O WEEKENDZIE Z DUCHAMI

N. wczoraj trochę przesadził. To znaczy, najpierw był tak miły i czarujący i naprawił żaluzję – co mu się naprawdę chwali, bo była opadnięta od naszego powrotu z Fuerteventury, bo coś tam z tą taśmą co podnosi. W związku z czym w chałupie było nastrojowo jak w Paryżu, a konkretnie – jak w Paryżu w katakumbach. Niemniej jednak nadeszła TA CHWILA i żaluzja została naprawiona, a dwie godziny później…

– Zobacz, co się dzieje za oknem – mówi do mnie.

NO NIE! Tego się człowiekowi po prostu NIE ROBI! W takich przypadkach należy postępować jak Indiana Jones, kiedy krzyczał do Marion przywiązanej do słupa „Żeby nie wiem co się działo, NIE OTWIERAJ OCZU!”. W przypadku Marion chodziło o nazistów, a moim – o śnieg. Przepadam za śniegiem mniej więcej tak samo, jak Indiana za nazistami, a N. mi każe patrzeć jak pada!… Fuj, ohyzda. W dodatku po dwóch godzinach zamienił się w błoto, które radośnie przynosiła na podwoziu Szczypawka – a dopiero co uprałam kocyki.

Natomiast jeśli chodzi o „Nawiedzony dom na wzgórzu” – pycha. Może dlatego jest taki dobry, bo mniej jest o duchach, a bardziej o dysfunkcyjnej rodzinie – a większość opowieści o dysfunkcyjnych rodzinach jest znakomita (dygresja a propos dysfunkcyjnych rodzin – uważam, że do dziś Leonardo di Caprio nie zagrał lepszej roli niż ta w „Co gryzie Gilberta Grape’a”). A jedna aktorka jest tak podobna do Anny Dereszowskiej, że aż sprawdzałam, czy to nie ona. Mam nadzieję, że nie schrzanią zakończenia jakimś slasherem, w wyniku którego wszyscy zginą i jako upiory powitają w oknach kolejną rodzinę z małymi dziećmi, bo to by było zbyt KLISZE.

Podsumowując – duchy palce lizać.

Co do świąt, to:

a) owszem, dostaję wysypki na widok bombek, brokatu i czekoladowych mikołajów i oczy wywijają mi się do środka czaszki, ale

b) udało mi się kupić piernik kętrzyński, natomiast

c) nadal nie mam pomysłu na prezent dla Szwagra, a Zebra nie wspólpracuje, mimo że zagroziłam, że kupię mu wegańskie żeberka.

No zobaczymy.

 

20 Replies to “O WEEKENDZIE Z DUCHAMI”

    • Of kors! I z Hiddlestonem, co wszyscy padają z zachwytu, a mnie się on jakoś nie bardzo podoba (choć aktorem jest dobrym).
      I z Olivią Coleman. I z tą dziewuchą, co ma dwa metry wzrostu.
      Bardzo piękny serial.

  1. O rany, wy już prezenty planujecie?! No to teraz poczułam się jak w tej przysłowiowej czarnej d. Od jutra biorę z was przykład i też robię listę!

  2. Dysfunkcyjna rodzina, oooo, mniam, ale powiedz prosze – no bo to niby jest horror, a ja absolutnie nie moge ogladac horrorów – no wiec powiedz czy to NAPRAWDE jest horror? W sensie ze nie mozna potem samemu spac? No bo np. „Mgła” Kinga tez zaklasyfikowana jest jako horror, a pffff! buaaahaha. prosze was, jaki to horror.

    Szwagier: albo weganska kaczke! Widzialam, sa, cale zrobione z jakiejs proteiny i pomalowane na brazowo. I jakem wegetarianka przez pól zycia a wlasciwie czesciej nawet weganka, to na widok tej kaczki przezylam drobny wstrzas.

    • No ja kilka razy podskoczyłam dość konkretnie. Właśnie przez to, że tych duchów jest mało, a nie dużo.

