O TYM, CO NAD GŁOWĄ

 

N. naszło na hamburgery, co oznacza, że znowu czeka mnie upojnych kilka godzin nad rondlem z cebulą na konfiturę.

A właśnie, wspominałam już, jak ostatnio kupował cebulę na targu?

– Cebulkę dać ostrą czy łagodną? – pyta pani, na co N.:

– Ostrą mam żonę w domu i wystarczy, to cebula niech będzie łagodna.

Naprawdę, naprawdę jak on się nie boi meteorytu z jasnego nieba, co go pieprznie kiedyś za wygadywanie TAKICH rzeczy. Co za draństwo, naprawdę, jakby miał w domu takiego wampa, co od rana chla dżin, chodzi w cekinowych sukniach bez pleców i przyprowadza kochanka z każdego wyjścia na miasto, to dopiero by zobaczył. A ja? Skąd niby miałabym przyprowadzić kochanka – z zakupów w Biedronce? No jakoś NIE SĄDZĘ. Z Rossmana też nie bardzo. Kurwa mać, nie bywam w ogóle w perspektywicznych miejscach, się okazuje.

Poza tym, znowu wiercą nam nad głową młotem udarowym i po kwadransie mam kryzys osobowości, rozdwojenie jaźni, wibracje mózgoczaszki, wątpliwości co do tożsamości religijnej, kulturowej i płciowej i chyba kręgosłup mi się rozdwaja. I chyba w końcu kogoś zabiję. Mogę, mogę?…

Czytam na zmianę „Czarodziejska górę” (po dwudziestu latach podoba mi się jeszcze bardziej) i „Lustrzany świat Melody Black” – bardzo dobre.

WRRRRRRUM WRRRRRRRRUM. Szlag by to.

 

14 Replies to “O TYM, CO NAD GŁOWĄ”

  1. Przepraszam, nawet bardzo, ale „Czrodziejska góra” jest do luftu. A moze inawet do dupy. Bardzo sie staralam, ale nie! I nie! Tak mi zajechało starą mychą, ze dalam spokoj. Ale bardzo chetnie dowiem sie dlaczego TAK, bo z dawnychlatpamietam, ze filmbardzo mi się spodobał.
    Historia o lagodnej cebuli cudowna! Czuje ją doskonale :))

  2. Na meteoryt jest teraz szansa – perseidy spadają hurtem.
    Mój mąż wszem i wobec rozgłasza, że mam rozdwojony język. I to by się zgadzało z plotką, która do nas okrężną drogą, aż przez północne kraje dotarła: K jest w porządku, ale ta jego żona…
    Także ten.

    • Baaaardzooo długooo się robi – najpierw musi zemdleć, a jak już zemdleje to się dodaje brązowy cukier i ocet winny i trochę wody (ja dodaję jeszcze trochę masła) i to się gotuje, a później znowu powolutku dusi i dusi i dusi… Jest gotowa, jak się zrobi brązowawa i szklista. I z całego gara pełnego surowej cebuli z czubkiem zostaje mały słoiczek.

  3. No N. to ma naprawde teksty przednie 😉 Chyba bardzo Cię kocha 🙂 Pamiętam ten:
    „W sklepie zoologicznym siedziała sobie w dużej klatce mała, samotna papużka i jakoś tak wyrwało mi się spod serca, bo ja jestem empatyczna (cokolwiek by nie mówił mój mąż), że ta papużka chyba nie jest zbyt szczęśliwa. Na co właścicielka sklepu:
    – Proszę pani! Ona jest szczęśliwa! TERAZ jest szczęśliwa, jak została sama! Wpuszczaliśmy jej towarzystwo – wszystkich zatłukła! Samca zagryzła, koleżanki zagryzła, nie uspokoi się, dopóki nie zostanie w klatce sama z lusterkiem! I dopiero wtedy jest szczęśliwa!

    Na co N:

    – TO ZUPEŁNIE, JAK MOJA ŻONA! „

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*