O KLĄTWIE I ZIMNIE

 

Od dwóch dni się zbieram, żeby napisać o Klątwie Ziemniaka, ale jest mi tak zimno, że w ogóle do niczego się nie nadaję – niczego, co wymaga wylezienia spod koca. W domu zmuszam N. do palenia w kominku, a wychodząc, zakładam puchowe kurtki i bezrękawniki. Zimowe. Czy u nas nic nie może się odbywać w CYWILIZOWANY sposób – ubywać po dwa stopnie na dobę, tylko JEB i w ciągu jednej doby z upałów – Syberia? I z klapeczek od razu przesiadka we flanele, skarpety i wełnę owczą? I tak teraz DO MAJA?…

Gdyby nie wyjazd na wakacje, to już bym leżała pijana na smutno na podłodze przed kominkiem.

A co do klątwy, to wisi nade mną Klątwa Pieczonego Ziemniaka. Za nic na świecie nie umiem upiec ziemniaków. I proszę mi nie podpowiadać żadnych sposobów i tricków, bo ja je w teorii wszystkie znam – odpowiednia odmiana ziemniaka, piec długo w wysokiej temperaturze, można obgotować, to się upiecze szybciej (ale smak jest wtedy inny). Nigdy. Mi. Nie. Wyszły. Miękkie. W sobotę upiekłam nacinane z powtykanym boczkiem. To znaczy – próbowałam upiec. Dwie i pół godziny siedziały w piekarniku na 200 stopniach. Jadalny wyszedł ŚRODEK ziemniaka (i pyszny chrupiący boczek), a dupy i denko miały nadal twarde. Niniejszym RE ZY GNU JĘ z dalszych prób pieczenia ziemniaków (chociaż oczywiście nie powinnam, bo jak się rezygnuje, to nigdy się nie zostanie astronautą czy cośtam – no, z bycia astronautą wyleczył mnie opis korzystania z kosmicznej toalety). Po prostu – umówmy się, że będę gotowała gulasze i leczo, to mi wychodzi.

Brad i Angelina, hę? A właściwie – JUŻ NIE Brad i Angelina. Phi, wiedziałam, że tak będzie – i tak długo go ta wampirzyca trzymała; od początku kibicowałam Jen.

 

PS. Za oknem mgła, a ja już posądziłam sąsiada o palenie w piecu oponami i zdechłymi wronami – niniejszym bardzo sąsiada przepraszam.

16 Replies to “O KLĄTWIE I ZIMNIE”

  1. Widocznie każdy ma swojego ziemniaka. Ja nie umiem zrumienić bułki tartej na maśle. Zawsze mi się przypala. Mąż już dawno pogodził się z tym, że ta czynność należy do jego obowiązków. Tak jak gotowanie jajek na miękko. Też mi nie wychodzą. PS. Tydzień temu rozpoczęłam sezon na spanie w skarpetkach:(

  2. u mnie wrecz za cieplo, nooo bez przesady o 4 rano jest prawie zimno trzeba zalozyc sweterek – no i te mgly… za to cale miasto wali kiszonka z winogron fujjjjjj

  3. Dobry wieczór. Podczytuję i wielbię Twojego bloga od jakiegoś czasu (z polecenia Chudej :))Dziś mój kaming ałt. Kocham zimę. Zimno mi nie przeszkadza. Nie znoszę upałów. Mogę zostać? Czy dostanę bana już na wieki? Z takim nickiem to już w ogóle pozamiatane? Można już robić domowe grzane winko. Nie jest tak źle. Pozdrawiam 🙂

  4. no masz, a ja im akurat kibicowałam.

    Ja obstawiam wełnę. Chodzę już w wełnianych sukienkach i kaszmirowych rajstopach. Dokupiłam tez moherowy sweter. Nie wiem w czym będę chodzić w zimie.

    • Takie samo pytanie zadawałam sobie widząc w przedszkolu matki rozbierające dzieci z rajstopek, kurtek i nie wiadomo czego jeszcze (w zeszłym tygodniu – przy +15-18 stopniach) – w co będą je ubierać w grudniu? Ale… nie moja brocha.
      Teraz jest moja ulubiona pora roku, więc ja się cieszę.

    • Moim zdaniem to przez tę NAGŁĄ zmianę.
      Pewnie jeszcze będziemy biegać w tiszertach i tenisówkach, jak przywykniemy. Ale początek tygodnia nie był łatwy. Szczypawkę aż gardło rozbolało i dostaje syropek.

        • Bo to facet! Faceci mają problemy z komunikacją.
          Szczypawka pokasłuje i ma odruch wymiotny, ale bez właściwego rzygania. A syrop z sosny pije z łyżeczki, nawet nie muszę jej strzykawką podawać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*