POCZATEK NOWEGO ZYCIA OPARTEGO NA ZUPELNIE NOWYCH ZASADACH

Podobno grzyby sa ciezkostrawne.
Niestety, ŁATWOWMYKNE. Zjadlam chyba 4 kg grzybów w roznej postaci, z przewaga marynowanych.

Pierogi mojej babci z kapusta i grzybami to jadlam na tuziny, zeby bylo latwiej liczyc.
Zdecydowanie, IDE NA DIETE, a wlasciwie JADE. Jutro. Do Poronina. Bede tam odbywac diete na bazie takich goralskich plackow, co sie nazywaja MOSKOL i sa zajebiscie dobre z maselkiem ziolowym i bryndzą.

A dzis w nocy snil mi sie szkocki biszkopt czekoladowy, przekladany niesamowicie pysznym kremem.

Chryste Panie, zamienilam sie w AMEBE, wielkiego galaretowatego stwora kierujacego sie w zyciu ŻARCIEM…
Za trzy dni bede wygladac jak najbardziej luksusowy w ofercie sklepow IKEA MATERAC, zreszta juz sie tak czuje, poniekad.

PS. Mija juz chyba GODZINA, odkad jadlam ostatni raz… HMMM.

NU, ZAJEC – AJMSORY!

A u mnie wszystkie psy wczoraj biegały z futrzastymi łapkami w mordach. Dostaly po jednej łapie ZAJĄCA, którego z kolei dostal N. (NAPRAWDE, LUDZIE NIE MAJA UMIARU W SWOICH POMYSLACH – NO JAK MOŻNA DAWAC NA PREZENT ZWŁOKI!). Dostal tego zająca w duzym pudełku opakowanym w szary papier. Przyjechal odebrac mnie z pracy – pytam się, kochanie A CO JEST W TYM PUDELKU?

– NIE POWIEM CI! Nie powiem, możesz mnie zabic, nie mogę ci powiedziec CO TAM JEST, nie umiem, nie potrafie, NIE MOGĘ. Dostalem TO i teraz to zawieziemy TWOJEJ BABCI, ja nie mogę o tym mowic.

(Najpierw myslalam, ze jakis sprzet RTV albo nastepne halogeny do samochodu albo wiertarka, bo on to zwykle przede mna chowa, ale przeciez nie zawiozlby mojej babci WIERTARKI).

Ale w koncu wydusil z siebie, ZE TO ZAJĄC.

Biedny zajączek dostal się Leonowi, który musial obedrzec go ze skory. Bardzo mi go zal (zreszta, OBU – i zajaca, i Leona), bo mój ojciec jest WRAZLIWY I SUBTELNY. Już zabijanie ryb idzie mu SŁABO, ze nie wspomne rodzinnej legendy, jak to w czasach kryzysu Leon miał za zadanie ukatrupic kurę na rosół. Otoz, zeszedl był z kurą do piwnicy, gdzie ulozyl ja na pienku do rąbania drewna, zamachnal się toporem, po czym ZAMKNAL OCZY, rabnal toporem i UCIEKL Z PIWNICY. Podobno przerąbał nieszczesna kure na pół. A teraz jeszcze ten zając.

(Tak – swieta to czas milosci i pokoju).

Tak, ze suki dostaly od swojego ukochanego WODZA po zajeczej łapce na szczescie (jedna jeszcze zostala – reflektuje ktos? Na zupę, do kluczy?…), a Melania weszla do pudelka po zajacu i koniecznie chciala w nim zamieszkac.

Jeżeli komus się wydaje, ze TKNĘ PASZTET w tym roku, to jest w wielkim bledzie.

"W TEGO TYPU PROGRAMACH KONIEC ROKU ZAWSZE JEST TRUDNY"

Ach, podciagnelismy się troche w prezentowej statystyce. Pojechalo się wczoraj do IKEA, opedzlowalo się brokuly z frytkami i winem w IKEOwskiej restauracji i nawet WCZULAM SIĘ W NASTROJ SWIATECZNY (pachnialo piernikami). Kupilismy [ ……… ] dla [ ……….] oraz mlynek do pieprzu (był w promocji) i poduszkę (N. twierdzi, ze mu notorycznie zabieram w nocy). Pozniej dostalam lekkiego amoku przy swiatecznych opakowaniach i kokardkach, a pozniej utknelismy prze kasie.

