NAJWAŻNIEJSZE SĄ MALINY NA NALEWKĘ, RESZTA TO KOMENTARZ

 

Moje torebki lubią dominować.

 

Niestety, nie należę do kobiet, które uzupełniają ubiór świetnie pasującą elegancka małogabarytową torebką.

 

W moim przypadku nie jest to „kobieta i jej torebka”, a raczej „TOREBKA i jej kobieta” gdzieś tam z tyłu. Jako narzędzie do przemieszczania torebki.

 

Nie wiem, dlaczego moje torebki są takie strasznie ciężkie i wypchane. Naprawdę nie wiem.

 

Nie nosze w nich kosmetyków. Kalendarze, notesy – no owszem, długopisy, książkę. Jedną, dwie albo trzy. Ale np. Hanka potrafi wyjąć z maleńkiej torebusi „GNIEW OCEANU” stron 1800. Więc można spakować się jakoś ekonomiczniej, a nie do wielkiego wora.

 

Oraz z okazji, iż imieniny obchodzą: Adrian, Adrianna, Chwalimir, Edgar, Elżbieta, Eugeniusz, Kilian, Prokop, Wirginia – chciałabym złożyć życzenia grupie zorganizowanej o roboczej nazwie „Czciciele Zielonego Światła”.

 

Czciciel Zielonego Światła charakteryzuje się tym, że – kiedy zielone światło się zapali – on nie rusza TAK PO PROSTU I OD RAZU, nienienie. NAPAWA się zielonym światłem. Chłonie go całą powierzchnią ciała. Jak życiodajny chlorofil. Jeśli Czciciel jedzie, a na skrzyżowaniu pali się zielone światło, on – ZWOLNI. Zawsze zwolni. W celu ponadawać się. Przejechać przez skrzyżowanie najwolniej jak się da, złapać jak najwięcej magicznych zielonych fotonów.

 

Pewnym odgałęzieniem Czcicieli Zielonego Światła jest grupa obywateli, która postój na czerwonym traktuje jako chwilę w życiu, którą muszą przeżyć najintensywniej, jak się da. Wykorzystać na maksa. W związku z czym:

– wysiadają z samochodu i wyjmują z bagażnika kanapki przygotowane przez żonę;

– przystępują do robienia sobie pedikiuru;

– zasięgają telefonicznie porady prawnej w sprawie rozwodu;

– nakładają na twarz krem z filtrem przeciwsłonecznym, przeglądając się w lusterku wstecznym;

– sprawdzają na mapie trasę tegorocznego wypadu do Chorwacji;

– postanawiają rozszyfrować, co oznaczają te tajemnicze podświetlane guziki w kokpicie ich wczoraj właśnie nabytego samochodu.

 

I są NAJBARDZIEJ zaskoczonymi ludźmi na świecie, że KTOS NA NICH TRĄBI, bo od 10 sekund pali się zielone światło, czego oni – zaaferowani porządkowaniem książki adresowej w nowym służbowym smartfonie – w ogóle jakoś nie zauważyli.

 

I tak o.

U mnie maliny na nalewkę już puszczają sok. A u Państwa?…

 

0 Replies to “NAJWAŻNIEJSZE SĄ MALINY NA NALEWKĘ, RESZTA TO KOMENTARZ”

  1. Ha! Mam „Lód”. Brat mi kupił. Faktycznie idealna książka na podróż… Przypuszczam, że można używać w samoobronie.
    (Ten komentarz nic nie wnosi, ale chciałam się tym z kimś podzielić 🙂 )

  2. u mnie to jest wersja „double” – nosze torebke na ramie i torbe taka „materialowa” czarna w rece – bo do jednej mi wszystko nie wejdzie… moze troche dziwnie wyglada, zawsze tak obladowana, no ale co poradze, same potrzebne rzeczy…a aktualna ksiazka tez akurat z tych ciezszych, 960 stron 🙂

  3. a ja nie nosze lodu, tylko marne opowiadanka 120 maks, a torba i tak wazy tone i kazda kolejna zanosze do sklepu z reklamacja, ze po zaledwie miesiacu mi sie raczka urwala, ojoj…

  4. Czy raczyła Sz. P. zauważyć wieść z gazety.pl o znamiennym tytule: „Jessica Alba Barbarellą?” Linkiem służę: Jessica Alba Barbarellą?

