O ZŁOWIESZCZEJ JAGODZIANCE

Wpadła do nas na chwilkę moja koleżanka Z GOŁYMI NOGAMI. W grubej dresowej kiecce i sportowych butach, ale z GO ŁY MI nogami. O mało nie zemdlałam na ten widok, chociaż przypomniało mi się że kiedyś czytałam, że na nogach nie ma czujników zimna (czy też nie ma ich zbyt wiele). Osobiście uważam, że u mnie czujniki zimna występują WSZĘDZIE – nawet na rzęsach – ale z tymi nogami to może być, że niektóre osobniki nie czują tam zimna, na przykład wszyscy z Wysp Brytyjskich. Ile razy byłam w UK czy Irlandii, to ciągle było mi zimno i mokro, a tamtejsza płeć żeńska popylała z gołymi nogami i w sandałkach, nawet jeśli od góry była okutana w wełniane golfiska i szale. W innych miejscach na świecie też się to sprawdza – np. weźmy Madryt. Mocno wczesna wiosna, wszyscy w zimowych kurtkach, a radosne grupy brytyjskich młodzieńców w szortach, tiszertach i zamawiają podwójne zimne piwo do śniadania o 9 rano do stolika wystawionego na ulicę.

Ale i tak najgorsze co może być, to seriale w których panie – zimą lub jesienią – latają po domu czy mieszkaniu na bosaka z gołymi stopami. Nie mogę na to patrzeć, od razu robię fast forward – horrorów nie przewijam (zresztą dawno żadnego dobrego nie miałam okazji widzieć – podobno „Dziedzictwo” z Toni Colette niezłe, prawda to?), a to tak. O ile jeszcze w gołą łydkę uwierzę, że nie umiera się od niej natychmiast z zimna na suchoty, to ajmsory – grube skarpety poniżej 20 stopni to PODSTAWA. Bez skarpet frotte nie zaczynam rozmowy, a poniżej zera dodatkowo buty na futrze.

A N. wczoraj dostał w piekarni od pani za ladą jagodziankę gratis, z tekstem żeby pomyślał o niej przy kawie. JA MU POMYŚLĘ PRZY KAWIE! O niczym nie będzie myślał, już ja go przypilnuję. Jeszcze raz wróci z nadprogramową drożdżówką, to normalnie wezmę i uduszę babę. I zawinę w stary dywan (aaaa! To po to ludziom stare dywany!).

 

PS. Śniło mi się, że spotkałam się w barze z czterema panami z zakładu pogrzebowego. Byli bardzo eleganccy i mieli ze sobą wieniec, ale oparli go o stolik z boku, żeby nie przeszkadzał.

 

 

18 Replies to “O ZŁOWIESZCZEJ JAGODZIANCE”

  1. Kiedyś będąc w barze mlecznym, w którym nie przeszkadzają mi bezdomni i inna hipsterka wpadli na obiad czterej grabarze. Oczywiście w pełnym umundurowaniu. Zdjęli peleryny, białe rękawiczki i zabrali się za schabowe. Ja straciłam apetyt.

  2. O raaaany, gołe nogi! Mnie fascynuje jednak fenomen gołych kostek zimą. Rozumiem młodzież różnoraką, człowiek w młodości ma różne inne priorytety i zdrowie jakby silniejsze… ale u mnie w pracy notorycznie któraś koleżanka zimą prezentuje gołe kostki! Podczas gdy ja na rajstopy wkładam skarpetki…
    A sen zacny rzeczywiście. Wygląda na piękny przykład jesiennej depresji. Mnie ostatnio w śnie nawiedziła rodzina Lewandowskich, wyprowadzałam ich córkę na spacer po parku i skrycie fantazjowałam, żeby zostać żoną p. Roberta (a TFU!). Dziwne, bo mundial już dawno za nami, telewizji nie oglądam, internetów w tej materii nie czytam. Horror normalnie

  3. ja popylam na bosaka po domu zima (szczegolnie zima;), bo wtedy podlogi u mnie najcieplejsze;) Ale ja tez jak najdluzej chodze w sandalkach, ile sie da, czyli do 18-20 stopni, ponizej tez wysiadam.

