O POWROCIE Z ŁONA PRZYRODY

W pierwszych słowach mojego listu chciałabym zadać pytanie, kim jest niewątpliwy zwyrol, który wpadł na pomysł, żeby FARBOWAĆ BIAŁE ROBAKI. One i tak są ohydne same z siebie, a pomalowane na kilka kolorów są psychodelicznie potworne. I wcale ryby na nie nie brały, tylko na chleb i kukurydzę. Najwyraźniej konserwatywne mazurskie liny nie były zainteresowane tęczowym obrzydlistwem z białych robali. 

W ogóle brały okazy że tak to ujmę raczej akwarystyczne, może większe od gupika, ale niespecjalnie. Byłam notorycznie wyrzucana z pomostu za moje delikatne uwagi o sadystach, którzy kaleczą zwierzęta dla zabawy (nikt nie lubi słuchać głosu sumienia, taka prawda). Największym okazem jaki został złapany była WAŻKA, która rzuciła się na robaka i całkowicie oplątała żyłką, a następnie próbowała odlecieć z całą wędką – a wielka była, jak śmigłowiec marszałka Kuchcińskiego. 

A bocianów było MNÓSTWO, chodziły za maszynami rolniczymi na polach, uczyły się latać – na razie nawet jeszcze nie sejmikowały, ale widać, że to już niedługo. Ech. 

Jak zwykle się przeżarłam (chociaż smażalnia w Kruklankach się popsuła, wpychają na siłę gigantyczne porcje ryby), a jednego razu wywiązała się długa i w sumie nierozstrzygnięta dyskusja o wyższości kiszki ziemniaczanej nad babką ziemniaczaną i na odwrót. Nie wiem po co się kłócić, zamiast jeść jedno i drugie. Ze śmietaną oczywiście.

A teraz czeka nas wesele i już chce mi się płakać, bo wszyscy wiedzą, jak ja przepadam za takimi imprezami. Ale idziemy, bo to wesele zaprzyjaźnionego prawnika – jak w końcu popełnię morderstwo, a ten dzień się zbliża, jestem o to zupełnie spokojna (nawet dziś mi się śniło, że już zamordowałam), to ktoś musi mnie z tego wyciągnąć. Albo chociaż wytargować jakieś fajne więzienie.

PS. Wracam, a tu a) pająki na oknie kuchennym się przegrupowały oraz b) olejek do włosów się wylał w szafce – WSZYSTKO SIĘ LEPI. Cholera żesz.

12 Replies to “O POWROCIE Z ŁONA PRZYRODY”

  1. w Kruklankach jest babka/kiszka ziemniaczana??????? GDZIE?!?!?!?!?!??!!??
    Ostatnio jadłam pod Suwałkami i były wysuszone w piecu konwekcyjnym 🙁

    • W Kruklankach kiszka, w wędzarni z miejscowymi wyrobami, a z kolei babka ziemniaczana w super restauracji z wieżą widokową, obok Starych Juch (Juchów?). Tam zresztą wszystko pyszne, nawet domowy podpiwek mają!

    • No ja nie wiem… Pozytywny wpis Baśki zaniepokoiłby mnie bardzo. Podejrzewałabym jakiś guz w mózgu, bo podobno zmienia osobowość. Lżejszą opcją byłoby dorwanie się do psychotropów – zdaje się – ciotki 😉

    • Właśnie! Wesoły wpis i co jeszcze? Może sukienki z falbankami zacznę nosić? Przecież to by się Ziemia na lewą stronę wywinęła, magmą do wierzchu.

  2. Wyglada ze mialas fajne wczasy i wedkowanie.
    Bardzo czesto stare, wyprobowane sposoby sa skuteczniejsze niz nowe – nawet ryby widac wola tradycyjny przynete-chleb niz nowoczesna tecze.

  3. Ach, Kruklanki, Jakunówki, a tuż obok Kuty, w których (w magicznym domu, zagubionym wśród łąk i lasów) spędziliśmy niejeden magiczny weekend. Tam jest jak na końcu świata. 🙂

    • Naprawdę tam pięknie. Krajobrazy to tylko oprawić w ramkę i patrzeć i wzdychać, a i masy ludzkiej nie za dużo, a deweloperów jeszcze się nie nalazło, a te co się nalazły to jakoś tak z umiarem postawiły, wpisujące się w krajobraz.
      I zwierzątek wszelakich bardzo dużo, niestety również much. Ale na muchy przepiękne klapki – ścierwotłuczki kupiliśmy w kiosku w Kruklankach! W kształcie KWIATÓW NA ŁODYŻCE. Nic piękniejszego w życiu muchy się wydarzyć nie może, niż być rozplaskaną taką piękną klapką.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*