Yesterday

Szlam wczoraj deptakiem w Lublinie, w sluzbowym mundurku, obladowana Canonem, dziewczyny rozebrane, slonce swieci, a ja na bialogranatowo… Kopnelam się w kostke ze skutkiem tragicznym, na chodnikach – czyhajace komitety wyborcze – trzeba lawirowac pomiedzy Scylla a Charybda, a i tak od czasu do czasu dziabnie czlowieka wysunieta, nachalna macka.

Czasu za malo, żeby posiedziec w knajpce na chodniku, pokiwac klapkiem na palcu, skonfrontowac z rzeczywistoscia dwa kieliszki wina – i tak dobrze, ze udalo mi się uciec i uniknac podwiezienia wprost na dworzec, należy mi się chociaz spacer… Jezu – te wszystkie bluzeczki na ramiaczkach i spodnice, chyba zaraz dopadne ktoras panne, oglusze canonem, zedre z niej odziez i się przebiore…

W pociagu duszno i obowiazkowe towarzystwo dziwnych panow w niebieskich koszulach z komorka na trwale przyrosnieta do dloni (amputacja komorki grozi smiercia, wyplywem jedynych zyciodajnych fluidow z osobnika). Rozmowy: “Czesc, Krzysiek! Rozmawiales już z Andrzejem? Czesc, Andrzej! Rozmawiales może z Krzyskiem? Czesc, Slawek! Wiesz, rozmawialem z Krzyskiem, ale on jeszcze nie rozmawial z Andrzejem!… No czesc Andrzej! To jak, bo rozmawialem o tobie ze Slawkiem…”… GAAAAAAAH!

Powerade z lodowki po 30 sekundach zmienila się w Powerade z mikrofalowki, a glowa postanowila wzorem naszych przodkow – ameb – podzielic się na DWIE GLOWY… Pomogl dopiero ON – jak zwykle, w przeciwienstwie do mnie, efektywny, energiczny i zaradny. Jak to jest, ze on idzie przez zycie jak skalpel, a ja wloke za soba wiecznie przydeptany ogon?

W odpowiedzi na moje spojrzenie jamnika, który namierzyl parowke, odkorkowal bulgarskiego chardonnay i zycie stalo się prostsze. Jestem szczesliwym czlowiekiem 🙂

0 Replies to “Yesterday”

  1. …zwykle pracuje w ZAKIECIE, ale w taki upal bylam po prostu w BIALEJ KOSZULI 🙂

    Poza tym przeciez jestem NIEPRZEJEDNANA PACYFISTKA…

  2. Wiesz co… mówiłem, że miałem ZGAGE 2 razy – czyli że paliła mnie rura. WSTYD kobieto, o czym Ty myślisz – ale podoba mi się Pani tok rozumowania

  3. Do obiadu piłem jakieś węgierskie pół słodkie wino (kurwa, tylko czemu korek z Ljubljany) potem była Irish Cofee, a przed snem pierdolnąłem jednego Balentinesa… Rura w nocy zapaliła dwa razy. Ech kurwa, starzeje się…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*