SNIEG W LIPCU

Caly przedwczorajszy dzien był jakis kwaśnawy, nie ukrywam – calkiem jak June, dopadly mię egzystencjalizm i melancholia z lekka nutka postmoderny jego mać. Nawet najbardziej ohydna z ohydnych pizz w stolicy – czyli to, co normalnie dziala na mnie bez pudla – zamiast poprawic humor, to mnie przytruła.

W drodze do pracy rozmyslalam o trendach i bledach w prognozowaniu. Chyba powinnam PRZESTAC TYLE PIC. W dodatku zauwazylam, ze trafiam pod ogon z prawej strony krzywej rozkladu normalnego – zwykle jestem ubrana cieplej, niż średnia uliczna. Zmarźlak?…

W DODATKU OD PONIEDZIALKU lazi za mna nastepujacy utwor (uwaga – przygrywka – iiii wszyscy razem):

Oh! – the weather outside is frightful,
But the fire is soooo delightful,
And since we’ve no place to go –
Let it snow, let it snow, let it snow!

W LIPCU?… Pory roku nie obowiazuja widac mojej ukochanej Podswiadomosci, ktora AKURAT ten tydzien wybrala sobie na obsesje na punkcie Franka Sinatry. N. mi wyrzuca, ze Sinatra to był POSPOLITY BANDZIOR, co nie jest prawda, bo bandziorem nie był, a co najwyzej GANGSTEREM – a to już znacznie bardziej romantycznie.

N. przywlókł do domu ARCYDZIEŁ pod tytulem „PEARL HARBOR”. Po dwudziestu minutach projekcji zagotowaly mi się plyny ustrojowe (plus wypite wino). OOOOO – NIE, DRODZY PANOWIE PILOCI – dobranoc! Po „Imperium slonca” Ballarda / Spielberga to ja mam SPRECYZOWANE OCZEKIWANIA jeśli chodzi o role Japonczykow w II wojnie swiatowej – i poszlam spac.

To już wole „SZKLANĄ PUŁAPKĘ” (N. z taka miloscia w oczach zlapal to pudelko w wypozyczalni… Co faceci maja z tym Willisem, zwanym Bruce, to ja nie wiem. Nie rozumiem, w glowie mi się nie miesci.). Co prawda, podczas oglądania cala się denerwuje i z tego zdenerwowania nic nie rozumiem i caly czas się pytam „No dobrze, ale DLACZEGO przywiazal do krzesla MONITOR i caly budynek WYBUCHŁ – ja mam w pracy monitor i krzeslo i JAKOS NIE WYBUCHA!”. Poza tym, blond terrorysci z niemieckim akcentem i japonska korporacja to troche za mocne polaczenie, jak na wieczor po wkurzajacym dniu, no ale wyszlam z zalozenia, ze „MULĘRÓŻ TO TO NIE JEST” i wysiedzialam do konca.

I tylko dlaczego Bruce?…

0 Replies to “SNIEG W LIPCU”

  1. Nieee…
    Mel Żibsą to jest taki wiesz – dobry przyjaciel od piwa i bilarda! Żadnego seksu, tylko męskie rozmowy o życiu.
    Tom Krujz niestety uśmiecha się nieszczerze i jest strasznie niski…

  2. Nie chciałem tego mowic…
    ale najbardziej jara mnie Motyl (to jest TRUIZM) potem Bruce Willis
    i skoro mamy babski wieczorek na ploteczki to jeszcze powiem ze Mickey Rourke tez!

  3. Bruce Willis. Ah. Jedyny mężczyzna oprocz Motyla, który mnie rusza. A tak naprawde to obejrzalem wczoraj po raz pierwszy w zyciu Priscille królową pustyni – szkoda ze Bruce tam nie grał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*