OH BABY IS COLD OUTSIDE

Nie umiem robic makaronu tak, jak Pepsee. Wyszly mi jakies dziwne, smutne kłębki, zlepione mazią – wobec czego wyżarłam tylko oliwki i pozbyłam się klusek w sposób okrutny. Jako kucharz, nie umiem pracować w kluskach. Tworzywo klusek mi nie leży. Kluski to nie moja dziedzina.

Teoria chaosu za to jak najbardziej, znowu się wczoraj poryczałam (no dobrze – OK.! PO 3/4 butelki wina, tak?) nad „Przewodnikiem stada” Connie Willis oraz – a jakże – doszlam do wnoisku ze się NIE ROZ WI JAM (w dni parzyste dochodze do tego wniosku, w nieparzyste dokonuje odkryć w innych dziedzinach) (na przykład, ze moje paznokcie to ruina).

Desperacko potrzebny mi ten pluszowy flaming, bo jest KIEPSKO.

0 Replies to “OH BABY IS COLD OUTSIDE”

  1. Biere się mąkę, jajca, z mąki robi się kopczyk, a następnie w szrodku tegoż wgłębienie – tak, co by przypominało to coś na kształt wulkanu. W „krater” wbija się jajca (nie podam proporcjów, bo zawsze robię na oko – ale pi razy drzwi na szklankę mąki 2-3 jajca, w zależności od wielkości tychże).
    Następnie nożem – żeby się nie ufifrać oczywiście! – mięsza się te jajca z mąką, posampierw ruchem kolistym, a jak się już zrobią grudki z mąki i jajec – tak, jakby się ten makaronowy surowiec kroiło. Kiedy stanie się to już nieco kłopotliwe, sypie się na kończyny górne (używanie dolnych niewskazane) trochu mąki, a następnie miesi ciasto. Miesi az dotąd (podsypując w razie potrzeby mąką) póki ciasto nie odstaje od ręki, a stolnica (ew. stół, jak kto ma godny blat) nie jest czyściutki.
    Bułę ciasta dzieli się na dwei części i wałkuje (ja tam wałkuję aż się nie robi cienkie jak papier), tyż podsypując mąką. Rozwałkowane place (bo nie placki to, o nie)kładzie się gdziekolwiek, na płasko, coby trochu podeschły, a potem wykonuje clou programu – czyli krojenie.
    Na wstępie krojenia wskazane jest lekkie posypanie placa mąką i rozsmarowanie jej ręką (nadmiar wędruje na brzeg stolnicy lub stołu – do dalszego wykorzystania). Kroim BARDZO OSTRYM i CIENKIM nożem (osobiście używam przedwojenny [sprzed 1939 r.] nóż Gerlacha). Do krojenia niestety trzeba mieć wprawę, jeśli się chce mieć cienki makaron; kluchy można dosłownie łupać. Sekret samodzielności każdej nitki makaronu czy też każdej kluchy polega na rozsypywaniu ich po wolnej części stolnicy (stołu) – robi się to najpierw nożem, ostrzem do góry: nabiera się na niego dopiero co skrojony makaron (kluchy) i podrzuca je delikatnie; jeśli placej jest dobrze dobrze przesypany mąką – rozpadną się na pojedyncze nitki; jeśli nie – trzeba to, co z noża spadnie jeszcze rozsypać ręką. I już!
    To, co się już skroiło, trza też ręką co jakiś czas rozsypywać, żeby równomiernie podeschło.
    Skrojone można zostawić, żeby podeschło, albo od razu do gara, na wrzącą osoloną wodę (i natychmniast zamieszać!!!); można też zostawić, żeby totalnie wyschło i do słoja, na zaś.

    Za skromną opłatą wykonuję. Wyjazdowo też. Korepetycje też w temacie daję (i nie zdzieram!).

    Smacznego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*