  4. Och, ja mam wściekle gorące stopy, muszę im kiedyś zmierzyć temperaturę, bo podejrzewam, że to nie jest zwykłe 36,6. W dodatku mowy nie ma, żebym spała w śpiworze, bo stopy muszą wystawać, oddycham nimi chyba. Latem zdarzało mi się spać z nogami w misce z zimną wodą (niewygodnie jak cholera, ale przy 30 stopniach nie miałam innego wyjścia, umarłabym na udar cieplny). A jak mi się już uda zmarznąć poniżej kolan, jestem szczęśliwa jak prosiaczek.

  5. 1. W nocy z niedzieli na poniedziałek nie założyłam skarpetek, i co? I rano wstałam z bólem gardła i koszmarnym katarem. Od 5 dni płyny tracę głównie przez nos, którego nie mogę już wycierać z powodu gigantycznego parcha. Dopóki nie zostanę Kanionkiem Bosonogim to skarpetki rządzą!
    2. Myślę, że powinnaś wybrać się do piekarni i powiedzieć pani, że bardzo dziękujesz za jagodziankę, i za pamięć, bo mąż powiedział, że pani dała specjalnie dla Ciebie. Dywanu szkoda, zawsze można nim uszczęśliwić jakieś schronisko dla psów albo kotów, albo zatrzymać na wypadek konieczności usunięcia zwłok z własnego domu (jeżdżenie do piekarni z dywanem mogłoby wydać się komuś podejrzane).
    No ewentualnie pozostaje jeszcze opcja, że jagodzianki były przeterminowane i pani musiała je jakoś opchnąć bez szkody na piarze, każdemu klientowi wciskając bułę z kitem.
    3. A przynajmniej wypiłaś coś w tym barze na koszt panów z wieńcem?
    Mnie się śniło, że do pracy nie przyszedł umówiony przedstawiciel firmy od wykładzin. No i faktycznie nie przyszedł. Ale we śnie wykłócałam się z jakąś babą wyglądającą jak emerytowana prostytutka gorszego sortu, że naprawdę był umówiony, a w realu bardzo miła pani kajała się przez telefon, że to jej wina. I jak tu ufać własnym snom

  6. Przyznaję, że gołe łydki przy 15 stopniach mi niestraszne, ale w zabudowanych butach mogę biegać i przy 35. Pod warunkiem, że materiał na nie miał matkę i ojca.

  7. fajny horror? baaardzo polecam ubiegłoroczny „The Ritual”, albo z tego roku – „Hostile”. Naprawdę BARDZO.
    Oraz łączę się w zimnoodczuwaniu. 20 stopni to NIE JEST temperatura na żadne gołe kopyta, a co dopiero cokolwiek poniżej…

  8. Tu gdzie mieszkam mamy brytyjskich turystow od groma… i tez na okraglo lataja w klapkach i odziezy przeznaczonej na upaly (pomimo ze wiytuja nas zima kiedy temp sa w ok 7 stopni). Moja teoria jest nastepujaca: no przeciez jedziemy do Hiszpanii! (czyt zawsze UPAL, zawsze SLONCE i alkohol Hektolitrami). Badzmy szczerzy geografia to nie jest ich forte…

  9. Moje filmowe ulubiony sceny, przy których zamarzam, to panie w wieczorowych sukienkach przy padającym śniegu (panowie oczywiście w garniturach, płaszczach i szalach), czasami może z lekką etolą, ale bardziej do ozdoby niż ochrony.

    • Ja też z gołymi nogami, ale bez kurteczki. Jednak drożdżówki stanowczo nie przytulę, chyba, że z mięskiem. A tak poważnie: bardzo, ale to bardzo się cieszę, że wreszcie skończyło się to kurewskie lato. Szkoda tylko, że deszcz tak rzadko pada. Zupełnie nie rozumiem tego uwielbienia dla „ciepełka”. Jak, ktoś tak lubi i może, to niech się przeniesie do ciepełka. Ja cierpię, bo się przenieść nie mogę do „zimnidełka”. Pozdrawiam zimnolubnych i ciepłolubnych (kolejność nieprzypadkowa), Inka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*