O TYM, CZYM SIĘ ZAJMOWAŁAM PRZEZ OSTATNIE TRZY DNI

O panie, ale się rok zaczął, no więc podejrzewałam te nieszczęsne winogrona, następnie jajnik, że mnie szarpie…

A TO NERKI.

W sumie nie wiem, czemu się dziwię, bo u mnie w rodzinie z nerkami były problemy z obu stron. Szklanka z fitolizyną wjeżdżała na stół tak samo regularnie, jak herbata z ciastem, więc tyle dobrego, że wiedziałam po co N. wysłać do apteki.

(A po drodze jeszcze zdiagnozowałam sobie zapalenie uchyłków, perforację jelita, guza trzustki i półpaśca, bo w pewnym momencie skóra zaczęła mnie boleć. Jak człowiek kiedyś żył bez seriali medycznych, to ja nawet nie).

No więc żrę fitolizynę, rowatinex i nospę (jakie to szczęście, że zrobili fitolizynę w tabletkach, dawniej była tylko w paście, dość ohydnej w smaku, jak to ziółka) i – nie da się ukryć – sikam jak opętana. Najgorzej, że nie mogę się położyć i odespać, jak normalne chore zwierzę, przez to cholerne sikanie. Nawet sens życia przestał mnie martwić chwilowo, a raczej jego brak, bo ciągle chce mi się siusiu. I czuję się usunięta z życia publicznego, bo jak tu brać udział w aktualnej debacie – Lewandowska czy Stochowa – jak się w kółko lata do łazienki? Ech.

No dobra, z tym życiem publicznym to żartowałam – wiadomo, że nawet zdrowa i cała na biało niechętnie wychodzę z nory. Ale z sikaniem niestety nie.

A najgorsze, że N. się uparł, że to na pewno przez herbatę i powiedział, że jak TYLKO ZOBACZY, że piję herbatę, to mnie zleje. Już naprawdę wiecie co, żebym przynajmniej przez wódkę i narkotyki podupadła na zdrowiu, ale nie, kurwa nie – PRZEZ HERBATĘ. Wszystko przez to, że prawie przez całą podstawówkę matka mnie czesała w dwa warkocze – taki image się ciągnie za człowiekiem przez całe życie. Nie zróbcie tego swoim dzieciom!…

PS. W związku z powtarzającymi się sugestiami informuję, że TAK, MAM JUŻ TE SZTYBLETY z wyhaftowanym jamnikiem (po pół jamnika na każdym bucie). W wersji zielonej. I bardzo, bardzo proszę mnie nie informować o kolejnych butach z jamnikami, bo w końcu stary mnie wyrzuci z domu, a jest dość chłodno, a mnie bolą nerki. Z góry dziękuję.

 

42 Replies to “O TYM, CZYM SIĘ ZAJMOWAŁAM PRZEZ OSTATNIE TRZY DNI”

  1. Na Śląsku jako alternatywę do rowatinexu i fitolizyny polecają tutukon – ponoć szybciej i skuteczniej. A przynajmniej tak powiedzieli tacie.

    • Pies przylepiony wzdłuż pleców też się sprawdza, ale trudniej o współpracę niż z poduszką, zwłaszcza jak się wstaje co kwadrans na siusiu!

  2. Nerki podobno są tak trudne w diagnozie, bo nie bolą 😉 albo tak przynajmniej twierdzą u nasz w Białymsztoku.
    Może właśnie u Cię tak było…
    W kwestii butów z jamnikami, to cóż, zainspirowałam się zdjęciem u Ciebie na fejsie (jestem już psychofanką Kanionka, ale Ona nie ma Facebooka, a Ty masz 🙂 )i nabyłam botki Maciejka w odsłonie „workery”, tylko czerwone… Jutro mają się ze mną spotkać… Masz więc bezpośredni wpływ na ruch w interesie.

    • Wierszyk o nerkach:
      Nie bolą,
      Nie bolą,
      Nagle JAK nie przypierdolą!…

      A Maciejka ma prześliczne buty i bardzo wygodne. I pięknie uszyte.

      • O to to to! Wierszyka powinni na medycynie uczyć.

        Kiedyścik myślałam, że to g. na zakręcie mnie uwiera i sobie cały dzień przestękałam. A wieczorem jak nie pizgnęło! Czekając na transport do lekarza, leżałam z gorączką przekonana, że umieram na ostre zapalenie trzustki.

  3. Moja Mama, jak już poszła do szkoły średniej, to ścięła te warkocze i wróciła do domu uczesana ‚na Włoszkę”. Wówczas dziadek zrobił o to takie HALOOOO, że całkowicie rozum biednej z rozpaczy odebrało, usiadła na balkonie i zaczęła przyklejac te warkocze.
    ;)))

    • Moja śp. Babcia nosiła warkocze jako młoda panienka, w latach trzydziestych. Ale warkocze nie były modne, więc tuż przed jakąś ważną imprezą, ślubem przyjaciółki czy czymś, ścięła włosy i zrobiła fale. Czuła się piękna i szykowna, póki na imprezie nie zobaczył jej Pradziadek, który zacisnął zęby, nic nie powiedział, zaczekał, aż wrócą do domu i tam ręcznie jej, biedaczce, wytłumaczył, jak powinna wyglądać porządna dziewczyna… Od tej pory Babcia, z pomocą Prababci, dopinała jakoś codziennie te obcięte warkocze i mocowała chustką, póki jej włosy nie odrosły i nie mogła zapleść. Do końca życia nie ścięła włosów bardziej niż (może) 10 cm. W sumie jej zazdrościłam ( tych włosów), bo mi zawsze ścinali „za ucho”, co miało niby pomóc na „słabe włosy”.

  4. Mojego męża dopadły kiedyś nerki i bardzo to przeżywał
    do tego stopnia, że aż POSZEDŁ DO LEKARZA!
    I tenże lekarz, po badaniach oczywiście, kazał mu pić wodę Jana.
    Taką z farfoclami.
    To mąż zakupił sobie dwie skrzynki i zasiadł przed telewizorem.
    Potem całą noc nie wychodził z łazienki, lał na okrągło 🙂
    Na drugi dzień poszedł do lekarza z wieścią, że już go nic nie boli.
    Lekarz pyta o tak cudowne ozdrowienie: – No, a ile pan tej wody Jana wypił?
    – Nooo… dwie skrzynki. Czternaście butelek.
    – ILE?!
    – Czternaście. I jeszcze rano dwie.
    – Hmmm… Cokolwiek pan przesadził….

    Do tej pory tekst „cokolwiek pan przesadził” jest u mnie kultowy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*