O WYDARZENIACH LOKALNYCH

Mam poniedziałkowe wilcze doły: śmieci podrożały, czynsz podrożał oraz jest zimno. I jak tu nie przeklinać i zachowywać się konserwatywnie z umiarem? No nie da się. Jedno co dobre w tym wszystkim, że trochę popadało.

Kupiłam natomiast pachnące patyczki do przedpokoju, wśród opisów zapachów (opisów zapachów!…) szukałam jakiegoś najmniej agresywnego i tak jakoś mi się wydawało, że „karaibska plaża” brzmi nieźle, no bo co na plaży pachnie: morze, piasek, czasem olejek do opalania. Odpakowałam w domu… No, jeśli na tych Karaibach TAK ŚMIERDZI, to dobrze że tam nigdy nie byłam oraz nie wybieram się. Po pół dnia wywaliłam patyczki precz, nie dało się żyć pod jednym dachem z tym obrzydlistwem.

Natomiast na Fejsbuku wyskoczyła mi strona lokalnego tygodnika, opisującego wydarzenia w moim pięknym mieście. Od razu pierwszy artykuł opisywał odnalezienie zwłok pacjenta na dachu szpitala. Pacjent jakoś tam się zgubił personelowi dwa dni wcześniej, wiadomo że nikt za nim specjalnie nie tęsknił, bo pacjenci w szpitalu to zło konieczne – jeden zginął, to przyjdzie pięciu następnych. Tylko zamiast odnaleźć się jak Bóg przykazał gdzieś pod okolicznym monopolowym w dobrym humorze i zacnym towarzystwie, to się objawił nieżywy i na dachu. Ekscentryk.

I od razu następny artykuł był o lokatorach pewnej kamienicy, których tłucze sąsiadka chora na schizofrenię. Nawet ją zamknęli w jakimś zakładzie, ale uciekła i od tamtej pory trwa PROCEDURA i nic obywatelce zrobić nie można, zresztą specjalnie żadna instytucja się nie poczuwa. A pani dalej rzuca się na ludzi i ich bije.

Więc jeśli ktoś uważa, że cywilizacja idzie do przodu, a kraj wraz ze światem zmienia się na lepsze, to zapraszamy do Żyrardowa, gdzie zostanie obrany z tych złudzeń jak mandarynka.

A może po prostu pierdolnąć to wszystko i popaść w alkoholizm, żeby się dopasować do otaczającej rzeczywistości? Jakoś nie słyszałam, żeby alkoholik się martwił cenami śmieci. Albo czymkolwiek w zasadzie. I cholesterol im się w żyłach nie odkłada.

Pomysł wart rozważenia.

14 Replies to “O WYDARZENIACH LOKALNYCH”

    • Bo najlepiej w palnik daje rozpuszczalnik. Po muchozolu nabierasz koloru. A po borygu – świat pełen przygód. Tylko ten, no… denaturat, nie rusza akurat. (A po benzynie migrena jedynie) 😉

  1. W mojej kamieniczce jacyś ludzie wykupili suterenę NA WŁASNOŚĆ i zainstalowali tam młodego chłopaka z rodziny. Żeby mieć go jak najdalej od siebie.
    Chłopak chleje, ale nie w tym rzecz.
    Otóż w pijanym widzie gubi klucze od bramki do ogrodu i od bramy do kamienicy, i dzwoni domofonem do lokatorów, żeby go wpuścili.
    Od drugiej w nocy do jakiejś piątej rano. Z częstotliwością co pięć minut.
    Codziennie.

    Od tygodnia śpię po dwie – trzy godziny na dobę.

      • Sąsiad zepsuł swój. Ja wynajmuję, nie mogę swojego zepsuć.
        Facet po wejściu do ogródka górą, przez płot, kopie w bramę. Z taką samą częstotliwością, jak dzwoni.
        Mieszkam na parterze, tuż obok bramy.

          • Aaaa, a ja myślałam, że jestem taka genialna w rozwiązaniu problemu. Często się zdarza, że się mylę w tej kwestii.

  2. Twoje teksty NIE NADAJĄ się do czytania w kolejce do lekarza w przychodni.
    Tu z boku baba opowiada wszem i wobec o tym, jak matka jej znajomej zakaszlała i rozpoznali jej zwapnienie płuc (kaszlę obecnie jak długoletni pracownik cementowni), a ja tu czytam o ekscentrycznym trupie w Żyrardowie i wejdę do gabinetu z pogryzioną wargą. No bo przecież musiałam coś robić, żeby nie ryczeć śmiechem!
    😂😂😂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*