O ZUCHWAŁEJ GRABIEŻY

No nie, tego już za wiele: Szpilmanowa rąbnęła mi ukochaną letnią tunikę z Desiguala! Na wszystkie wakacyjne wyjazdy ze mną jeździła, w mój ulubiony wzór – mandale i kolibry, od wczoraj szukam bo w końcu ciepło – nie ma. NIE MA! Zakwasów dostałam od przekopywania półek i szuflad w komodach (co wiele mówi o mojej ekhm, KONDYCJI fizycznej). Akurat TA jej się spodobała! Mam kilka białych indyjskich, nawet bym nie zauważyła, gdyby jedną podprowadziła, ale nie, nieee! Musiała moją ULUBIONĄ. 

Coś okropnego, taki rozpanoszony duch.

Natomiast z miłych wydarzeń – to doczekałam się własnych super ekologicznych i z wolnego chowu PIECZAREK!

To znaczy – CHYBA to są pieczarki, podobno trzeba sprawdzić od spodu żeby wiedzieć, ale na razie żadnej nie ruszamy. Może goście na grillu się poczęstują, ale na wszelki wypadek wydrukuję kilka formularzy oświadczenia o odpowiedzialności własnej. 

Szukałam czegoś na Netlixie i natknęłam się na „Diunę” Lyncha z 1984 roku. Pamiętam, że dawno temu wszyscy na nią jechali, a mnie się podobała, więc postanowiłam obejrzeć. No niestety – podobała mi się chyba tylko z miłości do „Diuny” i agenta Coopera (a z krostami Barona Harkonnena doprawdy przesadzili). Wobec powyższego – już nie jestem zła, że kręcą nową. W końcu nawet Sheldon Cooper zaakceptował Zachary’ego Quinto jako nowego Spocka. 

Urocze ptaszyny obesrały poduszki na leżakach. Mają do dyspozycji cały ogródek i okolice, ale nie – najlepiej się wypróżnia NA PODUSZKI. I niech mi ktoś powie, że przyroda nie jest złośliwa.

11 Replies to “O ZUCHWAŁEJ GRABIEŻY”

  1. Ja z góry przepraszam, ja w kwestii formalnej… Dlaczego ten „znikacz” przedmiotów ma na imię akurat Szpilmanowa ? Pozdrawiam upalnie i przedburzowo…. Ania B.

    • A to jest skomplikowana historia która ewoluowała – w skrócie to chyba było tak, że odkryłam, że mamy w domu jakiś byt równoległy, który z nami mieszka, ale go nie widujemy. Czyli prawie jak Szpilman. Ale z zachowania to wyszło nam, że to musi być kobieta – no więc została Szpilmanowa.

  2. Szpilmanowa ukradła mi ugniataczkę do ziemniaków. Przygotowałam wszystko na ruskie pierogi- a sprzętu do ugniatania brak. Szukam drugi tydzień. NIE MA!

  3. Tak, zgadzam się. Rok temu ptasior wpadł przez okno do mojego świeżo wymalowanego Tikurillą mieszkania, i latał jak oszalały zostawiając FIOLETOWE plamy na ścianach, oknach, zasłonach….Bo najpierw obżarł się gad jagodami kamczackimi. I straty były podwójne- zeżarte jagody i obs**ne ściany. To dopiero była jazda, zmyć te „malunki”. Jeden z uroków posiadania domku z ogródkiem. Wrrrrr…..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*