O LEŻENIU

 

Styczeń dokopuje wszystkim – na przykład, w biurze ciągle wyskakuje mi komunikat „Your printer needs attention”. I co – mam jej założyć konto na Instagramie, zabrać na brunch z prosecco, zamówić wizytę ze stylistą w butiku Jemioła? Bo nie wiem, czego się ode mnie oczekuje. Sama ledwo ciągnę, a tu jeszcze niedopieszczona drukarka.

No więc położyłam się na podłodze z tym ręcznikiem, no bo co jak co, ale LEŻENIE NA PODŁODZE ciągle jeszcze jest w moim zasięgu. Co, ja nie poleżę, ja, mistrz świata w leżeniu? Pfff. O panie święty! Nie wiedziałam, że to tak człowieka napina i wygina, aż gnaty trzeszczą! Ledwo mogłam oddychać. Nie wiem, czy wytrzymałam pięć minut. To jest jakiś podstęp. W życiu bym nie pomyślała, że leżenie może tak człowieka sponiewierać.

Natomiast N. mnie ostatnio raczył nowościami związanymi z hiszpańską gastronomią i po pierwsze, wycofują niebieskie wino, bo odkryli że coś tam w jego składzie szkodzi. Oczywiście – jak już się go napiłam i mogę być skażona! Chyba powinnam wystąpić do rządu Hiszpanii o odszkodowanie (najlepiej w postaci niedużego mieszkanka gdzieś na wybrzeżu, nawet nie na stałe – jakieś sześć miesięcy w roku całkowicie by mi wystarczyło).

Po drugie – jeden hiszpański kucharz oznajmił, że najlepszym daniem świata są korzonki pora w tempurze. Ta broda, którą się normalnie odcina i wyrzuca – on apeluje, żeby nie wyrzucać, bo to rarytas. Hm. Lubię pory, lubię warzywa w tempurze, ale naprawdę nic lepszego nie ma na CAŁYM ŚWIECIE? Chociaż tak między nami mówiąc, o wiele chętniej zjadłabym chrupiące korzonki pora, niż pianki molekularne albo MOMENT z lawendą u Amaro.

A w ogóle to nic mi się nie chce i najchętniej bym się położyła. Ale bez ręcznika. Cholerna bura szmata za oknem.

 

17 Replies to “O LEŻENIU”

  1. Jeśli chodzi o „burą szmatę za oknem”, to zdecydowanie wyłamuję się ze schematu i witam ją z obłąkaną radością. Od zawsze moją ulubioną porą roku była wiosna, z wiekiem coraz mniej mam cierpliwości do śniegu i mrozu, a odkąd w zeszłym roku okazało się, że zima jest dla mnie zwyczajnie szkodliwa, to już oficjalnie się nie lubimy. Za to wszelkie przejawy wiosnopodobne, nawet najbardziej bure, budzą we mnie euforię. Jak stwierdziła moja Żona, „żurawie się nie mylą”, a te wrzeszczą już istnie wiosennie.

    • Delikatne, owocowe, jak ktoś jest wielbicielem białych o owocowym aromacie – to mu będzie bardzo smakowało.
      Ja wolę cięższe czerwone albo różowe, ale jeden niebieskiego kieliszek na orzeźwienie w upalny dzień był w porządalu.

  2. O weź, mnie się ciągle wyświetla (przed oczami, na tym czerwonym tle z wirującymi kołami) jakiś ostrzegawczy napis, przypuszczam jednak, że to jest błaganie o nieco mniej „attention” ze strony świata i zamieszkującej go ludzkości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*