MODNE TEMATY WIOSENNE

 

Popylam sobie dziś w miarę bezboleśnie do roboty, a tu nagle na słupie „ZAŁAMANIE NERWOWE – drzwi do przemiany duchowej”. Seminarium takie. Bezpłatne. Idzie któraś ze mną?…

 

Oraz tak, też chcę wejść w tę Pu-erh na wiosnę. Właśnie zaparzyłam i cierpię. Bo ona jednak śmierdzi koniem. Żeby nie było – ja bardzo konie lubię. Przepadam wręcz.

 

Ale nie w herbacie. Umówmy się.

 

A, i czytałam sobie wczoraj to.

 Włosy nieco dęba stają.

Acz znam ludzi, którzy do ostatniej kropli krwi będą dowodzic swoich racji, że takie soki z najniższej półki NICZYM SIĘ NIE RÓZNIA od Hortexu czy Tymbarka, są przepyszne i to oni są cwaniutcy jak liski, bo NIE PRZEPŁACAJĄ ZA MARKĘ.

 

No ale to nie mój problem i nie moje dzieci będą się później leczyć z cukrzycy.

 

(fleeeeeeeeee, aż mi język drętwieje od tego puerha)


 

0 Replies to “MODNE TEMATY WIOSENNE”

  1. Pu-erh zajeżdża niesprzątaną piwnicą, ale serio już nie wyobrażam sobie życia bez niej. I żadne tam perfumowane ersatze! Tylko i wyłącznie czysta Pu-erh ze sklepu z herbatami!
    Aha, i nie dajcie się nabrać na „królewski Pu-erh” – smakuje tak samo, a kosztuje 50 PLN za 10 deko. Leżakuje toto 50 lat zamiast tylko 20 lub 7.

  2. Mnuie najbardziej przygnebiła ta jedna malina i ten litr słodzonej wody gratis. Znam jednak i kulisy powstawania pewnych produktów. Zielona kiełbasa sucha w kawałku, paczkowana, wracająca do fabryki, polewana stekiem trucizn, plasterkowana i wracająca do sprzedazy. jeden ze znanych mi przykładów.
    Staram się kupowac produkty najmniej przetworzone.
    A propos soków czytałam, ze pownno się je pic nie słodzone i to w ciągu kilku godzin po zrobienu, wtedy sa lecznicze, inaczej zakwaszają zółądek, czy inne hece. Tak wiec czy Tymbark, Czy Kubuś, to i tak jedno gie. warto robić je w domu.

  3. pamiętam, jak miałam pierwsza prace i oblizywałam się na widok jogurtu, bo zwyczajnie, po zapłaceniu rachunków nie bylo mnie na jogurt stać. Wiadomo, dlaczego te tanie rzeczy znajduja nabywców, ale gdy przyczyna jest pozaekonomiczna, to doprawdy, szkoda zdrowia.

  4. a, przypomniało mi się, znajoma znajomego, a konkretnie to znajoma aktualnej kobiety mojego niedoszłego byłego obroniła doktorat, z którego wynika niezbicie, że lepiej odchudza zielona od czerwonej.
    Haczyk polega na tym, że trzeba pić w granicach 10 filiżanek na dzień…

  5. Oj, Zebra, pewnie, że lepiej kupić kilo schabu i upiec… Tylko powiedz to kobiecie, co ma np. męża i 3 dzieci i 15-20 PLN dziennie na wyżywienie całej tej trzódki.

    Myślę, że dla wielu ludzi tłumaczenie o „braku różnic” jest zasłoną do tego, by nie przyznać się przed innymi albo nawet przed sobą, że na lepsze żarcie człowieka nie stać.

