O ŚPIĄCZCE I CHURCHILLU

W zasadzie na koniec roku to przyszłam się pożegnać, ponieważ od czterech dni boli mnie łeb, mam światłowstręt i na okrągło śpię. Czyli oczywiście zdiagnozowałam sobie encephalitis lethargica, tylko trudno będzie u mnie stwierdzić katatonię. Bo zazwyczaj niewiele się ruszam, więc jak tu przyjąć punkt odniesienia – od kiedy to choroba, a kiedy stan normalny?

A skąd miałabym podłapać wirusa? Oczywiście OD DZIECKA. Wiadomo, że najgorsze wirusy roznoszą dzieci, na ich ciepłych, wilgotnych łapkach zachodzą wszelkie zjadliwe mutacje i właściwie zamiast produkować broń biologiczną, powinno się zapraszać na występy do przedszkola. Dwa kółeczka „My jesteśmy krasnoludki” i po krzyku, każdy komandos padnie. 

Film o Churchillu widzieliśmy – bardzo mi się podobał. Gary Oldman (którego uwielbiam) tylko na pierwszy rzut oka nie do poznania pod charakteryzacją, a Kristin Scott Thomas za młoda (ona ma taką arystokratyczną urodę zatrzymaną w czasie); rzeczywiście sporo patosu, ale takie były czasy. No i miałam nadzieję na trochę więcej Churchilla w Churchillu, jak jedna ze scen, kiedy siedział w swoim loo i zadzwonił ktoś z Parlamentu – „Powiedzcie mu, że jestem na zamkniętym posiedzeniu i  mogę się zajmować tylko jednym gównem naraz”. NIe wiem kiedy minęły dwie godziny, jak dla mnie – mógłby mieć drugą część albo niech zrobią serial (ale koniecznie z Gary Oldmanem). 

A co do dzisiaj, to nawet N. się martwił, jak my wytrzymamy do północy. Piżamę elegancką mam już naszykowaną. Wszystkiego naj i jak najmniej strzelających o północy idiotów życzę.

16 Replies to “O ŚPIĄCZCE I CHURCHILLU”

  1. Szczypawka się nie boi strzelania – ten mały zadzior się niczego nie boi, oprócz kąpania i weterynarza – ale większość zwierzaków się boi, a mi najbardziej żal ptaków. Ciemno, zimno i dokąd one mają biedaki polecieć w środku nocy, gdzie się schować?
    A co do kóz, to ja bym wnosiła o czytanie kozom codziennie – najlepiej „Pamiętnika znalezionego w Saragossie”. Wyobrażacie sobie, jakie mleko będą dawać po czymś takim? 🙂

  2. Obejrzałam tego Churchilla i nie mogę pojąć, jak go do tej pory przegapiłam, albowiem jestem fanką brytyjskości w starym XX wiecznym wydaniu 🙂 Wizualnie i muzycznie mnie powalił, patosu faktycznie jest sporo, ale bez przegięcia moim zdaniem. Charakteryzacja rewelacyjna, Halifax na zdjęciach wygląda niemal identycznie jak w filmie 🙂 Więc w sumie dzięki wielkie za podpowiedź, jak rozpocząć Nowy Rok w dobrym stylu 🙂 A serial powinien być, obowiązkowo 🙂

  3. Spędziłam Sylwestra i Nowy Rok z Churchillem. Zaczęłam oglądać tak po północy, ale wymieszałam szampana z piccolo moich dzieci i się chyba w końcu upiłam (tudzież cukier z piccolo mnie powalił), bo padłam. Kontynuowałam już rano, przy radosnym dźwięku pralki sąsiadów.
    Tylko oglądanie zepsuło mi nerwowe zerkanie na zegar tak od połowy filmu, bo jak dla mnie, film ten powinien trwać przynajmniej kilka godzin, a nie dwie, więc tak, MUSI być serial, ale tylko z Oldmanem.

    Żona Churchilla też świetna! Dziwię się, że mając taką kobietę u swego boku, był przeciwnikiem praw wyborczych dla kobiet.

  4. Zdrowia i jeszcze więcej zdrowia! I także jeszcze więcej wpisów, najlepiej codziennie i oby się spełniło! Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!

