O ZARADNYM PIESKU I LEKTURACH

 

Pierwszy raz w historii mojego bloga wyskoczył mi panel, że blog zawiera treści dla dorosłych i czy mam ukończone osiemnaście lat. Serio?… Bo napisałam „cycki”? Z tego co pamiętam, bywały w tym miejscu znacznie ostrzejsze słowa uznane powszechnie za wyrażenia i nic nie wyskakiwało. A w końcu połowa obywateli tego świata ma cycki. (Chociaż faktycznie w niektórych krajach obywatele z cyckami muszą się przebierać za namiot turystyczny, żeby wyjść na ulicę).

Muszę zacząć oddawać Szczypawkę znowu do przedszkola (babci), bo jeszcze kilka tygodni i piesek nie wejdzie w drzwi przez to jeżdżenie z nami do roboty. W biurze najbardziej odpowiada jej szczekanie na panią co myje klatki schodowe – pani się boi psów i ucieka, a ponieważ jest to pierwsza istota ludzka, która ucieka przed Szczypawką, to pies jest tak niemożliwie zachwycony, że za każdym razem drze się na panią głośniej i dłużej. Oraz druga ulubiona rozrywka – chodzenie po kolędzie, jak ludzie jedzą. Złota zasada brzmi – KAŻDY COŚ DA. Wczoraj na przykład o mało się nie przewróciłam – wchodzę do kuchni, a tam kolega karmi mojego psa GARŚCIĄ pełną mielonki z konserwy. Którą mój delikatny piesek żre jak tuczne prosię, prawie się dławiąc. I to podobno była już druga garść!… Albo zainwestuję w kaganiec, albo taką opaskę na gardło, co łabędziom zakładają w miejscach turystycznych, żeby się nie przeżerały.

W międzyczasie przeczytałam „Ostre przedmioty” – bardzo mi odpowiada styl Gilian Flynn. To teraz chwilowo przerwa w trupach i śledztwach – mam Teslę i Turinga. Oraz masę różnych rzeczy do zrobienia, których nie robię, bo czytam o Tesli i Turingu. Na zmianę. O tych pasożytach też podczytuję i jest to szalenie inspirująca lektura: „Bardzo małe, drobne muchówki, pokryte obfitym, wełnistym owłosieniem nawet na skrzydłach, o maleńkiej głowie” (znałam kiedyś bardzo podobnego faceta – minus skrzydła oczywiście). „Payne i inni stwierdzili larwy z tej rodziny na padlinie pogrzebanej świni w IV stadium rozkładu (…) Beaver stwierdził larwy (…) na martwym ślimaku, natomiast Tonnoir wyhodował na martwej owcy”.

Dobra. To co, śniadanko?…

8 Replies to “O ZARADNYM PIESKU I LEKTURACH”

  1. Ale jak to – do BABCI na DIETĘ? Przecież „schudnąć u babci” to klasyczny oksymoron.
    Z drugiej jednak strony nawet najlepsza babcia nie jest w stanie pobić diety biurowej. Kiedyś zmuszoną będąc, zabrałam do biura mojego ówczesnego pieseczka – trzydziestokilogramowego rudzielca. Na wyjściu ważył już 32 kilogramy, a te dwa dodatkowe to same kanapki. Nawet z ogórkiem żarł, a ludzie jeszcze pretensje do mnie mieli, że nie uprzedziłam, że z psem przyjdę, bo by więcej kanapek wzięli.
    Dla Szczypawki więc to już ostatni dzwonek, zanim oni się zorganizują i zrzucą np. na dzika z rożna w całości.

  2. A ja myślałam, że ten komunikat „+18”, to się jakoś ręcznie ustawia, a to z powodu „zakazanych” słów? Padłam 🙂 A gdybyś pisała o „cyckach z kurczaka” to też by – ciach, cenzurka 😛 Ciekawe czy to „urok osobisty” Szczypawki czy oczka a’la kotek ze Shrek’a powodują, że ją wszyscy tak dokarmiają 😉 Buźka 🙂

  3. Czyli zapowiada sie historia o charakterze biblijnym: Wygnanie Szczypawki z Raju.
    Ty uwazaj, zeby sie nie zbuntowala i nie przeszla na ciemna strone mocy!

  4. Teraz to koniecznie „Chemia śmierci” S. Becketa, larwy, muchy i truposze w różnym stadium rozkładu. A wiedziałaś, że w Stanach jest taka farma, gdzie trzymają sobie truposze w różnym stanie w różnych warunkach i uczą się na nich kiedy, przy jakiej pogodzie i w jakim stadium pojawiają się jajka much, potem larwy i jak się przepoczwarzają oraz kiedy z martwych spływa skóra, rozpuszczają się gałki oczne itd.? Fajna lektura, polecam. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*