Ja rozumiem, mnostwo ludzi przed swiatemi, kupuja prezenty, kupuja meble, żeby ich mieszkanie na swieta wygladala ladnie i czysto i było POSPRZĄTANE (halo, kochanie! MACHAM DO CIEBIE!), albo żeby zamienilo się ZNIENACKA w dzungle amazonska (jedna pani wywozila chyba ze 40 dracen i jedna palme! Jak nic, adoptowala przed swietami bezdomne stado makaków z Burrundi), ale… Ale w kolejce przed nami stalo stadko dziewcząt, które osobiscie UWIELBIAM przed soba w kolejkach we wszystkich sklepach swiata, przed swietami czy nie.

Dziewczeta te charakteryzuja się tym, ze sa generalnie – z wygladu, z zachowania, to widac na kilometr – MEGA PORZĄDNE, megafajniusie, uprzejme, czysciutkie, zdyscyplinowane, maja na studiach zeszyciki na koleczkach i kolorowe flamasterki, plecaczki i puchate szaliczki, plaszczyki i balsamiki do usteczek w kieszonkach i MEGA MNIE WKURWIAJĄ, nawet wtedy, kiedy nie stoja przede mna w 40-kilometrowej kolejce. Wkurwiaja mnie od niepamietnych czasow, wystarczy ze zobacze taką na ulicy i mam przerąbany dzien.

Cztery cipki w plaszczykach z plecaczkami mialy kazda po duperelku w stylu: szklany swieczniczek za 3,80, szklany dzbanuszek za 7,40, slodki wiklinowy koszyczek za 4,89. Oczywiście sa bardzo wielkimi przyjaciolkami i oczywiście kazda z nich placila za swoje cudeńko OSOBNO. Kartą. To chyba JASNE JAK SLONCE, ze KARTĄ. No CZYM można placic za niebieski szklany swieczniczek za 3,80. Hihihihahaha, tak, place karta. Pani bank nie odpowiada. To ja dam drugą. Daje drugą. KURWAAAAA!…

Gdybysmy w stoisku z kieliszkami zapakowali do torby te kieliszki, co mi się podobaly, to bym przy kasie jeden stłukła i wlasnorecznie poderżnela sobie gardlo. A tak, to tylko sterczalam w kolejce, produkowalam sobie cichutko adrenaline, a wlosy mi dęba stawały.

W domu wieczorem mialam wzruszajacy wyklad N. dotyczacy wspierania polskiej przedsiebiorczosci, a zwlaszcza producentow najlepszych na swiecie kolumn. Z czego jedna pare tych kolumn to mamy tak jakby ODŁOŻONĄ.

Proszę mnie uspic zastrzykiem i obudzic 15 stycznia.

DZYŃ, DZYŃ, DZYŃ!

„Zima, zima – snieg już pada, biały całun okrył sioło… Rolnik przy kominku siada i usmiecha się wesoło”.

I laweciarze tez wieczorami przy kominku siadaja i usmiechaja się wesoło, liczac kasę. No bo – HALO! CZY JAKIS DROGOWIEC W WARSZAWIE, miescie stołecznym (choć nie europejskim, zaznaczam) SPODZIEWAL SIĘ ZIMY? Ze SNIEGIEM? W polowie GRUDNIA? Wszyscy pojechali się szkolic do Brukseli, a tu, panie, opad spadl i zaczela się karuzela.

W ogole synoptycy NIE UZGODNILI w tym roku opadow z dyrekcją dróg. A ci za kierownica tez – PRZECIEZ WIDZA, ZE SNIEG PADA – to NIE! JADĄ! Zamiast np. w PKP wsiasc… A – nie jezdzi… No tak… No to nie wiem – URLOP jakis, czy co, z dziecmi w domu posiedziec, rybki nakarmic… Koledy pospiewac, rodzynki do makowca poprzebierac, no przeciez swieta ida! A im się jezdzic zachcialo. Co za ludzie uparte, powiem panu…

W zwiazku z powyższym w pokoju kawowym trwa licytacja: „A mnie wczoraj to obróciło na wiadukcie, bo taka szklanka była na prawym pasie…” – „Co ty powiesz, a we mnie wczoraj wjechalo punto z lewej na Górczewskiej przed swiatlami” – „To i tak masz dobrze, bo ja, jak chcialem wyjechac spod Obi, to tak mi z tylu tico przypakowalo…” – „Daj spokoj, ja mam samochod skasowany i to przed samymi swietami!”.

