musi/może/ma predyspozycje się rozmnażać i nie każdego geny muszą przetrwać, nie? Te „srające” i nieprzewinięte dzieci to Ci pasują do „imidżu”, czy jak? Latam dość często, w tym również na Kanary, i chyba raz miałam do czynienia z głośno płaczącym dzieckiem, reszta, w tym również moje, zachowują się normalnie, jak reszta pasażerów. Szkoda, że nie zauważyłaś z kolei, jaki stosunek mają „wyspiarze” do dzieci, tak własnych, jak i „turystycznych”; dzieciaki są tam lubiane, zaczepiane, w żadnym razie nie są traktowane niczym „kłopotliwy” bagaż; cóż, może po prostu inny typ kultury (w sensie „kolektywna”), myślenia o rodzinie i innych ludziach. Nie sil się na niepotrzebną ironię a propos zawodów: o ile pamiętam Twoja przyjaciółka Soso również zabrała małego Franka (z nocnikiem) do Stanów, z pełnym ekwipunkiem (co jest jak najbardziej na świecie normalne i ok. żeby nie było niejasności). A co do Lanzarote – to właśnie moje czterolatki były najbardziej zafascynowane grillem na kraterze i wulkanami 🙂 Pozdrawiam

  17. Bo Ty po prostu jeszcze nie wiesz, że niektórzy są z nadgatunku:) I są lepsi, mądrzejsi, i mają same prawa i masz z pokorą i pochylonym karkiem ułatwiać im życie BO TAK. Bo wiedzą, że są lepsi od Ciebie a to automatycznie ich stawia wyzej w hierarchii:)
    Ja tam moje dziecko nauczyłam, że krzyczy się w awaryjnych sytuacjach, nie ma innych powodów (no jeszcze z radości ale to raczej nie przeszkadza). I uczyłam go od najmłodszych lat i nauczyłam, że używa się argumentów slownych i logicznych a nie tupania nogą i na pytanie dlaczego? – „bo tak” i już. A jak zaczął brać przykład z innego dziecka i „tupać nogą” to usłyszał, że mu te nogi z dupy powyrywam i będzie po sprawie. I uprzedzam już – nie jest zahukanym, przerażonym dzieckiem. Oglądając tylko takie sytuacje, ma do mnie pretensje, dlaczego nauczyłam go myśleć – gdyby tego nie potrafił, to miałby w życiu łatwiej i nie musiały szukać sposobów tylko tupałby nożką:):):) Dzieci wbrew pozorom nie są kruchymi istotkami. Ale się rozpisałam, ale jak widzę takich NADRODZICÓW, to mnie coś w dołku dusi:):):) I jeszcze na koniec: jak przechodzilismy okres buntu:) i „ja sprzątał nie będę, mnie brud nie przeszkadza itp.” – ta jako ZŁA, BARDZO ZŁA matka, zamiast sprzątać po syneczku moim kochanym, zaczęłąm wynosić smieci do jego pokoju – „tobie brud i smród nie przeszkadza a mnie nie chce się na dwór wychodzić, to pozwól, ze tutaj będę wynosic:)”, skończyło się pranie synusiowi – jak musiał sam doprać skarpetki a i pościel przestała się zmieniać sama w magiczny sposób to szybciutko przemyślał sprawę:):):) Uff, koniec zanudzania:)

  18. Tja…. klasik. Rodzicom z malymi dziecmi nic sie od zycia nie nalezy.
    Otoz IMO rodzice z malymi dziemi juz ow prezent od zycia dostali. W postaci owego wleczonego nowordka tam gdzie rozną banany a Ebola grasuje. Wiec zamiast za przeproszeniem szukac teraz w dupie mózgu mogliby sie owym prezentem zając. Przynajmije do czasu gdy skonczy mu sie kalendarz szczepien obowiazkowych i bedzie mozna owo dziecie zabezpieczyc przed mucha tse-tse, albo choroba wysokosciową, albo dwodnieniem zwiazanym z wysokim naslonecznieniem. Ale niestety niektorych to po prostu przerasta bo przeciez glowa jest po to ze sie nia je a myslenie boli prawda?

  19. oj, barbarello! one z ZAZDROŚCI syczały! ja jak widzę młodą, piękną, w nieuplamionym chrupkiem bądź też resztą kaszki ubraniu, a pomalowanymi paznokciami i jeszcze jak pali papierosa lub siedzi sobie i gada ze znajomymi to też wewnętrznie syczę 🙁 i zazdrość mnie pali 🙁 ehhhh…. no ale córeńka jest taka przecież słodka 😉

    ps. o matko! kod „ttcba”!!! są nawet tu!!!

