O FILMACH I DEKORACJACH

 

Pozimowy remanent towarzyski zrobiony. Wczoraj z koleżankami obrąbałyśmy du… to znaczy, POCHYLIŁYŚMY SIĘ NAD LOSEM znajomych bliźnich – z wiadomą życzliwością. Ta życzliwość to przez jedną koleżankę, która jest (i tu nie przesadzam) tak w cholerę życzliwa, że przy niej nie idzie powiedzieć nic złego nawet na najgorszą wydrę, bo ona zaraz wynajdzie milion miłych rzeczy do powiedzenia o tej osobie i człowiek się czuje jak pół dupy z lufcika. A druga się pochwaliła, że piętnaście lat różnicy nie ma znaczenia i pokazała nam na dowód zdjęcie w gazecie. Swoje w dodatku. No macie pojęcie? Z wrażenia aż nam się wódka z tonikiem rozlała na cały stolik i spodnie jednej z uczestniczek posiedzenia, więc zachęcałyśmy ją do zdjęcia spodni, bo w końcu jesteśmy w wieku w którym czas najwyższy odrzucić wszystkie konwenanse! Ale nie podjęła tematu. Aha, i jeszcze było o dupach (mieć dupę kontra nie mieć dupy; dżinsy dla ludzi z dupą, rola dupy jako takiej).

Oraz.

Udało mi się zdobyć i obejrzeć starsze filmy Almodovara, których nie widziałam, przy czym okazało się, że „Wysokie obcasy” widziałam – w latach 90-tych leciały na Canal + w tym systemie, że puszczają jakiś film przez miesiąc non stop o różnych godzinach. I tak obejrzałam „Matadora” i „Wysokie obcasy” jakieś 15 razy w sumie. Jakoś wtedy nie porwał mnie, a teraz też średnio. Smutnawy jest chyba.

Za to „Prawo pożądania” i „Zwiąż mnie” – bardzo smakowite, bardzo! W obu – Antonio Banderas w roli oprychowatego zagubionego chłopca, spragnionego prawdziwej miłości. I to są według mnie role, w których wypada najlepiej; amerykańskie kino wtłoczyło go w kostium latin lovera, a jemu najbardziej po drodze jest z oprychem, który marzy o prawdziwym domu i opiekuje się swoim partnerem – i wykąpie go w wannie, i pójdzie na ulicę po prochy dla niej, nawet da jej po buzi i ją zwiąże, żeby pomóc temu uczuciu, jeśli trzeba. Ryknęłam ze śmiechu na scenie, kiedy zmaltretowana Victoria Abril siedzi na sedesie i mówi „Nigdy cię nie pokocham!”, na co Antonio oburzony – „Dziewczyno, jest za wcześnie żeby mówić takie rzeczy!”. I oczywiście ma rację. Wspaniała jest jeszcze reklama polisy emerytalnej w „Zwiąż mnie”.

Oraz kocham, po prostu kocham mieszkania z filmów Almodovara. Zamieszkałabym w każdym jednym. Tak, wiem, że to są dekoracje. Chciałabym porwać jego scenografa, żeby mi tak urządził chałupę, tylko się zastanawiam, czy w naszym klimacie takie kolory mają sens i rację bytu.

A teraz idę na taras – pies mówi, że jest ciepło i żebym wyszła, a ona coś dla mnie znajdzie i zamorduje w prezencie. No to idę.

7 Replies to “O FILMACH I DEKORACJACH”

    • No są jaja, bo koleżanka się dała namówić na artykulik w Olivii – opowiadają tam ze znajomą, jak się poznały na forum. Tylko że ich zdjęcie zostało podpięte do artykułu obok i podpisane „Piętnaście lat różnicy nie ma znaczenia”. No zamienili zdjęcia po prostu, OESU NOO 🙂 Każdemu się zdarza przecież!

  1. O tak, te mieszkania i te kolory – tak tak tak!!!! Piekne. Tyle ze do tego trzeba wlasnie slonca, jak piszesz. Zeby zyly. U mnie to by byly tylko takie zombie.

  2. Pochylać się nad losem znajomych bliskich z wiadomą życzliwością… ah, jakieś to piękne określenie. Właśnie do mnie dotarło, że muszę być szalenie dobrym człowiekiem, skoro tak często właśnie pochylam się nad czyimś losem, ho ho 😉 Ostatnio właśnie w zeszłym tygodniu usiadłyśmy z koleżankami. I tak się pochylałyśmy, przehcylałyśmy kieliszki, pochylałyśmy sie nad losem. I jedno, i drugie. Nam wieczór upłynął naprawę bardzo, bardzo przyjemnie!

  3. Pochylić się nad losem bliźnich… Dobre, zapamiętam.
    Oczywiście, że mieć dupę jest lepiej niż jej nie mieć. Czasami widuję panie bez dupy i to nie wygląda wcale ładnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*