    W drodze do domu zrobiłam zakupy. Właściwie nic konkretnego nie kupiłam. 2 sztuki pieczywa, 4 litry picia, 1/2 kg tłuszczu do smarowania pieczywa. W wersji „dobrej” to koszt około 30 PLN. Gdyby do tego dołożyć jedzenie na 3 posiłki, mogłoby się okazać, że półtora osoby (ja i dziecko) potrzebuje na samo jedzenie i picie około 2500 PLN miesięcznie. To co mają mówić ludzie, których na to nie stać? Że brak im kasy? Prędzej powiedzą, że nie ma różnicy 🙁

  6. Normy polskie nie sa takie zle (przynajmniej niektore). Zle jest to, ze towar w sklepach ich NIE spelnia.

    Podusic tych, ktorzy pozwolili importowac np. orzeszki ziemne przeznaczone na pasze – bo skoro sprowadzamy z unii, to nie musimy robic badan i mozna sprzedac orzeszki do jedzenia ludziom.

    Podusic tych, ktorzy, jak to trafnie Barbarella napisala, ‚zyluja producentow’, a pozwalaja na spray miesny.

    Niezly artykul na podniesienie cisnienia. I otwarcie oczu. Niektorym przynajmniej.

    A wracajac do milszych tematow, to mnie pu-erh ‚pachnie’ bagnem – takim prawdziwym (mozliwe, ze z losiami :)). Przez rok czy dwa pijalam w wersji earl gray, potem wrocilam do zielonej. Wiec nie wszystkich uzaleznia 🙂

  7. Tyle, że z tym przyzwyczajeniem do czerwonej to prawda. Sama mocno cierpiałam przy pierwszym kubku, a teraz bez paru nie wyobrażam sobie dnia. Ale oczywiście liściasta, żadne torebki!!!

  8. Baska dobrze gada. Dusic tych mongolow, co te pozal sie boze NORMY ukladaja. Swoja droga, lepiej juz kupic sobie kawalek surowego, nienapompowanego niczym procz antybiotykow, co je swinia dostawala, schabu i sobie upiec. Jako wedline na kanapke. Gwarantuje, ze nie obslimaczeje w lodowce. Raczej wyschnie.

  9. Ale sie dopłaca. I żyłuje wymagania wobec producenta. Standardy jakościowe dla mleka, zbóż, owoców, wieprzowiny – wszystko po to, zeby pozwolić przetwórcy napakowac chemikaliów, soli, rozwodnić, rozmoczyć, dosypać soi, naliczyc marże i opierdolic za cięzki szmal.

  10. Natomiast jestem zdania, że nie powinno się odgórnie zabraniać ludziom kupowania towarów kiepskiej jakości – jeśli nie stać ich na lepsze, lub zwyczajnie mają taką ochotę.

  11. Jasne, w Unii Europejskiej mięso wieprzowe to frykas. Na tyle drogi i niedostępny, ze trzeba wprowadzac na rynek spray mięsny z kurzych resztek.
    Dopłacac producentom zywności za niszczenie pełnowartosciowych nadwyżek, a handlowac zgniłą pulpą owocową.

  12. Ależ ludzie mają zmysł smaku rozwinięty w różnym stopniu. Jedna widzi ogromną różnicę między sokiem z miąższem za 6 albo 7 zeta a tym tańszym za 3, a inna widzi róznicę, ale nie aż tak dużą. A ktoś może do tego po prostu nie przywiązywać wagi. I każdy powinien mieć mozliwość wyboru: tanie gówno, czy drogi frykas. Ale nie powinno się ludzi zmuszać normami do kupowania wyłącznie drogich frykasów.

  13. Zawsze wiedzialam, ze dobra rzecz NIE MA PRAWA byc tania (w druga strone to nie dziala: mozna poteznie beknac za szajs).. Ilekroc wybieralam jakis produkt z Dzie(g)ciem, ktory wowczas jeszcze nie umial czytac, zawsze wybieral najdrozszy. Dajcie kotu tania karme i karme weterynaryjna i zobaczcie co wybierze.

  14. Ja nie napierdzielam sie z LUDZI, którzy po to sięgają, bo dokładnie wiem, które znajome mojej babci, oszczędne emerytki po 80-tce sięgna po to gówno, zeby z tych swoich paru groszy zaoszczędzic jeszcze troche dla wnuni jednej czy drugiej (te wnunie tez bym podusiła, ale to inna sprawa), tylko bym udusiła producentów, handel, który to wpuszcza, no i twórców tych cudownych NORM, które na to pozwalają. Albo nie, nie udusiła. Tylko kazała im żreć wyłacznie to, co wyprodukowali.