  20. Eni:
    no jasne, ty NIE WIERZYSZ w nieprzewiniete niemowlaki, a mnie przewijano owe (niestety) pod geba.
    No ale jasne, nie istnieje bo uwazamy ze nie istnieje.
    spoko.

    Ja tak samo uwazam, ze jak mi sie pies zesra na wycieraczke sasiada, to NIE ISTNIEJE ow problem. Bo nie widzialam, prawda?
    A jednak sprzatam i NIE KRZYCZE GLOSNO WSZEDZIE ZE MNIE SIE TEZ NALEZA JAKIES PRAWA – na przyklad, wyjscie do restauracji z psem, ktory narobi pod stol.

    Agni: radzilabym Tobie sie najpierw zastanowic nad tym, co mowisz. Bo zakladanie, ze skoro ktos, kto ma cos przeciwko dzieciom to NA PEWNO nic nie mial z nimi do czynienia – jest mylne.
    Takie „male wrzeszczace stwory” uspokajalam przez dosc dlugi czas, ZA PIENIADZE. Slowem, pracowalam jako nianka.

    I wiem doskonale, ze to nie jest latwe. I ze sa sytuacje, ktorych dziecko NIE ZNOSI a mimo to ukochani rodzice je tam pchaja, bo im TAK WYGODNIE.
    Ale furda, ze dzieciak prostestruje, wrzeszczy, ze ma dosc.
    Licza sie przywileje rodzica albowiem rodzic MA PRAWO.
    A ze dziecku sie nie podoba i daje temu wyraz? WHO CARES???

    BTW: mnie mamunia przewijala w domu a nie w samolocie albo w mallu na wystawie. No jakos tak miala.

  21. Tak, jak człowiek ma dziecko, to się nagle robi tolerancyjny i wyrozumiały dla innych, nie to co stare zasuszone wredne baby bezdzietne.
    Na przykład bardzo tolerancyjne i wyrozumiałe panie z dziećmi, które syczały na mojego męża jak węże, kiedy zapalil sobie cygaro w barze nad basenem. Owszem, śmierdzące na kilometr, ale w barze, gdzie podaje się alkohol i stoja popielniczki.
    🙂

  22. hahaha 🙂 a pamiętacie taką krążącą po sieci listę „czy jesteś gotowy by zostać rodzicem?”? o tym jak to należy wydrążyć w melonie otwór wielkości łyżeczki, rozhuśtać i spróbować nakarmić? albo wziąć kozę (lub lepiej dwie) do supermarketu i zapłacić za wszystko co zjedzą ub zniszczą? i koniec tej opowiastki, jak to najwięcej o wychowaniu i ogólnej obsłudze dzieci wiedzą ci, co sami ich nie mają? 😉 i z NAPRAWDĘ CAŁYM SZACUNKIEM (bo mnie naprawdę do szału doprowadzają wrzeszczące stworzenia – w tym moja własna córka – lub też i mamy lub też ich zlewający wszystko tatusiowie) i z pewnym takim nieśmiałym poczuciem humoru, radziłabym Wam (na przykład tobie Futrzaku 😉 uspokoić takiego małego wrzeszczącego stwora. nie w samolocie, ale na przykład na spacerze lub też w domu, w warunkach znanych i stosunkowo komfortowych. wierzcie mi, czasem jest trudno lub też się nie da i należy przeczekać. lub też może ja jestem złom matkom….. a ze sraniem i rzyganiem, to hmmmm, ciekawe jak Ciebie Futrzaku mamunia przewijała 😉 ale ponoć niektórzy to cali anielsko pachną 🙂 i nawet rzygać im się nie zdarza 🙂 wszystko to kwestia świadomych wyborów i konsekwencji 🙂
    a Julia i Julia super! może i ja się nauczę robić coś poza curry z kury 🙂

  23. Ludzie czasem muszą gdzieś polecieć i dzieci samych w domu raczej nie zostawią. Mieszkam w egzotycznym kraju i kiedy tam lecę to nie na wakacyjne wyścigi tylko do domu, od rodziny w Polsce, której się też czasem należy jakiś kontakt z wnukami a i trochę spraw w ojczystym kraju zawsze jest do załatwienia. Dorośli też wymiotują w samolotach, zdarza się, że ktoś histeryzuje, wszyscy im współczują, nikt nie każe spadać na bambus. I nie wierzę w te nieprzewinięte niemowlaki, zazwyczaj jednak rodzice przewijają swoje maluchy. Takie rzeczy to się opowiada jak się nie ma dzieci, wszystkie oczywiście wrzeszczą i śmierdzą. Pożyjemy zobaczymy.

