O UPRZEJMYM GUZIE

No więc większość tych redditowych wynurzeń to takie sobie „grałem w PSP3 i nagle kątem oka zobaczyłem wysoką postać w czarnej bluzie z kapturem, a byłem sam w domu OMG!”, ale zdarzają się i perełki. Jak ta o jednej pani, do której odezwał się jej własny guz mózgu. Pewnego dnia usłyszała miły ale stanowczy głos, który powiedział, że jest jej guzem mózgu i wyjaśnił, do którego ma iść szpitala i lekarza. Ponieważ to było w Wielkiej Brytanii, to poszła do swojego GP, który popukał ją w kolano i uznał, że jest zdrowa, histeryzuje i nie potrzebuje dalszych badań, za to dał jej psychotropy na niepokój i halucynacje słuchowe. Guz jednak nie odpuścił, bardzo uprzejmie nalegał, żeby jednak poszła do szpitala i nawet skierował ją do konkretnej części szpitala, w którym robi się badania obrazowe; dla uwiarygodnienia powiedział, w której części mózgu się znajduje. Babka poszła do lekarza ponownie, nie odpuściła i rzeczywiście tomografia wykazała guza w tym miejscu, w którym powiedział, że będzie. Szybko ją zoperowali, a po operacji uprzejmy guz odezwał się ostatni raz – że jest zadowolony, że wszystko dobrze się skończyło.

Podobno przypadek jest opublikowany w British Journal of Medicine (czy tam Cancer), a ja bardzo bym chciała, żeby wszystkie choroby były takie dobrze wychowane i się anonsowały. Chociaż gdyby powyższa historia przydarzyła się mnie, to pewnie skończyłoby się na tej pierwszej wizycie – ucieszyłabym się z recepty na psychotropy, a dialogi z guzem wcale by mi nie przeszkadzały, przynajmniej miałabym z kim pogadać.

Poza tym nie da się ukryć, że jest ciepło, BARDZO CIEPŁO, i nie narzekałabym, gdyby jednak trochę temperatura spadała na noc. Bo rano mam konsystencję drożdżowego pampucha ugotowanego na parze. Ale najbardziej mi żal Szczypawki, która jest wyraźnie nieszczęśliwa (nie pomaga również to, że znowu dwa dni miała orkiestrę w kiszkach, bo zeżarła jakieś świństwo). 

N. przyniósł z Lidla lody Brazilian Coffee – naprawdę dobre. Lubię kawowe lody, a te są nieprzesłodzone i nie za bardzo mleczne. I twarde. Mocne espresso z łyżką skondensowanego mleka – jak cafe bombon na Kanarach. Ale w taki upał nie chce się jeść, nawet lodów. Chyba że frytki. Frytki zjadłabym ZAWSZE.

12 Replies to “O UPRZEJMYM GUZIE”

  1. No tak, ten guz najwyraźniej nie był złośliwy, bo złośliwy gówno by jej powiedział.

    Kurczę, jak ja mam dosyć tych upałów! Ja rozumiem, że w hamakach, batystowych tunikach i z zimnym arbuzem pod pachą może być fajnie, ale z taczką i wiadrem już trochę gorzej (oczywiście WIEM, że mogłam zostać astronautką i siedzieć sobie w zimnym kosmosie badając jakieś praszczątki, i że sama sobie wybrałam ten los, no ale nie tylko ja zdycham – rośliny, zwierzęta, wszyscy mają dość!).
    I serdeczne pozdrowienia dla Szczypawki 🙂

    A tak a propos frytek – zimą oglądałam taką brytyjską serię dokumentalną o ludziach, co mają różne dziwactwa, i był odcinek o babce, która przez bodaj 15 lat nie jadła nic innego, jak tylko „cheesy potatoes”. To mogły być frytki, zapiekane ziemniaczki, grillowane ziemniaczki, no różnej maści ziemniaczki, obowiązkowo posypane tartym serem żółtym. I tylko to. Ona dostawała odruchu wymiotnego na sam zapach np. gotowanych warzyw (innych niż ziemniaczki), mięsa, czy w ogóle czegokolwiek prócz tych cheesy potatoes. I po obejrzeniu tego odcinka, a pokazywali tam różne wersje cheesy potatoes, miałam taką ochotę na te frytki z żółtym serem, że aż mnie skręcało. Tylko że zimą droga do kuchni była tak daleka, a patelnia wydawała się tak ciężka, że skończyło się na marzeniach.

  2. Gadający guz mózgu to mistrzostwo świata!
    A może to był eksperyment i pani miała tego guza z nanitów? Stąd ta uprzejmość i troska oraz dialog.
    Upałów nie cierpię. Przy niskiej wilgotności jest jeszcze po japońsku, ale gdy wilgotność wzrasta, leci moja chęć do czegokolwiek. Wtedy tylko arbuz z lodówki trochę ożywia.

    • Miło się dowiedzieć, że nie tylko ja nie cierpię upałów.
      Napełniłam wannę zimną wodą i zanurzam się parę razy w dzień i parę w nocy. Do tego mrożony arbuz i woda z cytryną.
      Koty śpią w umywalce.

  3. najpierw uprzejmie plakalas ze klapeczki schna w szafie i lodowato teraz marudzisz ze goraco – taka jakas niezdecydowana jestes – u mnie slonce i zimno tzn w srodku dnia mozna nawet zdjac kurtke

    • NIe narzekam, nawet się cieszę, że żreć się nie chce! Psiny mi żal było, w dodatku okazało się, że nie jest tylko osowiała od upału, ale ma problemy z kręgosłupem. Dostała proszki i mamy dużo leżeć. No to leżymy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*