  5. w ogóle jak najmniej idiotów wkoło życzę nie tylko tych strzelających.
    Zdrowia i spokoju raz świetnych seriali i książek, żeby źródełko nigdy nie wyschło.
    Popieram też Kanionkowy wywód na temat zachowań obniżających poziom stresu u zwierzaków w sylwestrową noc.

  6. Mnie łeb boli dopiero od wczoraj, ale huśtawka ciśnienia atmosferycznego dopiero się rozkręca, więc trzymam się mocno swojego krzesełka wyściełanego solpadeiną. Wszystkiego dobrego w nowym roku!

    (Czy mogę trzy zdania o zwierzakach, co cierpią w sylwestra? Dawno temu znajomy parający się psią tresurą (dzisiaj to się nazywa behawiorystyka i szkolenie) powiedział mi, że nie wolno „litować się” i „biedulkować” psu/kotu, który się boi wystrzałów i fajerwerków. Należy robić coś dokładnie przeciwnego: śmiać się, zachowywać swobodnie i naturalnie, jak gdyby nigdy nic, i wręcz udawać, że nie widzimy tej kulki nieszczęścia wtulonej w kącik pod stołem. Bo gdy chodzimy po domu wkurzeni, sfrustrowani i przerażeni stanem psychicznym naszego pupila, doskakując do niego co chwila, żeby przytulić/pożałować/zmierzyć temperaturę/zalać łzami, to zwierzak nie ma pojęcia, że chcemy go pocieszyć, tylko myśli: rany boskie, naprawdę dzieje się coś strasznego, skoro nawet mój człowiek jest przerażony. I to podobno potęguje w nim poczucie grozy. To jest oczywiście wbrew naszemu naturalnemu instynktowi i jest bardzo trudne do zrealizowania, ale z drugiej strony – człowiek już tak niewiele ma z naturą wspólnego, że może faktycznie jej nie rozumie i zamiast pomagać – szkodzi?
    Przetestowałam ten sposób na swoim „miejskim” psie, którego miałam od szczeniaka, i w jego przypadku to się sprawdziło. Nigdy nie miał problemu w sylwestra, wychodził z nami na balkon i machał ogonem, gdy niebo huczało, gwizdało i świeciło jak wiejska dyskoteka.
    Moje kozy boją się strzałów (naturalny instynkt roślinożercy?), więc gdy każdej jesieni, 150 metrów od naszego domu odbywa się coroczne, zorganizowane polowanie, to ja idę do koziarni i opowiadam kozom kawały o babie, co przyszła do lekarza. Nie śmieją się, co prawda, bo te kawały mają dłuższą brodę niż moje kozy, ale mam wrażenie, że trochę im raźniej. Czego Wam i Waszym zwierzakom życzę 🙂

      • Ale może nie w czasie polowania, bo jak będzie taka duża zmiana, to kozy pomyślą „o, chyba będzie grubo, skoro sięga po aż takie środki”. Najlepiej już dużo wcześniej przygotowywać je do zmiany 😉

  7. Najlepszego! Wielu wycieczek do tapas barów w Hiszpanii i dużo ciepła na co dzień.
    P.S. U nas idioci strzelają od wczoraj, z rosnącą częstotliwością (nielegalnie chyba?). A miasto w tym roku zrezygnowało, będzie pokaz laserów. Też ładny. Ja zapewne i tak go prześpię. 😀

    • Ps.ps. Przeczytałam w końcu Arystokratkę na koniu – i jeśli ktoś jeszcze nie czytał to polecam serdecznie. Śmieszniejsza chyba nawet od pierwszego tomu, bo ta śmieszność tak bardziej po równo rozłożona.

  8. Gdyby idioci strzelali tylko o północy, to ja bym się nawet nie skrzywiła, ta ogólna łomotanina i kanonada jest łatwiejsza do zniesienia niż nagłe sru-jebut znienacka przez ponad dobę. Mój biedny kot ma tzw. kompleks Polski (chociaż z pochodzenia jest famando-walonem) i za każdym razem myśli, że to do niego strzelają, fachowo ucieka zakosami i cały się trzęsie, a ja znim, tyle, że mną trzęsie złość.

    • Ponieważ mieszkam tuż za płotem Karkonoskiego Parku Narodowego, obowiązuje u nas całkowity zakaz detonowania petard. Ciekawe, czy lud się zastosuje. Na razie cisza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*