O TYM, ŻE URWAŁAM KLAMRĘ I KOCHAM INTERNET

 

Dzień dobry- z samego rana urwałam co prawda nieintencjonalnie klamrę od paska do dżinsów (ulubionego oczywiście) oraz boli mnie prawy bark. Może krzywo na nim spałam, a może mi odpadnie. Nigdy nie wiadomo. Pięknie się tydzień zaczął.

To oczywiście nic nie znaczy w porównaniu z tragedią w Portugalii. Serce mnie boli, jak o tym czytam. Natura od czasu do czasu pokazuje, kto tak naprawdę rządzi – z czego oczywiście ludzie nie wyciągają żadnych wniosków (albo na bardzo krótko). Naprawdę żałuję, że nie ma w kodeksie karnym kar cielesnych dla ludzi, którzy rzucają kiepy na leśną ściółkę (chociaż właściwie gdziekolwiek, poza popielniczką) oraz dla tych bandytów, którzy radośnie „wypalają trawy” – mandat i baty na goły tyłek, najlepiej publicznie. O tych, co wycinają lasy, to nawet nie mam siły pisać.

N. oszalał – pije ten młody owies i jeździ po siedemdziesiąt kilometrów na rowerze z byłymi szosowymi mistrzami Polski. Myślałam, że chociaż w długi weekend usiądzie na dupie i chwilę odpocznie, bo przywlókł skądś mega katar (moim zdaniem – to od klimatyzacji w samochodzie; nienawidzę klimatyzacji i mam pozamykane nawiewy, a on na maksa otwarte i prosto w sam nos), ale gdzie tam – po całych dwóch dniach choroby pognał dalej. Dlaczego nie mogę się do niego podłączyć szeregowo i odsępić trochę tej energii?… Obydwojgu nam by to dobrze zrobiło.

Po przygodzie z literaturą hiszpańską (miłej przygodzie, chociaż tematyka reportaży bynajmniej niefrywolna – może poza jednym, o pierwszym filmie Almodovara) skonsumowałam „Zagadki kryminalne PRL” i trochę popadłam w szezlong. Po pierwsze, nie byłam świadoma, że karę śmierci w Polsce wykonywano jeszcze w połowie lat osiemdziesiątych. Wiem, że była w kodeksie, ale jakoś mi się wydawało, że moratorium weszło w siedemdziesiątych latach. Po drugie – wszystko człowiekowi opada, jak się czyta o metodach badania zbrodni przez milicję, a już w stanie wojennym to w ogóle.

Wniosek z tego taki, że świat się stacza, a ja muszę kupić pasek (OK, pierwsze co znalazłam w Internecie szukając paska, to kamizelki ratunkowe dla psów, z uchwytem na grzbiecie; to i tak lepiej niż wtedy, jak szukałam pipety do polewania sosem piekącego się indyka, a wyskoczyła mi oferta dildo z uprzężą do mocowania. Internet jest jednak cudowny).

PS. A w biurze popsułam drukarkę – TAK CZUŁAM, że nie powinnam dziś wstawać z łóżka!…

 

14 Replies to “O TYM, ŻE URWAŁAM KLAMRĘ I KOCHAM INTERNET”

  1. Dobra, teraz mnie nie zlinczujcie, ale –
    A CO, JEŚLI KTOŚ NIE LUBI OWOCÓW?…
    Zjadłam w tym roku 8 czereśni (liczyłam) i 5 truskawek i nie mam ochoty na więcej.
    A arbuz to przecież ogórek. Tylko się lepi.

  2. Arbuzik też polecam, a klimatyzację kocham.
    A w temacie energii i kondycji : moja ciocia , lat 88, codziennie robi osiem basenów i 40 km na rowerze. To tego dwa razy w tygodniu sztuczne lodowisko ( wicemistrzyni Europy seniorów). Wpędza mnie w ciężkie kompleksy.

  3. 70 km jeszcze potrafie zrozumiec (ja umiem tak najwiecej 50-55, i to po prostym bez górek, ale mam nadzieje na wiecej) ale owsa bym nie wypila, mlodego czy starego wszystko jedno. Nie nie nie. We mnie wszystkie takie rzeczy, warzywne smoothies i inne miksowane jarmuze z lnem, chia czy quinoa, wywoluja potrzebe ucieczki byle dalej. Nie przejdzie. Tylko owocowe jak dla mnie mozna pic. Zmiksowany zmrozony arbuzik – pyyycha!!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*