    A że wkurza mnie postawa typu „ale ty jestes głupia ze PRZEPŁACASZ za sok z miąższem, jak można TAKI SAM DOBRY kupić za złoty pińdziesiat ha ha ha”, to z kolei jeszcze co innego 🙂 MOŻE TO OSOBNICZE UPRZEDZENIE zresztą 🙂

  15. A ja, zanim zaczynam się napierdzielać z ludzi sięgających po dolną półkę szybko przypominam sobie ile w naszym kraju wynosi najniższa krajowa pensja i najniższe emerytury.

    Pomijając już chronicznych sknerów, to ludzie z takimi dochodami są nabywcami dolnej półki.

    Nawiasem mówiąc, nawet szynka za trzydzieści kilka zeta „ślini się” w lodówce. Żyjemy w czasach gównianego jedzenia.

    I można sobie boleć, że powinno się jadać zdrowe jedzenie – swego czasu czytałam taki tekst w Wysokich Obcasach, który miał zachęcać do wybierania drogiej, tradycyjnej szynki itp. Ale jego nie pisała kobieta z zarobkami 1500 PLN miesięcznie.

  16. Zazdroszczę wam, lasczydła. Mnie tam nic nie skutkuje. Chyba ze sam fakt picia plynu o zapachu dorsza i skory wyprawionej na buty jest juz skutkiem.

  17. Zazdroszczę wam, lasczydła. Mnie tam nic nie skutkuje. Chyba ze sam fakt picia plynu o zapachu dorsza i skory wyprawionej na buty jest juz skutkiem.

  18. Zasikanym siennikiem dziadka Józka jedzie.
    A z niezdrowych składników codziennego wpierniczania polecam wyguglać ASPARTAM, któren bidulek jest w każdym produkcie Orbita (i nie tylko).

  19. A mi i mojej Mam OBORĄ śmierdzi. Nawet tak ją nazywamy właśnie: „Obora”. Ale ja też ja lubię:) Tyle że ja to mam w ogóle pociąg do różnych dziwnych herbat, gorzkich i śmierdzących najlepiej.

    (obozeoboze,moj pierwszy komentarz, wyszłam z cienia;)

  20. o tak tak kocham takie rady PO KILKU SZKLANKACH POLUBISZ

    – bola cie oczy od rpacy na komputerze
    – tak
    – spoko po 70 godzinach pęknie ci zyłka i juz nie ebdzie boleć

    tak tak, po 90 szklankacvh bedzie ci wszystko jedno i polubisz

  21. Czerwoną zwykłą pu-erh bez żadnych dodatków uwielbiam – pije litrami od roku – i rzeczywiście na wadze ubyło:) Ona wali zgnilizną, mułem rzecznym, bagienkiem, ale ja takie zboczenie mam, ze żadnych smakowych i aromatyzowanych nie przełkne – wąchac moge, ale nie pić! zieloną toże soute pijam:) Takie sianko zaparzone, mniam:)

  22. Daje zgniłą szmatą, pij taką o zapachu earl greya albo truskawkową. Ale nawet ta szmatława bez niczego uzależnia, serio i sie okazuje pyszna przy bliższym poznaniu. Coś jak piwo albo oliwki 🙂

  23. Jedzie dorszem. Najlepsza liściasta z aromatem cytrynowym. Piję dfziwkę od gtrzech miesięcy, ale żadnego spalania nie zauważyłam.
    Aha, nowego smaku trzeba spróbować przynajmniej 9 razy (dzieci 11-14), żeby zaakceptować.

  24. Artykuł interesujący. Wgryzę się w niego później.
    Ja jednak zainwestowałam w sokowirówkę i wirujemy sobie różne soki. jestesmy tego warci. ;-))))
    Całusy!!!! :-)))

  25. Ja piję slim figurę, najpierw była ta od spalania, od wczoraj jest ta od oczyszczania. I mnie tak wyczyściło, że na twarzy mam wulkaniki malutnie, córki i synów niejakiej etny. Chyba, że to nie od tego co?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*