Ano – przed samymi.
Ja już TRZY LATA Z RZĘDU proponuje przeniesc Boze Narodzenie na koniec I polrocza, ale nikt mnie nie slucha. Bo mnie nigdy nikt nie slucha, dopiero JAK JUŻ JEST ZA POZNO to sobie wszyscy przypominaja, a ja wtedy wchodze na scene w blasku jupiterow i mowie „A NIE MÓWIŁAM!”…

Ale to żadna pociecha.

A CO, JEŚLI

Drogi Mikołaju! Powiedz mi, proszę, what if I DON’T DREAM ABOUT THE WHITE CHRISTMAS, a?… Bo nie lubie! I wiem, ze takich jak ja jest jeszcze pare sztuk (np. Leon) i wszyscy byliśmy GRZECZNI? I ZASLUZYLISMY sobie, żeby nasze zyczenia się spelnily? I NIE ZYCZYMY SOBIE bialego gowna zalegajacego na podworku w swieta, ani w ogole KIEDYKOLWIEK? NO?

A w M&M w Lodzi można kupic za 10 pln (SŁOWNIE DZIESIEC, PRZYSIEGAM) „Ukryte pragnienia” Bertolucciego. Jak Boga kocham. Dziesiec zybli za jeden z najpiekniejszych filmow swiata.

Czuje się, jakbym miala na szyi nie glowe, a wiadro z mokrym cementem.

JESZCZE TYLKO KILKA DNI

„Jechalismy taką drogą z samego piasku i tam było bardzo duzo świnek i prosiaczków. Pozniej tez jechalismy tą droga, ale już ktos wszystkie swinki ZJADŁ”.

Brzmi jak kolejny sen Haniuty, a to tylko chrześnica N. opowiadala o swoich wycieczkach. Dzieci szybko dojrzewaja. Takie czasy.

A ja już nie mogę, już mam dosyc. Niedobrze mi i nie mogę już dyskutowac o globalizacji i transferach. Nie wierzę w nic, a u podstaw kazdej doktryny ekonomicznej stoi cwaniak, któremu nie chce się placic podatkow. Dajcie mi spokoj. Boli mnie glowa i kicham.

ODDAJCIE NAM NASZE PUNKTY!!!!!!!!!

A już myslalam, ze nic mnie w zyciu nie czeka, a tu proszę.

Wchodze sobie wczoraj potulnie do InMedio (za moja druga polowka chleba, czyli N., który jest kolekcjonerem roznych dziwnych miesiecznikow). On grzebie w gazetach, ja się gapie to tu, to tam, to na pana, który juz 20 minut placi 2-groszowkami za batonik LION (uwielbiamy takich), az tu nagle ŁUP! Mnie w sam czubek mozgu rewelacja z okladki MARIE CLAIRE!

Okazuje się, ze… NIE MA PUNKTU G!!!!!!
Nie ma i NIGDY NIE BYŁO, co wlasnie DOWIEDLI w sposób absolutnie PEWNY NAJLEPSI NA SWIECIE NAUKOWCY!

NIE MA!
Nie ma i trudno! Teraz trzeba wysmarkac nos, obetrzec lzy i pomyslec, co dalej, no bo… HALO!

Przez tyle lat wszystkie najlepsze na swiecie pisma (w tym Marie Claire) opisywaly:
– co to jest punkt G;
– skad się bierze punkt G i do czego sluzy (i komu);
– jak najszybciej, najpraktyczniej i najmniejszym nakladem sil i srodkow odnalezc swój punkt G, poslugujac się tylko kieszonkowym lusterkiem i odrobina nici dentystycznej;
– jak powiadomic partnera o punkcie G;
– jak nauczyc partnera odnajdywania punktu G;
– jak odnalezc radosc w upadajacym zwiazku poprzez wspolne odszukiwanie punktu G na przemian z partnerem;
– (dla feministek): jak bojkotowac punkt G;
– (dla lesbijek): jak bojkotowac nieposiadajacych punktu G;
– listy czytelniczek, które odnalazly już swój punkt G i chcialy się ta informacja ze wszystkimi podzielic;
– listy czytelniczek, które jeszcze nie odnalazly punktu G ale nie sa z tego powodu nieszczesliwe i twierdza, ze bez tego DA się zyc;
– listy czytelniczek, które nie odnalazly swojego punktu G, nie daja rady bez tego zyc i chyba się zabiją;
– listy czytelnikow z uprzejma prosba o jakas MAPKE albo PLAN, do jasnej kurwy nędzy, bo im baba nie daje spokoju.

