O KOLEJNYM KOŃCU ŚWIATA I GOŁĘBIACH

W związku z nadejściem wiosny (mam nadzieję, że się małpa nie rozmyśli i nie zafunduje nam za tydzień kolejnego epizodu z zadymką śnieżną, przymrozkiem i gołoledzią), żeby jakoś uczcić to słońce i w ogóle, kupiłam zawieszkę do sedesu TROPIKALNE OWOCE. Co prawda, owoce tropikalne w sedesie najbardziej kojarzą mi się z pawiem po pinacoladzie, ale zawsze to jakaś odmiana po kulkach o zapachu eukaliptusa, no i powiew tropików. W sedesie.

Wszechświat w międzyczasie stał się rurą dwukrotnie zagiętą, bo boś bardzo niedobrego dzieje się z czasem. Bo do tego, że zapierdala, to się już zdążyłam przyzwyczaić – wstaję w poniedziałek o wpół do szóstej, wypijam herbatę i jest jedenasta czterdzieści. Niefajnie, ale co zrobić. Natomiast od niedawna jest tak, że wstaję w poniedziałek o tej wpół do szóstej, wypijam herbatę i jest środa po południu! Dopiero co bolał mnie brzuch po winogronach zjedzonych na Sylwestra, a tu NAGLE WTEM jest połowa kwietnia i trzeba złożyć PIT-y! Bez ostrzeżenia jestem trzy miesiące w plecy i ja tego nie miałam w umowie, nie akceptuję i poproszę z kierownikiem. Jak trzeba, to pójdę do Strasburga, bo tak dalej być NIE MOŻE.

Chociaż podobno i tak idzie koniec świata, bo pomidor urósł na Giewoncie. W związku z tym nie ma już absolutnie żadnego argumentu za odchudzaniem się, a więc idę robić bezwstydnie kaloryczną tartę z porem na francuskim cieście. (NIe denerwuje was, że każde francuskie ciasto jest teraz na tłuszczu palmowym? Powinni całkiem zakazać tego syfu).

Na trawniku przed domem dwa gołębie intensywnie dążą do prokreacji. Piękne, takie granatowo – zielono – szare, z obróżką. I ja im nie żałuję i życzę wszystkiego najlepszego, ale czy muszą tak drzeć mordę?…

 

7 Replies to “O KOLEJNYM KOŃCU ŚWIATA I GOŁĘBIACH”

  1. Dopóki nie postanowiłam wyeliminować oleju palmowego ze swojej diety, kompletnie nie miałam świadomości, że walą to praktycznie wszędzie! Słodkie, słone, kaszka dla niemowląt? Wszystko jedno, palmowy jest wszechstronny. Niestety.

  2. No, no, zaimponowałaś mi tym tłuszczem palmowym. Syfu nie tykam i dziwię się, że producenci się jeszcze nie kapnęli, że klienci już wiedzą. Z syropem glukozowo-fruktozowym już jest jakiś progres, bo w wielu produktach wraca stary, znany cukier, jako to mniejsze zło.
    A co do wiosny, to mnie wkurwia, że akurat jak się jej przypomniało, że czasem dobrze pokazać tę lepszą twarz, to mnie dopadł katar stulecia. Jeszcze w kalendarzu zdzieraku była wczoraj radosna notka o tym, skąd wzięło się „na zdrowie” po kichnięciu. Z Francji. Gdy ktoś miał dżumę, to kichał, więc życzyli mu żeby jednak było na zdrowie (ten tego, że to tylko kurz i zwykłe, oswojone bakterie, a nie takie, przy których wszyscy inni, poza chorym, opuszczali domostwo), ale ja nie wiem, bo mnie od tego kataru chyba nos odpadnie, nie trzeba dżumy i innego cholerstwa.
    Mimo, że od lat choruję zawsze w kwietniu (8 lat temu myślałam, że Smoleńsk to wymysł mojego mózgu trawionego od kilku dni gorączką 40,5 stopnia z powodu ropni w gardle, które jeszcze nieco później oglądali z podziwem lekarze z mojej przychodni, ściągając ochoczo nawet z co odleglejszych gabinetów na hasło „jest pani z TĄ anginą!”), to jednak jest to bardzo frustrujące, bo nie wiem, co w danym kwietniu prdlnie. Jak można trzymać KOBIETĘ w niepewności???!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*