O NIEPORYWANIU DZIECI I POMYSŁACH NA IMPREZĘ

No więc N. był wyjechany, więc nie spałam całą noc. Wstałam rano z wdziękiem i aparycją rozdeptanej, pomarszczonej pasztetowej. Co było o tyle niedobre, że musiałam pójść do przedszkola Zebrówny się zaprezentować, gdyż ją odbieram w poniedziałek. Żeby było wiadomym, że ja to ja i nie przyszłam nikogo porwać ani pożreć podwieczorku.

No więc wchodzimy z Zebrą, a panie przedszkolanki znudzone – tak tak, my już od kilku dni wiemy, że ciocia przyjdzie. Zebra mi wyjaśniła, że panie przedszkolanki WIEDZĄ WSZYSTKO – lepiej niż dzielnicowy i lepiej niż ruski wywiad. Jak mówi mamusia na tatusia kiedy jest nietrzeźwy, czyj tatuś śpi na golasa, po prostu wszystko jak na tacy. W każdym razie wychodzimy, a tu przyczepiło się do nas takie jedno w różowej kurtce, o połowę mniejsze niż moja siostrzenica, lekko zasmarkane i też z nami idzie! Dobrze, że Zebra w ostatniej chwili zauważyła i udało się je wepchnąć z powrotem i zamknąć przeszklone drzwi – małe różowe rozpłaszczyło się jak glonojad i jeździło po szybie zasmarkanym nosem, patrząc za nami z rozpaczą. Okazuje się, że nie trzeba się wysilać, żeby wyjść z przedszkola z cudzym dzieckiem. Wprost przeciwnie – trzeba pilnować, żeby nie wyjść.

Natomiast dziś…

Dziś (od rana napierdala śnieg, odczuwalna minus dziesięć) moje koleżanki urządzają swoje urodziny na PLENEROWEJ IMPREZIE. Będzie ognisko, ziemniaczki z grilla i mnóstwo szalonej zabawy! Ahahaha. Słabo mi. Da się założyć dwie puchowe kurtki jedna na drugą? I bezrękawnik pod to?…

Jak mnie dopadnie zapalenie płuc, to wszyscy wiemy, co się teraz dzieje w polskich szpitalach, więc było mi bardzo miło Państwa poznać.

 

23 Replies to “O NIEPORYWANIU DZIECI I POMYSŁACH NA IMPREZĘ”

  1. Ale powiem Wam.
    Po jednym popołudniu z siostrzenicą mam łeb jak wiadro – ona NIE PRZESTAJE GADAĆ nawet na sekundę, nawet na zaczerpnięcie oddechu! Chyba potrafi jednocześnie wdychać i wydychać, jak kobziarze!
    Oraz mam tyle informacji o tak zwanym mirze domowym mojej siostry, że starczy mi na szantaże na jakieś trzy lata 🙂

  2. Mrozy – srozy, śnieg – pierdylnieg.
    Ja tu się pytam, dlaczego niektórzy tu w komentarzach mają jakieś zdjęcia i kwiatki, a nie stworki z wypadającymi zewsząd jelitami jak ja i kilka innych!

      • Nie przesadzajcie, taki poryw potworkowej wyobraźni fajny jest.
        Mnie się moje sprężynki zewsząd wyłażące podobają :)))

        A dzisiaj (o 6 rano) widziałam na Plantach faceta biegającego bez podkoszulka
        tylko w gatkach.
        Teraz (o 8.00) jest minus trzynaście.
        Patrzyłam na niego z prawdziwą przyjemnością.
        Że ja tak nie muszę :)))

    • U nas rano minus szesnaście było.

      Zdjęcia są z konta Googla, tak mniemam – kto komentuje zalogowany na Googla, to ma ikonke guglową. A kto nie – temu WordPress daje jelita i czułki 🙂

  3. Panie wychowawczynie pierwszej klasy wiedzą też, kto trzyma pieniądze rozłożone równo pod dywanem, a kto złote pierścionki w filiżance na górnej półce 🙂

  4. Chciałam tylko powiedzieć, a’propos pogody, że nie tylko ty masz tę moc. Kilka lat temu sprowadziliśmy do Londynu w kwietniu śnieg. W zeszłym roku w grudniu też, „nietypowe” jak na ten kraj śnieżyce zablokowały na kilka dni lotniska (na jednym z nich my oczywiście, czekaliśmy 9 godzin na samolot), w tym roku wybieramy się do Rzymu i co? Oczywiście właśnie nadciągają tam śnieżyce i mrozy. Takim jak my biura podróży powinny płacić grube pieniądze za niezbliżanie się do co lepszych destynacji.

  5. Wg prognozy norweskiej, w tym momencie mam -11, odczuwalna -19. I niestety, osobiście to sprawdzę, bo muszę wyjść. A na jutro ta sama aplikacja zapowiada realną -20. Kiepski żart.

  6. „Odczuwalna minus dziesięć” – pff, problemy pierwszego świata. U mnie, w świecie numer trzy (albo i naście), całkiem realna była minus dziesięć rano, a minus osiemnaście w nocy. I jeszcze tak wiało, że cały dom przeziębiło i w środku mieliśmy tylko plus piętnaście.
    Ty idziesz na tę imprezę?! Chrupać grillowane mrożonki? Jeśli tak, to trzymam za Ciebie kciuki (schowane głęboko pod kołdrą).

    • Dzis rano o szóstej minus szesnaście – chyba pierwszy raz w życiu cieszyłam się, że SNIEG SPADŁ i chociaż troche przykrył zielone, bo by całe wymarzło. I płakać mi się chce na myśl o psach w schroniskach (chociaż akurat nasze miejscowe jest świetne i niejeden pies „u państwa” (czytaj – na podwórku przy wyjebanej willi z basenem) tak nie ma, jak oni dbają.
      A dom mamy ocieplony zwłaszcza po ataku kuny, która nam zjadła dach, więc mój mąż położył nowy, PODWÓJNY (i antyrakietowy chyba tez przy okazji), a i tak chodzę okutana w dresy, polar i kapcie na futrze (i przeciągi mnie liżą po kolanach).
      NIENAWIDZĘ ZIMY, że tak sobie pozwolę skromnie podsumować temat.

  7. W niektórych przedszkolach na pierwszym zebraniu nauczycielki proszą, by rodzice nie wierzyli we wszystko, co dzieci będą opowiadać o nich, a w zamian obiecują, że nie będą wierzyły we wszystko, co dzieci opowiadają o rodzicach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*