O ZAGADKOWYM UPOMINKU

Nie wiem jak u Państwa – u nas od rana pada śnieg. ŚNIEG. Niech mi ktoś poda valium albo siekierę.

Ale dobra, zawał nie zając – dziś będzie o prezentach, które sobie przywieźliśmy, a zwłaszcza o jednym. Najchętniej przywozimy sobie upominki ze sklepów spożywczych – paprykę, saszetki do paelli, sól w płatkach, a ostatnio pudełeczka z szynką iberico krojoną w kosteczkę. To jest fantastyczna sprawa, bo szynka jest za droga i za pyszna, żeby cokolwiek się marnowało (a oni tam bardzo szanują jedzenie, bo upieram się, że u nas nie), więc to co zostanie na nodze, a nie da się pokroić w piękne plasterki, jest krojone w kosteczkę i pakowane do małych pudełeczek. I można sobie takie kostki najpyszniejszej szynki kupić za naprawdę niewielki pieniądz do jajecznicy, do tortilli, do sosów, no i oczywiście dla Szczypawki. A tym razem kupiliśmy COŚ TAKIEGO:

Zgodnie z opisem na etykiecie – jest to cukier trzcinowy. W kawałku. Nigdy czegoś takiego nie widziałam, więc oczywiście MUSIELIŚMY kupić i przywieźć, a teraz kompletnie nie mam pojęcia, co z tym zrobić. Zwierzątkom jako lizawki nie wywieszę, bo chyba nie powinny jeść cukru? Mam jeszcze mały promyczek nadziei, że skoro pochodzi z Kolumbii, to przy rozbijaniu trafi nam się miła niespodzianka w postaci miłej paczuszki z kokainką w środeczku – bo pewnie skończy się na rozbijaniu, bo do czego można to zużyć?… (Bimber – na pewno da się z tego zrobić bimber).

 Oczywiście zapomniałam rzeżuchę na święta wysiać. Będą smętne blade kiełki, zamiast zielonej łączki. Wszystko przez pogodę.

22 Replies to “O ZAGADKOWYM UPOMINKU”

  1. W Kolumbii takie krążki cukru są bardzo popularne, czasami w wersji aromatyzowanej limonką albo maracują. Odłupują po kawałku, zalewają wrzątkiem i piją kilka razy dziennie, bo uważają, że zdrowe. Można więc powiedzieć, że kupiłaś sobie lekarstwo : )

  2. a czy to czasem nie jest cukier palmowy ?? mam taki w kuchni na stanie , moje chłopaki lubią eksperymenty orientalne i kupują różne przyprawy z dalekiego wschodu , używają go do potraw azjatyckich

  3. U mnie dzisiaj rano też padał śnieg. Dobrze, że do tej pory nie miałam kiedy umyć okien. Czuję się usprawiedliwiona 🙂
    Z prezentów zagranicznych też najbardziej lubię te spożywcze. Najlepiej płynne i z procentami 😉 Chociaż te tańsze trunki najlepiej smakują TAM i WTEDY, po przywiezieniu do kraju to już nie to. (nie dotyczy wina z Lanzarote).

    • TAK! Zdecydowanie zasada terroir to nie jest wymysł – nawet smak powietrza ma znaczenie, tak twierdzą i coś w tym jest. W domu tak nie smakuje i już.

  4. Cała nadzieja w jakiejś niespodziance w środku! A – swoją drogą – nie wpadłam wcześniej o takim sposobie przemytu – muszę zapamiętać… ;)))
    Ostatnio przywiozłam z Teneryfy moje ulubione sosy w słoiczkach: Mojo Verde i Mojo Rojo. Ten Verde zeżarłam szybciutko, ale ten Rojo to był super zakup – chyba na lata (mi starczy). Tamtejszy był jakiś mniej pikantny. Ten wypala trzewia i zionie się ogniem!

    • A to trzeba dodać dobrego majonezu albo oliwy z octem i wodą – my też kupowaliśmy te sosy albo same zioła w proszku do ich produkcji i można je dowolnie rozcieńczać. Zielony dla mnie lepszy 🙂

      • Mojo wymiata, wywiezlismy z Lanzarote w proszku w takich ilosciach, ze na 10 lat wystarczy, ja tez wole zielony, ale tu jest zdanie podzielone, maz woli czerwony;) Cala zime polowalismy na ziemniaki do raclettu(a?) w Aldi, bo najlepsze;)

    • Bardzo proszę bez takich mi tu! Tylko zawał na święta mi potrzebny!
      To jest bardzo twarde i by się zgniótł. No i czym by oddychał? Pozostańmy przy kokainie, bardzo proszę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*