  5. Ale o co wam chodzi? Odkąd z kosmetyczki Avonu, która zastępuje mi walizkę (nie cierpię dużych waliz) wyciągnęłam trzy bluzki, dwa spodnie, piżamę, buty, kosmetyczkę i suszarkę.. a, no i książkę – nikt mi już nie wierzy, że to kosmetyczka z Avonu. A nie z jednego z Wędrujących sklepów.

  6. „Gniew oceanu” jest książeczką małą i cieniutką, nędzne 242 strony, właśnie sprawdziłam. Przez chwilę przypuszczałam, że mogło chodzić o „Terror” Simmonsa, który też nosiłam w plecaku, ale sprawdziłam – 600. Potem, już z czystej ciekawości, sprawdziłam „Lód”, który też nosiłam ze sobą wszędzie – 1040. Furda noszenie – trudno mi nawet wyobrazić sobie książkę na 1800 stron (no chyba że telefoniczną).

  7. To prawda jest.
    Porzućcie wszelką nadzieję (i dotychczasowe ubrania) wy, które udajecie się na Podlasie. I na Litwę.
    A ja kupiłam ostatnio „Podróże kulinarne Roberta Makłowicza” i tam są „Smaki kresowe”. I nie musze jechac na Podlasie, żeby tyć.

  8. Kocham Cię. :-))))
    U nas jagody zebrane na Podlasiu, jestem gruba, bo jadłam:kartacze, placki, bliny, krokiety, nalesniki itd. i nie tylko. ;-))) w domu zrobiłam biały ser i dżem czeresniowy i na diete przechodze zimą, trudno. 😉 dziś lepie pierogi. zaraziłam się kucharzeniem. :-))) Podlaska kuchnia jest the best, muzeum smaku!!!! A na głowie wianek, a w ręku bukiet polnych kwiatów, lektura pod wierzbą, a dzieciaki z siatkami na motyle i słoikami z żabkami w środku.
    A co do toreb, to ja mam czesto takie, ze sama mogłabym do nich wleźć. ;-)))) I musowo z ksiązką w srodku. bez ksiązki nie ruszam się nigdzie, nawet do toalety. ;-))))
    Całusy!!!!! całusy!!!!

  9. Jak mawiają na Podlasiu: Słucha Pani, żartowałem, tak ?

    Sam trąbiam, choć ostatnio trochę ostrożniej. Jeden gościo strąbiony przeze mnie najpierw chciał mnie chyba lutować, a potem, jak go mijałem, to rzucił w mój samochód chyba jakąś pustą puszką. I cieszył się przy tym jak małe dziecko.

    Ci faceci to jacyś dziwni bywają czasami 😉

  10. Kobiece torebki mają przedłużenie w 4 wymiarze. Rekordem Guinnessa w tym zakresie jest pewna Hinduska, która nosiła w torebce męża i czwórkę dzieci.

    Smuci, smuci brak tolerancji dla reagujących inaczej. I okazuje się, że miłość do ślimaków bywa taka wybiórcza ;(

  11. A u Pratchetta bylo: „Najkrótszą jednostką czasu w multiuniwersum jest nowojorska sekunda, definiowana jako okres pomiędzy zmianą świateł na zielone i uruchomieniem klaksonu przez taksówkę z tyłu” – („Panowie i Damy”)
    Tak mi sie skojarzylo… bo ja tez chyba raczej z tych napawajacych sie (albo inaczej: z tych niewystarczajaco dobrze obslugujacych samochod 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*