O POGODZIE NIE DO UWIERZENIA W POŁOWIE LUTEGO

Chciałam klimat śródziemnomorski? WUALA – wczoraj w Świnoujściu przy promenadzie wszystkie stoliki na zewnątrz ZAJĘTE. Słońce, ciemne okulary, błękit nieba, rozpięta kurtka – w POŁOWIE LUTEGO! Jednym słowem koniec świata chyba idzie, nawet ludzie mnie prawie nie denerwowali (było tyle ludzi, że nawet nie chcę sobie wyobrażać, JAK tam musi być latem!), oprócz jednego buca, który zaparkował terenówką na samym przejściu dla pieszych i nic nie było widać – świnia jedna. 

Zjadłam gofra, zjadłam dorsza, a Szczypawka jak gwiazda burleski zbierała uśmiechy, całuski i zawierała znajomości. No więc jedna yorkówna na naszym osiedlu ma na imię Halinka. HALINKA! W życiu bym nie wpadła na to, żeby psa nazwać Halinka, ale może po prostu jest podobna do jakiejś Halinki, z twarzy albo z charakteru. 

Tylko nie było łabędzi nad morzem, ani jednego. Ani kaczek (kilka przy wiatraku, ze trzy pary). Może to dlatego, że morze uciekło daleko  od brzegu i został sam mokry piach, a może po prostu mają dosyć i poleciały gdzieś, gdzie jest fajniej.

No i wróciliśmy – ja bez czucia w nogach, gdyż moja kudłata panienka PRZEZ CAŁĄ DROGĘ musi pańci leżeć na kolanach. Ma swoją budę na tylnym siedzeniu, ma rozłożony kocyk, ale nie – najwygodniejsze kolana. Co poradzić, taka miłość wymaga poświęceń, mogę przez parę dni nie mieć czucia w nogach, w końcu bez przesady, żaden ze mnie maratończyk.

W międzyczasie wysłałam koleżance linka do sukienki która mi się wyświetliła, a jest bardzo w jej stylu, i dostałam odpowiedź. Że dekolt jest żałośnie mały, a to ostatnie lata pokazywania cycków i ona nie zamierza z tego rezygnować. I bardzo słusznie (gdybym miała co, to też bym pewnie pokazywała).

30 Replies to “O POGODZIE NIE DO UWIERZENIA W POŁOWIE LUTEGO”

  1. U nas na Wschodzie jakos nie uchodzilo zwierzynie dawac ludzkich imion, z czego probowalam sie wylamac i buntowniczo nazwalam swojego rudego kota „Leon”. Moi rodzice przechrzcili wiec go natychmiast na dwa nazwiska z TV (zobaczone bodajze na liscie plac do popularnego przed epoka wegla kamiennego programu „Tata, a Marcin powiedzial”) i kot zostal „Fukaczem-Cebula”. Ich kolejne koty nazywaly sie „Myszka”(tak, tak) i „Pikap”.
    A moj calkiem wspolczesny futrzak (w temacie zwierzat jestem jak Kanionek:kazdy z moich kotow jest najpiekniejszy) ma na imie Jax, poniewaz jestem zagorzala fanka „Synow anarchii…”…

  2. Nasze psy mają motoryzacyjne imiona: pochodzący z całego samochodowego miotu Maybach i jego towarzysz Porsche, wdzięcznie nazwani w duecie przez nasze psiarskie towarzystwo „Samochodzikami”. Imiona pasują do nich doskonale. 😀

  3. TO STRASZNE!!!!! Co Wy tu o imionkach gadacie, zamiast odnieść się do najważniejszego: W PEWNYM WIEKU CYCKI POKAZUJCIE, bo potem może nie być czego pokazywać :)))))))))))))))))))))))

  4. Raz widziałam staruszkę, której w parku uciekł taki trzęsący się ratlerek na rachitycznych nóżkach.
    A ona wołała za nim: – Wicher! Wicher! Do nogi!

  5. Phi, a wczoraj słyszałam jak pańcia do jakiejś chudzinki na cienkich nózkach (taki pies kieszonkowiec) ubranej w rózowy peniuar z futerkiem wolała Dżesika. Można?
    U mnie Ryszard i Robin, koty.

  6. Moja ukochana suka miała na imię Lolita, zaś równie ukochany kot – Gustaw. Obecnie mam w domu 2 koty – Zuzannę, czyli królewnę Zuzię, i Eliota, na co dzień zwanego Elim lub – z racji prezentowanego poziomu zachowań różnych – Gupkiem.

  7. Sąsiedzi mają spaniela Kazka 🙂
    a kamieniczna kotka (wspólna, cały dom jest jej) z uwagi na charakter
    nosi wdzięczne imię Zaraza 🙂

  8. Miałyśmy w pracy poziomkę w doniczce, miała na imię Halinka…

    Mój pies jest Wika od jaśniepańskiego Viva la Musica. Kiedyś spowodowało to zabawną sytuację, gdzie zaczepiła mnie dziewczyna, że też ma córeczkę Wikę – Wiktorię i może się umówimy. Przestała się do mnie odzywać, jak jej powiedziałam, że to pies 😉

  9. U mnie w domu dwa koty:
    Kazimierz – po pradziadku
    Manio czyli Marian – po sąsiedzie
    i pieska dziewczyna Mola, od Marioli aczkolwiek z racji charakteru nazywana po prostu Milenką. 🙂 Milenka jest słusznej budowy pitbulem z uśmiechem do świata ludzkiego (do psiego mniej), która w pełni zasłużyła na swoje imię. 🙂

  10. Kiedyś na spacerze spotkaliśmy psa o imieniu Filipek. Bardzo nas to ucieszyło, a właściciel Filipka był zdziwiony naszym zdziwieniem. I zapytał, jak się nasz nazywa i pierwszy raz było mi trochę wstyd, ze tylko Fafik. Bo przecież mógł mieć na imię Bohdan.

  11. Halinka 😍
    Jakiś czas temu wymyśliłam, że yorka nazwałabym Jurek, bo tak mi wyszło z zabawy w transformację słowa „york”.

    Cieszę się, że pogoda dopisała, bo na wschodzie mieliśmy chmury od Łukaszenki, niech mu nasze żubry czy dziki przechodzące przez zieloną granicę obszczają bramę daczy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*