      Też mnie fascynują wegańskie wędliny – rozumiem kotlety z grzybów albo soi, pasztety czy burgery bezmięsne, bo z czegoś to białko trzeba brać. Ale to formowanie żeby wyglądało jak żeberka albo udko… NIE ROZUMIEM. No kurde nie.

      • Kurcze, no to jak Ty podskoczylas, to dla mnie odpada… 🙁 No trudno.

        A co do weganskich kaczek jeszcze: raz kupilam seitan (proteine z pszenicy) taki pociachany w kawalki, o smaku niby kaczki po pekinsku. Kupilam, bo jakis kupic szybko musialam, „na gwalt”, a byl tylko ten.
        Wrzucilam do warzyw na patelnie, i………
        Nawet nie pytaj ile dni mieszkanie wietrzylam. (i nie, nie byl przeterminowany 🙂 Az oczy wyplywaly. Obiad wyladowal w koszu, zjedlismy kanapki.
        Prawdziwej kaczki po pekinsku co prawda nigdy nie jadlam, ale jedno wiem na pewno: gdyby smakowala – i „pachniala” tak jak ten seitan, to nawet Azjaci by tego nie zjedli.
        A móglby to byc po prostu seitan + kilka przypraw, i juz. Ale nie, zrobimy kurna kaczke! Z aromatem nafty i spalonych opon.
        Nie za bardzo za tym nadazam.

    • Ja jestem odporna na duchy, trzeba się napracować, żebym poczuła grozę. Natomiast zupełnie nieodporna jestem na WTEM! Wszystko jedno, czy to mój własny kot wyskoczy zza kanapy, czy w serialu wrzaśnie widziadło. No i oblałam się herbatą, bo w tym serialu jest całkiem sporo WTEM! Niektóre się da przewidzieć i odstawić kubek, inne niestety zaskakują.

      • Też tak mam. Mąż się odgraża, że przestanie ze mną do kina chodzić, bo wstyd, chociaż w kinie przynajmniej nie krzyczę. Bo w domu i owszem. Skaczę nawet na „Opowieściach z Narnii” (tam jest taki moment, że jakieś zwierzątko zza krzaka WTEM! albo nawet ZNIENACKA wychodzi).

          • O to to. Też tak mam. A nie daj Boże jak mi wejdzie do łazienki jak na przyklad spokojnie myję zęby i się nad czymś zamyślę. Albo podejdzie niespodziewanie od tytułu. WTEM jest najgorsze! Nikt chyba lepiej nigdy tego nie zdiagnozował;)

  3. Ha, ja wczoraj przygotowałam listę prezentów dla wszystkich! Oprócz dzieci, ale dzieciom zagroziłam, że jak nie napiszą listu do Gwiazdora do końca tygodnia to każdy dostanie po kilogramie marchewek i obieraczkę.
    Oraz boję sie tych duchów, mam ostatnio psychikę o konsystencji budyniu i reaguję wrzaskiem już na samą melodię z Twin Peaks…

        • dostałamżem :))
          miałam Tatę z gestem szerokim jak stepy akermańskie: pół – dosłownie pół – bardzo dużego pokoju zajmowały zawsze paczki, paczuszki i pakunki. Kupował już od lata różne różności dla rodziny i pod choinką było po prostu gęsto, że dywan znikał. Przy tym to były naprawdę cudowne prezenty, bo miał wielu znajomych wśród ludowych twórców, więc Mama np. dostawała pięknie rzeźbione półki, lustra; różne obrazy itp.
          A ja wtedy dostałam wszystko z listy. Włącznie z czarno-białym chomikiem, który na dobry wieczór tak mnie ujebau w palec, wetknięty mu entuzjastycznie do domku, że oehesusmariusz…. ;>

          • Oooooo, boskie :)))
            A tata jakei skromne oczekiwania ma, latwo go zadowolic :)))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*