  24. Barb:
    ja trawie towarzystwo gadajace na cztery rzedy lepiej, z tego prostego wzgledu, ze mozna im zwrocic uwage, a jak dalej sie zachowuja nie bardzo, to rozmawia sie z obsluga samolotu i na ogol skutkuje.

    Z dziecmi niestety sie NIC nie da zrobic. Jak akurat tak wypadnie, ze siedzi truten i drze ryja w tym samym rzedzie co ja – albo NIE DAJ BOZE obok mnie, to mam ochote strzelac. Nikt nic na to nie poradzi, bo przeciez dziecka nie wsadza do kibla ani nie wyrzuca przez okno. A na lotach kilkunastogodzinnych to JEST JEBANE PIEKLO DLA WSZYSTKICH DOOKOLA.

    To, ze rodzic ma dziecko i prawo do ch. wie czego – czy to znaczy, ze jak sie pociecha zesra to ma rowniez prawo przewijac toto z gowien MNIE POD NOSEM???
    NO HALO?????

    Supermenka:
    rodzic ma OBOWIAZEK tak zajmowac sie swoim dzieckiem, zeby nie robic piekla z zycia innych w miejscach publicznych.
    Jak bys sie czula, gdybym w samolocie (bo to takie miejsce gdzie NIE MA GDZIE SIE EWAKUOWAC) narzygala ci na rekaw? Albo zesrala sie obok?
    NO HALO????? Tez bys z usmiechem odparla „no alez nic sie nie stalo”?

    Ja nie sram nikomu na rekaw i nie rzygam do kieszeni i TEGO SAMEGO wymagam od bliznich. I nie interesuje mnie, czy to bedzie dorosly czy dziecko, bo za dziecko jest odpowiedzialny dorosly.
    Chcialo sie plodzic dzieciaczki to trzeba teraz ponosic konsekwencje wlasnych wyborw a nie zmuszac wszystkich dookola do tego, zeby „byli mili bo wszystkie dzieci nasze sa”.

  25. Tak, chodziło mi dokładnie o to, żeby wszystkich rodziców zamknąć razem z dziećmi w obozach koncentracyjnych. Dośc wyraźnie to napisałam, prawda?

    Bo przeciez nie o to, że jak się ma dziecko, to trzeba a) uważać na dziecko, b) sprawdzić od czasu do czasu, czy nasze dziecko komuś nie przeszkadza.

    Wszyscy sie odżegnują od słynnej teorii budyniu, ale zauwazyłam, że ludzie KOMPLETNIE nie mają poczucia humoru i dystansu, kiedy w gre w chodzi ich dziecko 🙂 To taka mądrośc natury i chęć przetrwania gatunku, tak sądzę 😉

  26. A rodzic MA OBOWIĄZEK siedzieć z bachorem w domu do osiągnięcia wieku szkolnego? Tak żeby nie zawadzać nikomu? Urocze
    Ja swoje potomstwo zaczęłam wywozić za granicę od 2 r.ż, wcześniej nie chciało mi sie tej logistyki wdrażać, ale rozumiem, że rodzice chcą wyjechać na urlop a dzieciaka w poczekalni jakby nie mogą zostawić.
    No ale widocznie jestem wrzodem na dupie społeczeństwa:) bo uważam że rodzicom małych dzieci też się jakieś prawa (oprócz zachowanie rewiru domowego) NALEŻĄ

  27. Jacy rodzice, takie dzieci. Trudno, zeby para buców wychowała małego dżentelmena.
    Z dziećmi mam generalnie jak z dorosłymi – ogromna większośc mnie kompletnie nie obchodzi w ogóle, niektóre mnie wkurwiają, kilkoro lubię.

    Natomiast rozczulaja mnie DO ŁEZ 🙂 argumenty w stylu „rodzicom sie należy” albo „bo mnie macierzyństwo nie ogranicza”. RILI? Bo mnie np. wieksza torba juz ogranicza, bo muszę uważać, żeby kogoś nie potrącić. Chociaż faktycznie, niektórych nic nie ogranicza. Płączące dziecko w samolocie wkurwia mnie mniej, niż „zabawowe” towarzystwo rozmawiające ze sobą na odległośc czterech rzędów.

    Większośc syfu w tym kraju bierze sie z tego, że każdy uwaza, ze MA PRAWO i mu SIE NALEŻY. A nikt nie ma żadnych obowiązków.

