PRANIE WYWIESILAM

… po czym pojechałam do Juraty. A co.

(Swiatem rządzą porąbane motyle chaosu. Albo nie dzieje się NIC, albo WSZYSTKO NARAZ)

W Juracie spędzaliśmy czas (PO WYKLADACH. PO WYKŁADACH!) w sympatycznej kawiarnio – galerii, charakteryzującej się przepieknym sznaucerem. Tuliłam sznaucera i popijałam wino. Wloska ekspertka była zdumiona, ze pamiętam, ze spotkałyśmy się pare lat temu na konferencji w Aberdeen, i od razu doszla do wniosku, ze jestem jej kolezanka i zaczela się do mnie uśmiechać. HA! A ja ja, małpę, pamiętam z tej konferencji, bo był tam jeden jedyny przystojny facet – Grek – do którego ona się przylepila jak GLONOJAD, czego nie mogłyśmy jej natenczas wybaczyc. Ale o tym oczywiście jej nie powiedziałam.

Morze zimne. Piach zamarzniety.
Soso miala racje – nie opaliłam się.

Snily mi się ALIENY, co jadly ludzi, ale niechcący – W AMOKU. Jak były jakies zakłócenia magnetyczne, to pakowały sobie do gęby człowieka, a pozniej o tym zapominaly.

Tak się czasem zastanawiam: czy ja zwariuję? Chociaż ostatnio raczej – nie CZY, a KIEDY.

0 Replies to “PRANIE WYWIESILAM”

  1. Ona sobie chyba jaja robi! Jakem podatnik, przestanę płacić na te podróże.
    Nie mogłaby stawiać flagi na blogu? Taniej, higieniczniej i głowa nie boli.

  2. a ja to rano wogole nie gadam….tylko jakies… jehrufugahjsd…. jak et i kcem do domu a wlasciwie w domu i nigdzie wiencej

  3. Może się jej tym razem Ty spodobałaś i dlatego przykleiła się do Ciebie włoskim uśmiechem…
    Zazdroszczę morza, lodowatego piachu i wiatru?…
    pozdrawiam…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*