I co, przepraszam – mamy teraz (mowie w imieniu rasy zenskiej) ODLOZYC PRECZ nasze kieszonkowe lusterka i podreczne mapki, bo BANDA JAKICHS PRYSZCZATYCH DZIWAKÓW, którzy (WIADOMO) nigdy w zyciu NAWET NIE BYLI NA RANDCE (no HALO!… Kto chodzi na randki z NAUKOWCAMI?…) stwierdzila, ze po prostu GO NIE MA? PO TYLU LATACH na to wpadli? Po tylu latach i TYLU ARTYKULACH? I co maja teraz zrobic te wszystkie panie, z których np. czesc jest SLAWNA i sa to osoby PUBLICZNE, które go ODNALAZLY i szczegolowo to w wywiadzie dla MARIE CLAIRE opisaly? ODSZCZEKAC? Przyznac się, ze tak naprawde chodzilo o zgubiony klips po babci?…

Ten facet, co się wczoraj chcial rzucic z dzwigu, to chyba po lekturze MARIE CLAIRE, bo wlasnie trzy dni temu z zona ODNALEZLI, ucieszyli się, napisali do „PANI DOMU” a tu się okazuje, ZE NIE MA i listu nie wydrukują.

Świat jest… PODŁY POŁY PODŁY. A naukowcy WREDNI.

PS. Proponuje, aby konkurencyjne wydawnictwa WYSMIALY I PODWAZYLY artykul w MC, a wrecz oglosily KONKURS: kazda pani, ktora do konca stycznia znajdzie swoj punkt, dostaje lakier do paznokci. Panie, ktore znajda dwa punkty, dodatkowo tusz do rzes, a wsrod czytelniczek ktore znajda i nakleja na kupon trzy i wiecej punktow G, rozlosowany zostanie kolorowy telewizor.

DOKAD POSZEDL MÓJ CZAS?

Wstaje rano, jade do pracy, ide na spotkanie i jest czternasta. No to chociaz kawy się napije, rozpuszczalnej neski, bo już trzeba isc na nastepne spotkanie, co się wlasnie zaczyna. Biore zatem garsc kolorowych cienkopisow, duzy zeszyt w kratke i ide. Spotkanie konczy się w okolicach osiemnastej, dzwonie do N. czy mnie jeszcze pamieta i czy odbierze mnie z roboty. Pamieta, odbiera. Kupujemy po drodze jakas bułke, zjadamy ja, ogladajac „Przyjaciol” seria 8. Po dwoch odcinkach nieprzytomna ze zmeczenia wczolguje się do lozka. Wstaje rano, N. mnie popedza, bo musi być wczesniej w pracy. Ja tez, bo w sumie mam to spotkanie na 10.00 – jak z niego wyjde, to będzie już czternasta…

No i tak to wyglada.

Dzis rano pierwszy raz uslyszalam tegorocznego KARPIA. Poplakalam się ze smiechu przy „Leci, leci PTAK – dziwnie, bo NA WZNAK”. Smiech smiechem, a KARP to niestety znak, ze swieta blisko i puste miejsce pod choinka szczerzy zęby, a ja mam pomysl na dwa (słownie DWA) prezenty. Do tego dorzuce jeszcze informacje (zupelnie gratis), ze mam demofobie – 20 sekund po wejsciu w duza, stloczona grupe ludzi lapie mnie za gardlo panika i mam ochote wrzeszczec i walic wszystkich dookoła wielkim, sękatym kijem. Brakuje mi na rynku firmy uslugowej, która zadzwonilaby do mnie pod koniec listopada („Dzien Dobry – za miesiac swieta!”) (ONI do MNIE, nie odwrotnie, rozumiemy się?), ja im daje wykaz osob i ogolne wytyczne, a oni mi 20 grudnia przynosza pod drzwi sterte pieknie zapakowanych w lsniacy papier w szkocka kratke PREZENTOW – pachnacych Gwiazdka, podpisanych czcionka Times New Roman i ozdobionych wielkimi kokardami.

A teraz biore duzy zeszyt w kratke, garsc cienkopisow i…