  28. A jeszcze wtrace na temat przewodni komentarzy. RODZICE DZIECI (do gdzies 5 roku zycia) kieruja sie chyba jakims wlasnym zbiorem zasad. Widzieliscie rodzinke w sklepie? Jesli przyszedles z dziecmi-pusc je miedzy regaly niech sobie pobiegaja-nie beda ci przeszkadzac w ogladaniu towaru; zachecaj je takze do wlazenia na wszystkie meble i rozrzucania wszedzie chqupkow kukurydzianych (niech je najpierw porzadnie oslinia a potem wdepcza w wykladzine)-nie zapomnij powiedziec im zeby wrzeszczaly-nie bedziesz musial zastanawiac sie gdzie sa-jesli dziecko wpadnie pod nogi staruszce – opierdol ja ze je wystraszyla; jezeli wyrznie lbem o regal-opierdol kierownika sklepu ze sklep nieprzyjazny; jezeli twoje dziecko narobi w pieluchy-poloz je na najblizszym lozku na ekspozycji poscieli i przewin-smrodem ani ewentualnymi zabrudzeniami sie nie przejmuj-wlicza to w koszta; a jezeli dzieciak ubrudzi sie jedzeniem-czekolada np albo ma katar-wytrzyj mu twarz czyms co znajdziesz pod reka-aksamitna poduszka bedzie w sam raz.

  29. Mlodym rodzicom tez sie cos od zycia nalezy, alez prosze bardzo, ale nie kosztem INNYCH.

    Nic mnie tak nie doprowadza do szalu jak wyjace CALE 12 GODZIN LOTU dziecko w samolocie. Strzelalabym, najpierw rodzicow, a potem takie dziecko.

    albo, taki sam wyjec w restauracji. A rodzice zamiast go wyniesc na zewnatrz i uspokoic to zupelnie ignoruja.
    Ciekawe, czy tak samo ignorowaliby mojego psa, ktoryby siedzial obok krzesla i wyl caly czas?

  30. ..blogi w ksiazkowej formie niestrawne mowisz (..po raz kolejny zreszta)? Hmm.. sa blogi i blogi. Ja tam bardzo bym sie ucieszyla gdybym Twojego mogla kupic w papierowej formie i nosic w przy sobie albowiem moglabym sobie zmieniac punkt widzenia & nastroj bez ogladania sie na stan baterii i konta w moim fonie (acz chyba by mnie biedna starowine ciut przygielo bo mialabys u mnie w torbie doborowe towarzystwo tak z 6 innych wolumenow). Dodatkowym niewatpliwie atutem tej formy bylaby niemoznosc wpieprzania tak durnych uwag jak np ta no nie? Klaniam

  31. Naleśniki o nieprzytomnych oczach, sweet, biorę. Ale te naleśniki to stosunkowo nienachalnie pachną, nawet obfajdane. Te przytomniejsze już bardziej.

  32. Ot, właśnie – stara Ciotka z Ciebie.
    Młodym rodzicom tez coś się od życia należy! Mam nadzieję, że nie będą przejmować się tego typu komentarzami. A Ty margaryna nie wiem z jakiego powodu czujesz się winna. Doprawdy….

  33. O, fajnie, że wróciłaś 🙂

    Za książkę dziękuję, brzmi zachęcająco, ale nie skorzystam, jestem głodna od samego streszczenia, a dupa rośnie!

  34. Najpierw Lanzarote, pózniej Fuerte. Na Lanzarote jest mnóstwo atrakcji, jest jak bombonierka. Fuerte jest bardziej surowa, ale za to ma piękne plaże.

  35. Drogi przewodniku kulinarny /z winnicami włącznie/, ponieważ na depresję jesienną najlepsze jest planowanie przyszłego urlopu, czy bardziej Fuerteventura czy Lanzarote?
    Albo – w jakiej kolejności?

  36. Ej, mędzisz z tymi niemowlakami jak Stara Ciotka 😉 Chill out! Podróże kształcą, tak Naleśniki Też (powiedziałabym, że raczej Cepelinai z Oczkami …)

  37. Film podobno do dupy… tak slyszalam. Choc Maryl Streep jak zwykle cudna!

    I przyznam sie bez bicia ze w zeszlym roku zabralam prawie 4-miesiecznego „nalesnika” do Hiszpanii. I’M GUILTY!!! Ale musze dodac ze przespal cala podroz a potem to tylko wpadal w zachwyt nad wszystkim co tylko zobaczyl…

    pozdr
    m

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*