O NOWYM KINGU I TAK OGÓLNIE

Chyba mam jakąś nierównowagę hormonalną, bo zobaczyłam reklamę KFC „Kubełek dla jednej osoby” i prawie się rozpłakałam – to takie smutne! Na dodatek dlaczego nawet jedna osoba miałaby kupować kubełek dla jednej osoby? Nie lepiej kupić dla czterech osób, obeżreć się do bólu i spędzić wspaniałą bezsenną noc, zastanawiając się, czy za chwilę eksplodujemy? Przecież to połowa przyjemności w jedzeniu fastfudów. Czasem nawet dwie trzecie.

Natomiast kupiłam „Outsidera”. Jak już wspominałam – miękka się na starość zrobiłam jak twaróg; po trylogii o Panu Mercedesie miałam już Kingowi podziękować za współpracę, długą i owocną (jak Deaverowi), ale no kurczę. Jest lato i dobry  horror z trupem należy się człowiekowi jak psu kanapa. Ale jak nie zarwę przynajmniej pół nocy przez niego, to tym razem już odpuszczam!

A „Ostre przedmioty” z Amy Adams – paluszki lizać. Dokładnie tak pamiętam książkę – duszna, mroczna i szalona. No i co za obsada!… (Tylko czy ktoś mógłby wytłumaczyć Zuzance, jak ona wycinała sobie słowa na plecach? Ja się nie podejmuję, bo osobiście mam problemy z np. depilacją z tyłu pod kolanem, a co dopiero. Z góry dziękuje i pozdrawiam).

 

11 Replies to “O NOWYM KINGU I TAK OGÓLNIE”

  1. A niech Was z tym Tezeuszem!…
    Ja się regularnie stołuję w antykwariat.waw.pl – bardzo godny polecenia, odkupiłam sobie sporo książek „pożyczonych” (dla nieoddających książek jest, mam nadzieję, osobna spora sala w piekle z bardzo szczypiącymi kąpielami w siarce). Ale „Piaskowej góry” nie mieli!
    A w Tezeuszu BYŁA! Ha 🙂
    Jak również „Chmurdalia”.

  2. Z Kinga to właśnie Pan Mercedes jedynie przypadł mi do gustu (dwa pierwsze tomy), bo był normalny. W trzecim znowu pojawiły się zjawiska nadprzyrodzone i po raz kolejny uznałam, że King nie dla mnie.

    • Ja wyrosłam na „Miasteczku Salem” i „Smętarzu dla zwierzaków”, więc nie mam Kingowi za złe zjawisk nadprzyrodzonych (jak mogłabym mieć, mieszkając z duchem?). To jest to co odróżnia jego kawałki od zwykłych kryminałów, moim zdaniem.
      Ale psychologiczne też miał dobre – „Misery” wiadomo, ale bardzo lubię dwupak „Gra Geralda” i „Dolores Claiborne”. Dostałam pod choinkę i machnęłam obie w noc wigilijną! Ale była jazda.

  3. W książce doczytałam (no na litość, czemu nie mówiłaś, że toto na bieżąco leci i na finał poczekam prawie do września!), że poza małym kółkiem na plecach, gdzie nie sięgała, rżnęła się sama. W lustrze. Ani chybi joginka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*