O PAPRYCZKACH… NO BO PRZECIEZ NIE O POLSKIM KINIE!

 

Śmierć temu padalcowi, co wynalazł papryczki w oliwie, nadziewane serem. Śmierć mu natychmiast, wraz z torturami i porażeniem prądem. To jest gorsze świństwo niż heroina. Po heroinie się przynajmniej CHUDNIE!!!!!!!! A po opierniczeniu trzech opakowań papryczek (wspierając się chlebkiem) i wychłeptaniu oliwy z ziołami… niech zgadnę… NIE chudnie się?… a nawet wprost przeciwnie?… Oooooooo, sczeźnij, padalcze.

 

Oraz…

Kiedy już było W MIARĘ MIŁO i nie kasłałam tak potwornie, to zrobiłam co? Napiłam się nestea prosto z lodówki!…

 

Nie musicie mi gratulować wszyscy naraz.

 

Oraz mam pretensję. Do TAKIEGO JEDNEGO scenarzysty reżysera producenta artysty. Który to tłukł nam do łbów nastepującą maksymę: „Nie wolno wam traktować widza jak debila. Wolno wam widza rozśmieszyć, wzruszyć, zaskoczyc, ZSZOKOWAĆ, ale nie wolno wam go potraktować jak debila. A teraz SIT NA DUPY i przepiszcie mi to jeszcze raz ALBO WAS WYWIOZĘ NA SMIETNISKO i poobcinam te puste łby piłą łańcuchową”.

 

(No… MNIEJ WIĘCEJ tak mówił).

 

Bo to nie jest tak. Widza wolno, należy, a wręcz JEST OBOWIĄZEK NARODOWY traktować jak debila. W kinie, a przede wszystkim obligatoryjnie w telewizji.

 

W kinie nurty główne są, jak tak obserwuję, dwa.

 

Pierwszy to: „Widz?… WIDZ? Nie będzie mi się ścierwo plątało po kinie i statystyki nabijało, ja tu poważne dzieło robię nie dla motłochu. A nawet jak się pojawi jakiś widz, to trzeba go opluć, kopnąć w dupę i nasypać papryki do oczu”.

 

Oraz drugi: „Wsadzę sobie ołówek w tyłek i napiszę scenariusz dupą, te retardy i tak pójdą na to do kina jak im błysnę NAZWISKIEM, a kasa leci”.

 

(No dobra, są wyjątki, na przykład Juliusz Machulski, ale nic się na to nie poradzi, inteligencja jest nieuleczalna, podobnie jak jej brak).

 

A telewizja… tu już nie ma ŻADNEGO nurtu. Telewizja robiona jest przez ludzi NIENAWIDZĄCYCH WIDZA i mających go w TAK głębokiej pogardzie, że tu nawet „debil” byłby komplementem. Kiedy N. przypadkiem omsknie się palec i zamiast strzelać do zombie, jak Pan Bóg przykazał, włączy nieopatrznie telewizję śniadaniową… O PRZEBÓG! Na zasadzie odruchu mięśniowego zaczynam się jednocześnie POTWORNIE wstydzić oraz miotać kurwami i ciskać przedmiotami w telewizor. Na szczęście N. dość przytomnie usuwa mi spod rąk ceramikę i swój ulubiony kareciak, ale później i tak musi wyzbierać z podłogi książki i buty.

 

(Bardzo mi przykro, bo ja jej nie lubiłam, ale na tym tle wyróżnia się Pieńkowska Jolanta. Nie drze ryja jak opętana, nie przerywa gościom, nie wygłasza „błyskotliwych” komentarzy na poziomie umysłowym upośledzonej ameby, nie ubiera się jak jebnięta przedszkolanka na Prozacu, przynajmniej potrafi udawać, że słucha i obchodzi ją co mówi druga strona, w przeciwieństwie do swoich „koleżaneczek” ma… Klasę? Kindersztubę?…)

 

Tak, że sory, ale co on o życiu wie. To artysta.

 

…Idę po herbatę, bo mój organizm właśnie zaczyna pojedynek z papryczkami – runda druga.

 

0 Replies to “O PAPRYCZKACH… NO BO PRZECIEZ NIE O POLSKIM KINIE!”

  1. Też się nie mieszczę. Tak mi smakowało jedzenie. Utyłam, pierwszy raz od wielu lat i mnie to dziwi, jak to mozliwe, bo miałam stabilną wagę. I nie umiem się przejąć, choć uwazam, że to dziwne. Że to niby ja, ta grubsza. A w środku muzyka gra, bo cieszą mnie te smakołyki. No ja nie wiem. Patrzę na te numerację, w która wchodzę i przecieram oczy ze zdziwienia. Barbarella, wiesz, jaki Ty jesteś przy mnie chudzielec???? Przewaga wielonumerowa ;-)))

  2. Ciekawe,o co chodzi z tą oliwą.Ja znowu weszłam w pomidory suszone,które na oliwie ze słoika przypiekam na patelni,a potem bagietką podaję doustnie.Do oliwy w której były oliwki wkładam ser Feta,kryzys jest,nie marnujemy 🙂

  3. uwielbiam papryczki nadziewane, oliwki tez:), uwielbiam rowniez czytac od rana Twojego blogaska popijajac kawe.ps.nie mieszcze sie w nic z poprzedniego sezonu dzieki zimowemu pojadaniu nie tylko papryczek

  4. Jolka jaka jest każdy widzie więc nie przedłużam. Kino polskie również, ale tu skomentuję. Ja jednak widzę pewne ciekawe filmy, których do ww. kategorii zaliczyć nie mogę. Takie „Futro”, „Pora umierać”, „Drzazgi”, „Sennośc”, z ostatnich kilku lat mógłbym wymienić jeszcze kilka. Telewizornia zaś swoje prawa ma i trza im się podporządkować, albo samemu ruszyć dupę i wybierać filmy, czy programy, które chce się zobaczyć. To jednak skutkuje tym, że na TV przeznaczam 0 h czasu, a na filmy to co zostanie ;).
    Słońce jest i jakoś tak mnie na optymizm wzięło. Polecam słońce w dużych dawkach robi dobrze na paznokcie.

  5. Nie oglądam tv. Nie lubię Jolanty Pieńkowskiej i nie polubię. Kojarzy mi się z pustką.
    Masz rację z tymi dwoma nurtami, tak, tak.
    To straszne robienie filmóm, myzyki, przedstawień pod publiczkę. Są dla wszystkich i dla nikogo. Pamiętam piękne piosenki, które po przeróbce pod kątem słuchaczy (by zdobyć ich jak najwięcej, też kase i zazdrość innych znanych atrystów) zmieniły się w cos bezpłciowego, czego pełno. Zlały się z resztą. Gdyby tak myśleli Janis Joplin, Jimi Hendrix, Leonard Cohen itd. …..

  6. Nie jestem oburzona wcale. Byłam u Andiego, komputer traktuje mnie jak debila i pyta czy chce uzyć może nazwiska z poprzedniego komentarza, a ja go ignoruję jak scenarzystę co dupą pisze i oto efekt.

  7. Tez jej nie lubiłam, a polubiłam z wiekiem, nie wiem tylko czy swoim czy jej. Podobno raz jej się taborek złamał jak prowadziła wiadomości i przesiedziała na narciarza z kamienną twarzą, to jednak dama.

  8. „…przynajmniej potrafi udawać, że słucha i obchodzi ją co mówi druga strona…” dzięki wielkie, pięknie to ujęłaś, nie znoszę baby, ale ma klasę niestety, pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*